Polscy politycy i brytyjska „czarna lista”

czyli Londyn „drugim Kiszyniowem”

Nie jestem fanem Sławomira Mentzena (choć na pewno w wyborach do Senatu trzeba iść razem, skoro do Sejmu nie jest to możliwe), ale przetrzymanie go trzy godziny przez służby brytyjskie na lotnisku w Londynie musi wywołać zdecydowaną reakcję polskich polityków. Tym bardziej, że ze strony władz Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej to recydywa. W swoim czasie jeszcze gorzej potraktowano Rafała Ziemkiewicza i Janusza Korwin – Mikke, którym w ogóle uniemożliwiono wjazd na teren wyspiarskiego państwa.

Takie skandaliczne zachowania wobec Polaków, osób życia publicznego miały miejsce wtedy, kiedy Wielka Brytania była w Unii Europejskiej i mają teraz– po Brexicie. Bo przecież nie chodzi tu o regulacje unijne tylko chory system, na który zdecydowano się w Londynie: jakaś organizacja walcząca o „polityczną poprawność” wpisuje wedle własnego widzimisię jakichś Polaków, ale także osoby innych narodowości, na swoją lewacką, kuriozalna „czarną listę”, a następnie kicające przed lewakami władze Zjednoczonego Królestwa przekazują dyspozycje do ichniejszej straży granicznej, aby owych „prawackich” osobników do kraju: a) nie wpuścić, b) przetrzymać i przetrzepać na granicy.

Polacy są społeczeństwem wolnościowym: już wieki temu można było u nas krytykować nawet króla i walczyć o swoje przywileje (inna sprawa, że czasem w sposób przesadny i szkodliwy z punktu widzenia interesu I Rzeczypospolitej). Zderzenie polskich doświadczeń i polskich priorytetów z brytyjskimi regułami, które ilustrują, jak bardzo Londyn dokonuje „Ucieczki z kina Wolność” – jest szokujące.

Dobrze, że w tej sprawie interweniowała polska konsul w Londynie i szef MSZ. Mam nadzieję, że minister spraw zagranicznych RP nie uczynił tego ze względu na wspomnienie o wspólnym „piwie z Mentzenem” (i Trzaskowskim …), ale wyłącznie dlatego, że jego psim obowiązkiem jest bronić każdego polskiego obywatela.

W Polsce też zawęża się obszar wolności. W Wielkiej Brytanii jest już od dawna tej wolności coraz mniej. Szkoda, że Zjednoczone Królestwo – były członek UE – sprowadza samo siebie do roli Mołdawii, która do UE kandyduje. Oto w lipcu zeszłego roku władze w Kiszyniowie też przetrzymywały na lotnisku polityków z USA i Polski (byłem, widziałem, wiem), którzy przylecieli na prawicową konferencję. I tak oto Londyn stał się – o tempora, o mores – „drugim Kiszyniowem”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *