Pokój gołąbka

Rosnąca obok tarasu rozłożysta sosna śmieci nieustannie – a to szyszkami rzuca z impetem, a to igłami sypie albo pyłkiem prószy, suchych gałązek się pozbywa, wciąż pod nią trzeba zamiatać, płaszczyznę tarasu odkurzać. Narzekam, ale z umiarem, bo sama posadziłam to drzewo kilkadziesiąt lat temu, więc cóż ono winne, że śmieci akurat w tym miejscu.

Niedawno zaczęły spadać nietypowe, krótkie i proste patyczki, co dziwne tylko w jednym miejscu, przed drzwiami do mieszkania. Potem pojawiły się razem z patyczkami białe ciapki tego, co szczęście przyniesie, gdy się w nie wdepnie, a jeszcze lepiej, gdy na ramię spadnie, bo wtedy należy czym prędzej wypełnić kupon Totolotka. Ponoć pewna wygrana. Dopiero te ślady dały nam pewność, że sosna użyczyła lokalu ptasiej rodzinie. Udało się wypatrzyć między gałęziami niezdarnie skleconą konstrukcję, luźną platformę z patyków i sterczące z jednej strony ogon, z drugiej łeb gołębia. Te ptaki słyną z niechlujnie budowanych gniazd. Część budulca pogubią, resztę poskładają na krzyż, byle starczyło pod brzuszek. Wymoszczą odrobiną trawy i wystarczy. Ciasne, ale własne. Dwa wysiadywane jajka się zmieszczą, pisklęta luksusów nie potrzebują.

Gdy pokazałam gniazdo naszemu przyjacielowi Adamowi, słusznie zauważył: „To ciekawe, że gołąb, który byle jak buduje gniazda, jest symbolem pokoju”.

Czy brał to pod uwagę Pablo Picasso, gdy szkicował swojego pierwszego gołąbka pokoju na serwetce w restauracji hotelu Monopol we Wrocławiu, podczas Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju w 1948 roku? Zbyt pokojowo tam nie było, skoro niektórzy, w tym Julian Huxley, dyrektor generalny UNESCO, demonstracyjnie opuścili obrady po wystąpieniu radzieckiego pisarza Fadiejewa, gdy ten w niewybredny, acz sowiecki sposób, zarzucił „imperialistom amerykańskim i ich sprzymierzeńcom”, że chcą całą kulę ziemską przeistoczyć „w ogromny rewir policyjny, a jej mieszkańców w bezwolnych niewolników kapitału”. Serwetka z narysowanym gołąbkiem pokoju się nie zachowała, symbol tak. Od tamtego czasu funkcjonuje w rozmaitych wersjach.

Picasso, wówczas członek Francuskiej Partii Komunistycznej, sam tego nie wymyślił, lecz zaczerpnął z wielowiekowej tradycji. Zresztą, nie jedyny i nie ostatni to przykład przechwytywania przez lewicę religijnych symboli. Raz to jest gołąb, raz tęcza. Wszak już Noe wypuścił gołębicę ze swojej arki, Duch Święty w postaci gołębicy pojawił się podczas chrztu Chrystusa, w wielu starożytnych kulturach, tradycjach i religiach właśnie gołąb był posłańcem bogów, zwiastunem dobra i nadziei, łącznikiem ze światem duchowym. Towarzyszy ludzkości od początku. I dzieli z nią los kruchy, wciąż zagrożony.

Wczesną wiosną tego roku byłam świadkiem dramatycznej sceny. Stałam na tarasie, gdy z głębi ogrodu dobiegły odgłosy szamotaniny, po chwili wzniósł się gołąb i zaczął lecieć ku mnie, a było w jego locie coś rozpaczliwego. Zobaczyłam, że na gołębiu siedzi podobnej wielkości ptaszysko i agresywnie dziobie go w głowę. Krzyknęłam. Drapieżnik puścił ofiarę, odleciał do sąsiedniego ogrodu i usiadł tam na czubku drzewa z widokiem na okolicę, gołąb zaś opadł pod sosną na ziemię i usiłował skryć się pod tarasem. Spanikowany, przerażony, ranny. Dał się złapać. Miał rany na głowie i kilkucentymetrową dziurę wydziobaną pod skrzydłem. Zaniosłam go w bezpieczne miejsce, gdzie ani to ptaszysko, ani koty nie miały dostępu. W Internecie odszukałam wizerunek wroga: jastrząb gołębiarz, który – jak nazwa wskazuje – poluje na gołębie, albo krogulec, też z rodziny jastrzębiowatych, zuchwały łowca, który atakuje z zasadzki. Nie wiem, który to był. Szarobrunatne upierzenie wskazywało na młodego jastrzębia. Gołąb nie przeżył.

Minęło kilka tygodni i pojawił się ten, czy też ta, która upodobała sobie miejsce na sośnie. Gołębica skleciła gniazdo blisko ludzkiej siedziby i dobrze jej tutaj. Załatwia się na taras (już podłożyliśmy gazetę), nikt jej nie płoszy, nikomu nie wadzi. Wróg pewnie się gdzieś czai, ale ptak ma wsparcie ze strony gęstych gałęzi i naszej obecności. Może czuć się bezpieczny. Często przysiada przy nim drugi, pewnie samiec, bo gołębie tworzą pary monogamiczne, są wierne i troskliwe, na zmianę wysiadują jaja i razem opiekują się potomstwem. Prawdziwe rodzinne gniazdko.

Na usprawiedliwienie gołębia jako marnego w naszej ocenie architekta – co każe wątpić w wymowę pokojowej symboliki, jak zauważył Adam – trzeba dodać, że przodkiem tego miejskiego ptaka był gołąb skalny, który gnieździł się na skalnych półkach klifów albo w jaskiniach, w miejscach nie wymagających głębokich i starannie zbudowanych gniazd. Wystarczyło kilka patyczków zabezpieczających jaja przed sturlaniem się w przepaść. I to mu zostało w ptasiej pamięci. Zaprzyjaźnił się z ludźmi i przyjął rolę posłańca pokoju, miłości, nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *