Dla kogo konstytucja?
Od czasu do czasu pojawia się temat nowej konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Ostatnio wskazywał na taką potrzebę pan Prezydent RP dr Karol Nawrocki. Przed kilkoma laty, z okazji stulecia niepodległości, rozlegały się głosy upominające się o prawną kontynuację tradycji niepodległego państwa polskiego. Jest także często wskazywany błąd konstrukcyjny w obecnie obowiązującej ustawie zasadniczej, polegający na niedookreślonym rozróżnieniu kompetencji prezydenta RP i rządu RP (premiera).
W polskiej tradycji silna pozycja głowy państwa – króla albo prezydenta – wywodząca się z wolnej i powszechnej elekcji, została i w 1921 roku i w 1997 roku celowo osłabiona przez nadgorliwych „demokratów”, aby uchronić się przed rządami silnych indywidualności, najpierw Józefa Piłsudskiego, a później Lecha Wałęsy. Gwałtowny opór sił „demokratycznych” napotkał projekt kontynuacji tradycji prawnej niepodległej RP. Proponowano, aby nowa ustawa zasadnicza następowała w miejsce konstytucji z 1935 roku. Niestety ta inicjatywa poległa w walce prowadzonej pod hasłem „precz z sanacją”, w czym przewodziła siła perswazji „Gazety Wyborczej”.

W „Obywatelskim projekcie konstytucji RP” z 1997 roku, popieranym przez NSZZ Solidarność i Ruch Odbudowy Polski proponowano wprowadzenie nowej ustawy konstytucyjnej w miejsce konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 1935 roku. Ale Sejm, zdominowany przez ugrupowania postkomunistyczne, skierował pod referendum (wbrew prawu) tylko jeden projekt opracowany przez zespół Aleksandra Kwaśniewskiego. Ten właśnie tekst jest teraz Konstytucją Rzeczpospolitej Polskiej w miejsce uchwalonej 22 lipca 1952 roku Konstytucji Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, nad projektem której pochylał się z troską generalissimus Józef Stalin nanosząc stosowne poprawki[1].
Okazją do wznowienia debaty nad konstytucją III RP była właśnie setna rocznica niepodległości w 2018 roku. Wtedy to Jan Parys żałował, „że III Rzeczpospolita nie wróciła do konstytucji kwietniowej tylko poprawiła konstytucję PRL. Utrzymywanie jej było nie tylko błędne, ale i haniebne”[2]. Wówczas też Kolegium Jagiellońskie zorganizowało w Toruniu międzynarodową konferencję naukową „O potrzebach trwałości bądź zmienności Konstytucji”. Ośmieliłem się wtedy przedstawić swój referat pt. „Nowa konstytucja czy nowe państwo”, a teraz przywołam z niego kilka myśli.
Czym jest nasze państwo?
Jest to RES PUBLICA – republika, RZECZ POSPOLITA, czyli „pospólna” (wspólna) wszystkim jej mieszkańcom – obywatelom. Elekcyjni królowie polscy byli w zasadzie dożywotnimi prezydentami tej republiki. Idee republikanizmu propagował już błogosławiony bp Wincenty zwany Kadłubkiem. Przez setki lat trwał proces definiowania ustroju państwa, jego konstytucyjnych podstaw. Konstytucjami zwano kolejne ustawy sejmowe. Godna osobnego namysłu jest kwestia, na ile państwo polskie może być uznawane za wieczystą monarchię. Dość przypomnieć, że 1 kwietnia 1656 roku król Polski i Wielki Książę Litewski obwołał Najświętszą Pannę Maryję Królową Polski i wszystkich ziem Rzeczpospolitej. Akt ten ogłoszony w katedrze lwowskiej został następnie z woli wszystkich stanów Rzeczpospolitej zarejestrowany w sądzie grodzkim we Lwowie i nigdy nie został odwołany. Królowie i prezydenci Rzeczpospolitej są zatem tylko regentami w imieniu Monarchy.

Założenie zmian co 25 lat w zapisach Konstytucji 3 maja 1791 było czymś zasadniczo odmiennym niż ustanawianie nowych państw polskich, mimo że opierały one swój byt na porządku konstytucyjnym – Księstwo Warszawskie (1807), Królestwo Polskie „kongresowe” (1815), Rzeczpospolita Polska (1918), Polska Rzeczpospolita Ludowa (1952). Odrębnym zagadnieniem byłoby zjawisko „państwa podziemnego” w latach 1863-64 i Polskiego Państwa Podziemnego w czasie II wojny światowej. Wtedy to państwo funkcjonowało na bardzo ograniczonym terytorium, na okrętach polskiej marynarki wojennej i statkach floty handlowej. Rząd korzystał z gościny zaprzyjaźnionego Imperium Brytyjskiego (do 1991 roku, gdy prezydent RP przekazał w Warszawie insygnia władzy swemu następcy wybranemu w wolnych wyborach).
Biorąc za punkt wyjścia decyzje Wielkiej Trójki (USA, Wielka Brytania i ZSRS), które rozstrzygnęły o poza-traktatowym rozwiązaniu „sprawy polskiej” (Teheran 1943, Jałta 1945, Poczdam 1945) – mieliśmy terytorium z własnym zarządem, przeznaczone dla osiedlenia ludności narodowości polskiej. Zostało utworzone z terenów wydzielonych z byłej III Rzeszy Niemieckiej (po likwidacji Państwa Pruskiego) i z odstąpionych przez ZSRS terenów należących do Białoruskiej i Ukraińskiej Socjalistycznych Republik Sowieckich. Z dniem 22 lipca 1952 roku to nowe państwo decyzją jego legislatywy (Sejmu) przyjęło nazwę Polska Rzeczpospolita Ludowa.
Na to państwo nikt nie napadał, z nikim, prócz ZSRS, to państwo nie miało wiążących traktatów. Fundamenty, na których stanął gmach PRL – a na których i my jako III RP stoimy – to oświadczenia Komunistycznej Partii Robotniczej Polski wzywające w 1920 roku proletariuszy wszystkich krajów do „likwidacji imperializmu polskiego”[3], to także wiernopoddańcze listy słane w 1946 roku do przyjaciół w ZSRS[4]. Tutaj też znajdziemy doły Katynia i Łączki.

III RP jest następcą prawnym Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Republika Federalna Niemiec jest następcą prawnym III Rzeszy Niemieckiej. Federacja Rosyjska jest następcą prawnym Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich.
Trzecia Rzesza Niemiecka i Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich w 1939 roku dokonały niczym niesprowokowanej napaści na Rzeczpospolitą Polską bez wypowiedzenia wojny. Dokonały zaboru polskiego terytorium, zaboru i zniszczenia mienia, dopuściły się ludobójstwa na wielką skalę, wymusiły terrorem pracę niewolniczą polskiej ludności. Państwa te złamały traktaty, które same podpisały.
Przyjęcie przez polski sejm ustaw zapewniających, że obecne niepodległe państwo polskie jest następcą prawnym niepodległej Rzeczpospolitej Polskiej miałoby znaczący wymiar polityczny i ekonomiczny[5].
Na czym te różnice polegają?
Dla funkcjonowania państwa istotne jest istnienie ciągłości w rozumieniu tradycji jako idei politycznej. Dawniej określano te idee jako imponderabilia. Wynika stąd etos wiążący funkcjonariuszy publicznych. Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy stanem spraw płynącym z historii, a więc z losów państwowości polskiej i poczucia tożsamości, a na przykład kwestii konstytucyjnej tożsamości amerykańskiej, której znaczenie dla ukształtowania się tożsamości narodowej w USA jest fundamentalne. Ale w debacie wokół koncepcji strategii bezpieczeństwa narodowego amerykańscy uczestnicy postrzegali Polskę jako „cywilizacyjnego sojusznika USA”. Co nas łączy?
Gdy Ojcowie Założyciele USA poszukiwali wzoru nowej państwowości, republikę postrzegano jako ustrój możliwy w obrębie murów miejskich. Ale Amerykanie nie chcieli monarchii. Oto w księgach zakazanych w Anglii i w jej koloniach znaleźli rozwiązanie. Opisano w tych księgach ustrój największego państwa Europy: wielkiej republiki – Rzeczpospolitej, zwanej dla niepoznaki jako „Polish-Lithuanian Commonwels”. Podobno te księgi zdobył James Madison (Ojciec Konstytucji) dzięki francuskim jezuitom z Chicago.
Ale jest między nami różnica. Zjednoczone Państwa (państwa – nie stany) Ameryki przyjęły za model swego wspólnego ustroju zasady Rzeczpospolitej – samorząd terytorialny (w pełni uposażony w elementy władzy) jako podstawę strukturalną, wolność obywatelską, rządy prawa sprawowane w trójpodziale władz, prezydenta – głowę państwa federalnego z uprawnieniami identycznymi do prerogatyw polskich królów elekcyjnych. Przyjęto tylko korektę w systemie wyboru głowy państwa i zamiast trudnego do zrealizowania osobistego udziału obywateli całej federacji ze względu na komunikację – ustalono wybór przez elektorów wybieranych w poszczególnych krajach.
Różnica zaś polega na:
a) nieciągłości istnienia państwowości polskiej w różnych jej odmianach (suwerenna, niesuwerenna, niepodległa),
b) jednoczesnej ciągłości dziejów i rozwoju narodu polskiego, a nawet specyfiki świadomości obywatelskiej zapisanej już w XII wieku,
c) utrzymaniu ciągłości katolicyzmu, republikanizmu i indywidualizmu w nieprzyjaznym otoczeniu.
Jak podaje wnikliwy badacz naszych dziejów: W połowie wieku XII, dokładnie w roku 1153 pojawia się pierwszy człowiek, który chce się nazwać „obywatelem Polski” (civis Polonie). (…) Zbylut, człowiek spoza dynastii, naturalnie należący do grona możnych i wpływowych, wybrał dla siebie takie niezwykłe określenie: nie poddany księcia, ale obywatel Polski, współodpowiedzialny za jej sprawy. (…) Nie znajduję (czy ktoś inny znalazł) przykładu obywatela Niemiec, albo obywatela Rusi ani nawet obywatela Anglii, Francji, Czech czy Węgier[6].
Dynamiczny rozwój własnej wolnościowej kultury postępował pomimo dążeń okupantów do wymuszenia zmiany i dostosowania się Polaków do obcych wzorów. Tego nie doświadczyła państwowość federacji państw Ameryki Północnej, pomimo kryzysu wojny secesyjnej. Podobnie państwowość brytyjska, czy San Marino nie mają takiego doświadczenia nieciągłości. Nawet zadziwiające rewolucyjne przemiany państwa francuskiego nie powodowały zasadniczego zerwania tej ciągłości.
Porównując Polskę z innymi krajami uznającymi ważność konstytucyjnych regulacji musimy zauważyć więcej różnic niż podobieństw. W ujęciu teorii wielości cywilizacji Feliksa Konecznego bliski znacznej części polskiej tradycji narodowej byłby łaciński model personalistyczny, który z powodu różnych zaszłości historycznych ściera się z odmiennymi cywilizacyjnie „metodami ustroju życia zbiorowego” (cywilizacja bizantyńska, cywilizacja turańska, cywilizacja komunizmu). Ostatecznie mamy naród i jego państwo i to my przesądzamy o przynależności do wybranego modelu cywilizacyjnego.
Ale czymże jest polskość?
Dla niektórych „polskość to nienormalność”. W świetle innych niż łaciński modeli cywilizacyjnych tak jest w istocie. Ale nad tym problemem medytowali już w XIX stuleciu twórcy Wielkiej Emigracji, nad tym przemyśliwali poeci – twórcy nowoczesnego języka polskiego, powstańcy z roku 1863 – założyciele Ligi Polskiej. Przyjmowano wówczas, że każdy naród ma prawo do własnego odrębnego bytu państwowego. Tak zrodził się nacjonalizm. Ale polski ruch narodowy miał cechy odmienne niż wszystkie inne nacjonalizmy.
Poprawne określenie, czym może być naród żyjący w wielu państwach i pod wieloma uzależnieniami, trudno było dociec. Znaleziono jednak podstawę do takiej definicji i nie było to kryterium „etniczne” w duchu niemieckiej koncepcji „blut und boden” (krwi i ziemi). W 1939 roku, podsumowując długi ciąg myśli narodowej w „Posłannictwie narodu polskiego”, Wincenty Lutosławski tak rozumiał polskość: Do polskiego narodu należą spolszczeni Niemcy, Tatarzy, Ormianie, Cyganie, Żydzi, jeśli żyją dla wspólnego ideału Polski. Murzyn lub czerwonoskóry może zostać prawdziwym Polakiem, jeśli przyjmie dziedzictwo duchowe polskiego narodu, zawarte w jego literaturze, sztuce, polityce i obyczajach i jeśli ma niezłomną wolę przyczyniania się do rozwoju bytu narodowego Polaków.
I prawdziwymi Polakami zostawali Niemcy (adm. Unrug) i Rosjanie (księżna Lwow), Żydzi (prof. Szymon Aszkenazy), Czesi (malarz Jan Matejko) i Tatarzy (pisarz Henryk Sienkiewicz).
Państwowość ustanowiona w 1952 roku jako Polska Rzeczpospolita Ludowa, wykazuje, jak dotąd, trwałość swojej tradycji. Jest to tradycja cywilizacyjna obca polskiej mentalności, a jednak jej zachowanie może okazać się trwałą pozostałością czasów nam współczesnych. Ponieważ nie osiągnęło swego celu dążenie do przedłużenia tradycji prawnej Rzeczpospolitej Polskiej z 1918 roku, z obowiązującą konstytucją z 1935 r. Obecnie tradycję prawną Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej uznają za wiążącą wszystkie główne ugrupowania uczestniczące w sprawowaniu władzy na terytorium Polski po 1989 roku. Tak jest również w aktualnej debacie politycznej, niezależnie od moralnych czy politycznych ocen PRL.

Zachowanie ciągłości prawnej, a zatem instytucjonalnej, ma istotne znaczenie tak w stosunkach międzynarodowych, jak i w relacjach wewnętrznych, pomiędzy różnymi grupami obywateli i pomiędzy obywatelem a aparatem państwowym. W tym sensie państwo i jego struktury, i metody życia zbiorowego w nim, silnie oddziałują na kształtowanie się świadomości narodowej.
Jakiesą nasze tożsamości? Bronisław Wildstein w eseju „Tożsamość konstytucyjna” pisał:
Najważniejsze z tego co chciałbym powiedzieć, jest przekonanie, że tożsamość konstytucyjna to świadomość prawa, a więc i sprawiedliwości, co zdecydowanie wykracza poza narzucony przez władzę i zapisany system norm. I to ze względu na elementarną świadomość są one oceniane i akceptowane albo odrzucone. Owa tożsamość konstytucyjna przenika się z tradycją narodową i winna z niej wypływać. Przypominam, że tradycja to aktualizowane i afirmowane określone wątki dziedzictwa narodowego, które często bywa złożone i agoniczne, a więc ma w sobie wpisany konflikt. Ostatecznie jednak z tych napięć wykluwa się w miarę spójny kształt tożsamości. Myślę, że historia Polski jest tego dobrym przykładem.[7]
Fundamentem naszej wspólnoty jest wolność jako ideał, idea i zasada. To pojęcie wolności nas łączy na pewno[8], a być może odnajdziemy sens i cel naszej wspólnoty, tak jak w dwuwierszu Adama Mickiewicza z III części Dziadów: Gdziekolwiek wyrok carski nas zawlecze oszukamy jego dumę / Poniesiem z sobą prawa człowiecze, poniesiem wolności dżumę! Ale z wolnością mamy w Europie pewien problem (szczególnie z ideą wolności słowa).
Tradycję socjalistycznego państwa porzuciły Węgry. Przypomniał o tym Marek Jurek: Konstytucja Węgier mówi to wszystko, o czym Unia nie chce mówić w swoich deklaracjach. Zaczyna się od prostego wezwania: „Boże, błogosław Węgrów!” i zaraz potem przypomina, czym była Europa i co związało jej narody: „Jesteśmy dumni z tego, że nasz król, Święty Stefan, tysiąc lat temu osadził państwo węgierskie na solidnych fundamentach i uczynił naszą ojczyznę częścią chrześcijańskiej Europy (…). Jesteśmy dumni z tego, że nasz naród przez wieki orężnie bronił Europy (…). Z szacunkiem odnosimy się do zdobyczy naszej historycznej konstytucji oraz do Świętej Korony, która ucieleśnia konstytucyjną ciągłość państwowości Węgier i jedność narodu (…). Nie uznajemy komunistycznej konstytucji z 1949 roku, ponieważ stanowiła ona podstawę panowania tyranii, dlatego ogłaszamy jej nieważność.” Europa ma kłopot z wolnością. Węgry należałoby z Unii Europejskiej wykluczyć. A wraz z nimi – wszystko to, czego bronią, co reprezentują. Chodzi więc w istocie nie tylko o Węgry, ale o to, czy Europa pozostanie jeszcze Europą. Dlatego obrona Węgier to nie tylko akt przyjaźni i solidarności, ale ochrona Europy, w której my sami, nasz kraj i nasze rodziny, będziemy mogli spokojnie żyć.[9]
Według Adama Zamoyskiego: „Generał Okulicki w swoim rozkazie o rozwiązaniu AK z 1945 roku stwierdził wyraźnie, że wojna się nie skończyła. Napisał w nim: „Nie wolno wam ani na chwilę zwątpić, że ta wojna może się skończyć jedynie zwycięstwem słusznej sprawy, triumfem dobra nad złem, wolności nad zniewoleniem”. Wojna istotnie skończyła się zwycięstwem tej słusznej sprawy, ale dopiero w 1989 roku. Rany zaś zadane polskiemu społeczeństwu w ciągu tych czterdziestu czterech lat były tak głębokie i tak zróżnicowane, że nie mogły się łatwo zagoić. (…) Polska jako państwo stoi w obliczu zmian geopolitycznych, bardzo przypominających te, z którymi zmagała się na przestrzeni czterech lub pięciu stuleci. I oczywiście trudno przewidzieć, jak Polacy poradzą sobie z tymi trudnościami i czy będą w stanie je pokonać z takim powodzeniem, z jakim przeżyli w przeszłości ataki i najazdy nieprzyjaciół. Ale to właśnie przeszłość kryje w sobie odpowiedzi na większość tych pytań.”[10].
Od lat polskie państwo i społeczeństwo staje wobec niepokojących znaków symbolizujących moralną degradację społeczności międzynarodowej i naszą rzeczą jest znaleźć wszelkie, także konstytucyjne, środki do obrony przed tą inwazją barbarzyństwa[11].
Względy moralności publicznej oraz podstaw etycznych wspólnoty narodowej przemawiają zatem bezwzględnie za nawiązaniem prawnej łączności pomiędzy III RP a II RP a zerwaniem takowej z PRL.
[1] Konstytucja PRL była wzorowana na sowieckiej konstytucji z 1936 roku, Stalin naniósł ok. 50 poprawek na rosyjskojęzycznym projekcie, m.in. nazwa „Polska Rzeczpospolita Ludowa” i ustrój jako „demokracja ludowa”.
[2] Jan Parys, Cały czas nie jesteśmy do końca państwem suwerennym, Rzeczpospolita, Plus Minus 16 (1312), 28-29.04.2018, s. 32.
[3] Robotnicy Europy i Ameryki! Odbierzcie rządowi polskiemu poparcie wojenne zagranicy! – apelował Komitet Centralny Komunistycznej Partii Robotniczej Polski 25.08.1920. Cyt. za: Polska Akademia Nauk, Pracownia Historii Stosunków Polsko-Radzieckich; Akademia Nauk ZSRR, Instytut Słowianoznawstwa, Dokumenty i materiały do historii stosunków polsko-radzieckich, Książka i Wiedza, Warszawa, 1965-1977, t. III, s. 366.
[4] Oddzielają nas tysiące kilometrów, ale obecnie w naszej demokratycznej Polsce jesteśmy bliskimi sobie przyjaciółmi. Do 1939 r. polski faszyzm nastawiał wrogo klasę robotniczą Polski do Związku Radzieckiego, do waszego rządu i do was. (…) Armia Czerwona, ta niezwyciężona armia, oswobodziła nas spod okupacji faszyzmu hitlerowskiego i my teraz jesteśmy wolni od kapitalistów i obszarników. (tłum. Z. Makarewicz).Pismo Rady Zakładowej Zakładów Włókienniczych d. K. Poznański do robotników miasta Iwanowo z propozycją nawiązania kontaktów z 22.03.1946 podpisało 250 osób. Dz. cyt. t. IX, s. 66-67.
[5] RP była członkiem założycielem 27 organizacji międzynarodowych m.in. Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Rzeczpospolita Polska na podstawie Traktatu ryskiego z 1921 roku jest wierzycielem Rosji, następcą prawnym ZSRS, ponieważ sowieci nie wywiązali się do 1939 ze swoich traktatowych zobowiązań m.in. 30 mln rubli złotem w monetach lub w sztabach. Patrz: Traktat pokoju między Polską a Rosją i Ukrainą z 18 marca 1921. Dz. cyt. T. III, s. 572-609.
[6] Andrzej Nowak, Dzieje Polski, T.I, Biały Kruk, Kraków, 2014, s. 278-279.
[7] Bronisław Wildstein, Tożsamość konstytucyjna, W sieci, Nr 17-18 (282-283) 2018. 23 kwietnia-6 maja, s. 49.
[8] Władysław Raczkiewicz, Orędzie Prezydenta Rzeczypospolitej do Narodu z dnia 29 czerwca 1945: Twarda i nieugięta walka, jaką Polacy w tej wojnie toczyli, jest świadectwem, że ponad wszystko miłują oni wolność. Umiłowanie to jest odwieczną tradycją naszego Narodu, zawsze żywą, przechodzącą z pokolenia na pokolenie.
[9] Marek Jurek, Europa dzielona na nowo. Gość Niedzielny, Nr 18, 2018, s. 74.
[10] Adam Zamoyski, Polska, Wydawnictwo Literackie, 2009, s. 566 – 567.
[11] Por. ks. Robert Skrzypczak, Nadchodzą barbarzyńcy, Wyd. Esprit, Kraków 2024. s.180-181 i 227-233.