Monte Cassino 3 maja 2026
Drodzy Bohaterowie, Bohaterowie wolności Polski i Bohaterowie wolności państw europejskich, drodzy Kombatanci. Drogie Rodziny Żołnierzy 2 Korpusu Polskiego Generała Władysława Andersa, na czele z Panią Anną Marią Anders, której ojciec, nasz wielki Bohater, jest dziś w naszej pamięci.

Drogi Panie Ministrze, Gospodarzu dzisiejszych uroczystości, Panowie Ministrowie, Szanowni Państwo, drogi Prefekcie, drogi Burmistrzu, Przyjaciele Włosi, drodzy Polscy Patrioci. Cieszę się, że dzisiaj jesteśmy wszyscy razem na Monte Cassino.
Drodzy Generałowie, Oficerowie, Ekscelencje, Szanowni Państwo.
Nie ma dziś czasu ani miejsca na relatywizm, na umiarkowanie. Zgadzam się – Europa i świat są w potrzebie, dlatego o historii musimy mówić jasno, żeby wyciągnąć z niej wnioski i żeby budować nasze bezpieczeństwo, niepodległość i suwerenność.
W roku 1939 rozpoczęła się straszna, najstraszniejsza wojna być może w historii świata, a z całą pewnością w historii XX wieku. Tę wojnę rozpoczęli Niemcy, owładnięci narodowosocjalistyczną ideologią totalitarną, i Sowieci, owładnięci sowieckim komunizmem. Był to atak świata złego, świata antywartości na wolne, suwerenne narody europejskie. I mimo że po roku 1941 na moment zmieniły się sojusze, to bitwa na Monte Cassino była odsłoną tego samego starcia, tej samej wojny. Była starciem niemieckiego zła z dobrem aliantów, którzy chcieli wolności i niepodległości dla narodów Europy. Alianci od stycznia 1944 roku w kilku kolejnych uderzeniach nie mogli sobie poradzić z niemiecką obroną wzgórza na Monte Cassino, ale nadal próbowali. Zadanie ostatecznego zdobycia w tej braterskiej, solidarnej walce dobra z niemieckim złem przypadło Żołnierzom 2 Korpusu Generała Władysława Andersa.

I choć militarnie, wojskowo, strategicznie i logicznie wydawało się to niemożliwe – wzgórze pod względem strategicznym i wojskowym było teoretycznie nie do zdobycia – to rankiem 18 maja patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich zawiesił na wzgórzu biało–czerwoną flagę. Świat wolności i dobra pokonał zło, a alianci przełamali linię Gustawa i mogli ruszyć na Rzym, aby nieść wolność.
Była to – co trzeba podkreślać i powtarzać – armia niezwykła. Armia, która składała się z cieni, z ludzi wygłodzonych, z ludzi, którzy jeszcze do niedawna byli niewolnikami. Nie przyjechali się tu bić z koszar, ale przyjechali z długiej podróży. Byli tutaj po opuszczeniu NKWD więzień, przeszli przez Azję Środkową, Kazachstan, Uzbekistan, przez Bliski Wschód, Iran, Irak, Palestynę. Często niedożywieni, często po podróży w bydlęcych wagonach, które zabierały ich ze wschodniej Polski wysuniętej dużo bardziej na wschód niż dzisiaj. Trafili tutaj, by bić się razem ze swoimi sojusznikami o wolną Europę i by dotrzeć do wolnej Polski.

Jak to się mogło stać, że armia cieni i armia niewolników stała się armią zwycięzców z Monte Cassino? Wszyscy zadajemy sobie to pytanie, a odpowiedź na nie jest w ich sercach, w ich umysłach, ale także w rozkazie Generała Władysława Andersa, który jasno postawił polskim żołnierzom zadania. Wygrali, bo mimo że chcieli przełamać linię Gustawa, to w swoich umysłach i w swoich sercach mieli wciąż wolną i niepodległą Polskę. Tak pięknie opisane to jest na pomniku na Górze Ofiarnej: „Gotowi byli oddać Bogu ducha, ziemi włoskiej swoje ciała, ale serce oddali Polsce”.
Wygrali, bo nie bali się śmierci, jak mówili kapelani spowiadający ich tuż przed bitwą. Gotowi byli oddać swoje życie za te wartości, którym służyli i które mieli w sercu. Gotowi byli do zwycięstwa i armia cieni stała się armią zwycięzców, bo mieli w swoich sercach i w swoich umysłach to, o co prosił ich Generał Anders, a pisał wprost: „Pamiętajcie, z nami Bóg, Honor i Ojczyzna” – do tych wartości się odwoływali.

Wiedzieli też, że w okupowanej przez Niemców i Sowietów Polsce są żołnierze podziemia, Armii Krajowej, innych organizacji niepodległościowych, którym chcieli wysłać jasny sygnał, że mimo iż sojusznicy oddają powoli Polskę Sowietom, to Polska jest gotowa, i oni są gotowi, i polski żołnierz jest gotowy, do cierpienia, do walki i poświęcenia dla wolności właśnie.
Ten cmentarz na Monte Cassino – drodzy Państwo, kochani rodacy, drodzy Włosi, drodzy sojusznicy z całego świata – jest też zbiorowym wyrzutem sumienia, bo mimo ich poświęcenia, mimo ich bohaterskiej walki, mimo niesienia przez żołnierzy polskich wolności we wszystkich regionach Europy, oni nigdy do wolnej i niepodległej Polski po roku 1945 nie doszli, bo Polska stała się sowiecką kolonią na kolejne 45 lat.
Właśnie dlatego Generał Władysław Anders swoją biografię zatytułował: Bez ostatniego rozdziału. Mając świadomość, że droga Polski do niepodległości musi jeszcze trwać, ale mając też świadomość, jak ta ofiara, to cierpienie, ta walka i to zwycięstwo były ważne dla odzyskania niepodległości.

I choć to historia, którą wielu zna i o której można przeczytać w książkach, to nie jest to historia odległa. Ani w perspektywie historycznej, ani w perspektywie, w której dziś się znaleźliśmy. Zobaczmy – to historia o nas, o ludziach, którzy są obok nas, jak właśnie Major Władysław Dąbrowski, który przed momentem został odznaczony jednym z najwyższych odznaczeń państwowych. To jego historia. To on obudził lwa w swoim sercu, tak jak chciał Generał Anders, i był gotowy walczyć o wolność Italii, Europy i o wolność Polski. To historia człowieka, który jest tuż obok nas. Ta historia jest w nas i jest obok nas.
A do kogo Major Dąbrowski wysyłał sygnał, że Polska walczy i jest gotowa do poświęceń? Do tych, którzy siedzą wśród nas. Do Jakuba Nowakowskiego „Tomka”, żołnierza Armii Krajowej, do Stanisławy Kociełowicz, niezastąpionej i tak radosnej, będącej dzisiaj z nami „Iskierki”, do Leonarda Kapiszewskiego. Ten sygnał z Monte Cassino szedł do ludzi, którzy są dzisiaj wśród nas.
Kto pisał ostatni rozdział? Kto dał Polsce niepodległość? Kto był, drodzy Państwo, ostatni w tej sztafecie? Oni też są z nami. To dzielni działacze Solidarności, którzy jeszcze w latach 80. niesieni tym, że Polacy są gotowi do walki o niepodległość, niesieni zwycięstwem na Monte Cassino, napisali ostatni rozdział biografii Władysława Andersa – Anna Kołakowska, Adam Borowski, Ryszard Majdzik – oni są dzisiaj z nami.

Zgadzam się z Ekscelencją, Księdzem Biskupem Lechowiczem, z panem ministrem Parellem, że dzisiejszą uroczystość powinniśmy odczytywać wobec zagrożeń teraźniejszości, geopolityki i tego, co dzieje się współcześnie.
Czytając piękną homilię Jana Pawła II, największego Polaka w XX wieku, dla którego ten dzień jest też rocznicą urodzin, musimy dostrzec, że Jan Paweł II tu, na Cmentarzu na Monte Cassino, mówił w niej, że braterstwo narodów – i o tym jest także bitwa na Monte Cassino – buduje się na jedności wartości ducha, na wartościach duchowych, także w Europie.
W tym samym roku, w 1979, tak jak zacytował Ekscelencja, Jan Paweł II mówił: „Niech zstąpi Duch Twój”. Mówił to do Polaków i do naszej wspólnoty narodowej, ale czytając jego homilię z Monte Cassino i przyglądając się także dziś temu, w jakim kierunku dryfuje Europa, lekcją z Monte Cassino i ze słów Jana Pawła II jest wezwanie do Europy: Niech zstąpi duch Twój i niech odnowi oblicze tej ziemi, naszej wspólnej Europy, zbudowanej na wartościach, na fundamentach chrześcijańskich, na tym, o co walczyli żołnierze na Monte Cassino.

Lekcja Monte Cassino to także lekcja dotycząca tego, że świat antywartości zawsze przegra ze światem wartości, solidarności, współpracy niepodległych narodów, narodów suwerennych, które ukochały wolność, a dziś w XXI wieku także ukochały prawdziwą demokrację. I to także lekcja dotycząca tego, że każda dominacja – czy barbarzyńska, militarna, wojskowa; czy dziś, w XXI wieku: dominacja gospodarcza, ekonomiczna czy polityczna – jest zawsze zagrożeniem dla wolnego świata wartości.
Niech Bóg ma w opiece bohaterów polskich z Monte Cassino.
Niech Bóg ma w opiece wszystkich aliantów, którzy bili się o wolną Europę i wolny świat.
Niech Bóg błogosławi Italii, niech Bóg błogosławi Polsce!