20 maja 2026 roku w Warszawie Polacy pokazali swoją prawdziwą siłę. W środku tygodnia w stolicy zebrało się ok. 230 tysięcy zwykłych ludzi. Wyszli na ulice, bo mieli dość. Zorganizowała to szeroko rozumiana Solidarność – nie tylko związek zawodowy, ale wszystkie jego odnogi. Razem z nimi stanęli: Wolni Republikanie, Kluby Gazety Polskiej, Ruch Obrony Granic, a także mnóstwo grup zawodowych i społecznych: rolnicy, kierowcy, nauczyciele, katecheci, górnicy, strażacy, leśnicy, przedsiębiorcy i zwykłe rodziny. Wszyscy pod jednym hasłem: „Razem dla Polski i Polaków”. To nie była jakaś mała demonstracja, jak próbują wmówić nam prorządowe media. To była potężna fala ludzi, którzy powiedzieli głośno: „Dość!” rządowi Donalda Tuska i całej koalicji 13 grudnia.
Moim zdaniem nieprzypadkowo ta wielka manifestacja odbyła się właśnie 20 maja. Dokładnie 453 lata wcześniej, 20 maja 1573 roku, na sejmie elekcyjnym w Kamionku pod Warszawą polska szlachta ogłosiła Artykuły henrykowskie. Był to pierwszy na świecie pisany zbiór praw ustrojowych, który ograniczył samowolę monarchy, dał realną władzę sejmowi i przyznał narodowi prawo do oporu wobec władcy, który łamie umowę z obywatelami. Kiedy reszta Europy klęczała przed absolutnymi królami, my już wtedy mówiliśmy głośno: władza nie jest dana na zawsze i musi szanować naród. W tę samą symboliczną rocznicę tysiące zwykłych Polaków wyszło na ulice Warszawy, w tym samym duchu wolności i godności, by pokojowo, ale stanowczo przypomnieć rządowi Donalda Tuska i jego koalicji: dość samowoli! Polska tradycja bronienia swoich praw i oporu wobec złej władzy trwa nieprzerwanie od wieków.

W 2026 roku Polacy protestowali w słusznej sprawie. Domagali się godnych zarobków, ochrony miejsc pracy i końca drożyzny, która zżera portfele. Krzyczeli o obronie polskiej granicy przed nielegalną migracją. Mówili „nie” ideologicznym szaleństwom, które niszczą polską energetykę i rolnictwo. Chcieli wolności słowa, niezależnych mediów i sprawiedliwości w sądach. Chcieli, żeby państwo służyło obywatelom, a nie obcym interesom i brukselskim urzędnikom.
Dlaczego taka wielka fala uzasadnionej krytyki spada na rząd Donalda Tuska? Bo Polacy na własnej skórze czują, co oznacza jego polityka. Droższe rachunki za prąd, wyższe ceny w sklepach, ataki na niezależnych dziennikarzy, próby zastraszania opozycji i osłabianie suwerenności Polski oraz jej pozycji na arenie międzynarodowej. Ludzie pamiętają, jak Tusk obiecywał „ciepłą wodę w kranie”, a dał zimny prysznic. Rząd 13 grudnia zamiast słuchać narodu, buduje państwo dla swoich. Dlatego przyszli – nie z nienawiści, ale z miłości do Polski. Przyszli, bo zostali oszukani oraz kochają ojczyznę i chcą dla swoich dzieci lepszej przyszłości.

Prezydent Karol Nawrocki pokazał, że słucha tego głosu narodu. Złożył wniosek referendalny z prostym, jasnym pytaniem do Polaków – czy chcemy kosztem własnych portfeli wspierać ideologiczną walkę o „ratowanie planety”, żeby „nie spłonęła”? – jak mówił „dwugodzinny prezydent” Rafał Trzaskowski. To nie jest abstrakcja. To konkretne pytanie o to, czy Polacy mają płacić za cudze fanaberie, podczas gdy w domu brakuje na rachunki i na chleb. Prezydent Nawrocki pragnie dać ludziom głos. I manifestacja 20 maja była właśnie tym głosem – głośnym i wyraźnym „nie” dla polityki, która stawia ideologię ponad zdrowym rozsądkiem. Senat jednak w głosowaniu, które odbyło się pod osłoną nocy, wydał haniebną decyzję antydemokratyczną, odbierając wszystkim Polakom możliwości wyrażenia swojej woli w referendum.
Tego samego dnia rano pod prokuraturą odbyła się kolejna bardzo wymowna akcja. Zwykli ludzie, dziennikarze i posłowie PiS przyszli wesprzeć Tomasza Sakiewicza, który został wezwany na przesłuchanie w sprawie wyimaginowanych zarzutów wobec byłego ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobro. Służba więzienna nielegalnie blokowała posłom oraz mediom wejścia, ale oni i tak weszli. I co zobaczyli? Pusty budynek. Prokuratorzy po prostu uciekli tylnymi drzwiami. To był obrazek, który mówi więcej niż tysiąc słów. Pokazał, jak wygląda „sprawiedliwość” za Tuska – gdy trzeba konfrontacji, władza chowa się po kątach.
Nie można też pominąć „Miasteczka Gniewu” – pokojowego obozowiska, które stworzył Ruch Obrony Granic pod Kancelarią Premiera. Ludzie chcieli po prostu protestować i rozmawiać z władzą. A co zrobiono? Na rozkaz z samej góry policja otoczyła miasteczko jak twierdzę. Odcięto dostawy wody, żywności i środków higienicznych, które przynosili sympatycy. Zwykli Polacy chcieli pomóc, a ich blokowano. Przypominało to średniowieczne oblężenie i próba przetrzymania ludzi głodem. Skandaliczne decyzje na szczytach władzy pokazały, jak bardzo prominentni politycy boją się prawdziwego głosu obywateli.

A jednak cała manifestacja odbyła się w niezwykle spokojnym, godnym nastroju. Bez większych incydentów, bez wulgaryzmów, bez agresji. Ludzie śpiewali hymn, trzymali biało-czerwone flagi i po prostu mówili prawdę. W zagranicznych mediach, na portalach społecznościowych i wśród prawicowych polityków z całej Europy słychać było podziw i zadumę. Stawiając Polaków za wzór: „zobaczcie – można protestować pokojowo, z klasą i bez chamstwa”. To jest siła prawdziwej Polski. Siła, której nie da się zignorować.
Naród zaczyna otwierać oczy. Coraz więcej Polaków widzi, co naprawdę dzieje się w Polsce pod rządami Tuska. Wielu mówiło kiedyś, że za PiS nie było idealnie. Zgoda. Ale nie było też aż tak źle, jak przez lata opowiadała propaganda Tuska i jego sługusów. Nie było drożyzny na tym poziomie, nie było ataków na wolność słowa, nie było oblężenia własnych obywateli, nie było tak wysokiego bezrobocia, nie było jawnego łamania prawa, nie było dewastacji finansów państwa.
Ludzie porównują i widzą różnicę. Dostrzegają puste obietnice i kłamstwa koalicji 13 grudnia. Bo tylko prawda buduje silną Polskę. A 20 maja 2026 roku Polacy pokazali, że „Prawda jest ciekawa” i warto do niej dążyć.