Józef Maksymilian Ossoliński jest patronem 2026 roku. Został uhonorowany w dwusetną rocznicę śmierci (17 marca 1826) w uznaniu zasług dla polskiej kultury i nauki, w szczególności zaś za wiekopomne dzieło, jakim było ufundowanie Zakładu Narodowego Ossolińskich w 1817 roku we Lwowie.
Dla celów Zakładu przekazał swoje zbiory biblioteczne i zbiór pamiątek patriotycznych, które miały służyć społeczeństwu polskiemu do zachowania polskości, polskiej kultury, tradycji, pamięci o czasach naszej świetności. Biblioteka i Zakład Ossolineum na trwale wpisał się w dzieje naszej kultury narodowej, związanej najpierw ze Lwowem a potem z Wrocławiem. Warto więc przypominać zasługi Józefa Ossolińskiego dla Polski, nawet jeśli były one czynione nie do końca w zgodzie z literą prawa bądź etyki. Bo, gdyby nie te zabiegi, być może wiele zabytków uległoby zniszczeniu i zapomnieniu.
Pewnym usprawiedliwieniem poczynań Ossolińskiego niech będzie fakt, że nie był on ani pierwszym, ani ostatnim „zasłużonym księgołapem”, który dla dobra nauki i dobra publicznego, nabywał księgi w sposób nie do końca legalny. Dość wspomnieć, że na przykład Józef Andrzej Załuski, duchowny, biskup kijowski i współzałożyciel w 1780 roku polskiej Biblioteki Narodowej, jednej z największych w tamtym czasie w Europie, także księgi „smykał”, kiedy nie można ich było w inny sposób zdobyć i podarować społeczeństwu.

Tadeusz Czacki, założyciel i fundator słynnego Liceum Krzemienieckiego, był tak „znamienitym księgołapem”, że nie wpuszczano go do wielu domów, w których znajdowały się biblioteki lub inne dobra narodowej kultury. Jako ciekawostkę podam, że w tym procederze „nabywania” książek, pomagała Czackiemu żona i służący, którzy poubierani w szerokie ubrania, chowali za pazuchę egzemplarze, chyłkiem wychodząc, a raczej uciekając przed ciekawskimi spojrzeniami właścicieli. Oni także nie robili tego dla siebie, ale dla zasilenia zbiorów biblioteki liceum, by służyła kolejnym pokoleniom.
Znakomity bibliofil warszawski Zbigniew Wolski, działający na przełomie XIX i XX wieku kilkakrotnie w ten sposób nabywał rzadkie egzemplarze z bibliotek klasztornych, ratując de facto zabytki przed zniszczeniem. Myślał o ogóle społeczeństwa, bowiem Wolski swój zbiór zapisał Bibliotece Publicznej w Warszawie. A znany facecjonista Franciszek Fiszer, który jako filozof „brzydził się każdą pracą” i „niektórych książek nie przeczytał, ale dzięki temu miał tę przewagę nad tymi, którzy te książki przeczytali i dlatego mógł z nimi o nich dyskutować”, mawiał, że „nie oddaje pożyczonych książek z reguły”. „A skąd się wzięły wielkie biblioteki, jeśli nie z książek pożyczonych i nie oddanych?”
Józef Ossoliński znal zapewne słowa Francesco Petrarki, który w liście do przyjaciela pisał: „Chcesz znać moją chorobę? Otóż ksiąg jestem niesyty. I mam ich więcej niż trzeba, lecz jak z innymi rzeczami, tak i z księgami: każda zdobycz jest ostrogą chciwości”. Ta niesytość ksiąg u Ossolińskiego była tak wielka, że ulegał zapędom owej chciwości nie dla pieniędzy, ale dla zaspokojenia bibliofilskiej żądzy.
Ambroży Grabowski, księgarz, bibliofil i dostawca dla Ossolińskiego, wspominał o „polowaniu na białego kruka” ze swoim pryncypałem: „Wchodzimy jednego dnia rano do sali bibliotecznej w klasztorze. Kilku młodych nowicjuszów zamiata salę, przy czym podnieśli taki kurz, że niepodobna było widzieć o kilka kroków przed sobą – był to umyślny zabieg, aby się prędzej pozbyć gościa niepożądanego, bo pamiętna im była bytność hrabi Czackiego, który ojcom dominikanom wielką wyrządził szkodę.

Ossoliński żąda pokazania katalogu, otrzymuje odpowiedź, że nie ma katalogu. Zaczyna zbliżać się do sal bibliotecznych, klerycy kręcą się koło nas, nie spuszczając oka z podejrzanego gościa. Ossoliński może po kwadransie widząc, jakie mają na nas baczne oko, zabiera się do wyjścia i opuszczamy salę bez najmniejszej korzyści. Gdyśmy już wyszli z gmachu klasztornego, hrabia mówi do mnie: Czy uważałeś ty, jak nas pilnowano? Na to odrzekłem: Uważałem, ale muszę dodać, że nie nas, ale samego hrabiego. Na to on: To oni mnie w podejrzewaniu mieli, żem przyszedł okraść ich. O hultaje dominikany! Ale ja głupstwo zrobiłem, biorąc się do wielkich ksiąg, bo gdybym udał się był do małych, byłbym może co ułowił.”
Nagminnym procederem Ossolińskiego było „wypożyczenie książek na wieczne nieoddanie”. W taki sposób nabył min. dzieła Starowolskiego, Kromera, Orzechowskiego, Hozjusza, Kochanowskiego i wiele innych.
Samuel Bogumił Linde, osobisty sekretarz i bibliotekarz Ossolińskiego „zwidzał Polskę”: „Owocem tego zwidzania a później trudów osobistych samego hrabiego jest biblioteka”. Bo ten wielce zasłużony twórca wiekopomnego „Słownika języka polskiego”, okazywał się być mistrzem w nabywaniu ksiąg dla swego chlebodawcy. Pisał do Ossolińskiego: „Stanąwszy dopieruteńko w Sandomierzu, spieszę Panu donieść o zdobyczy koprzywnickiej. Zamknąłem rejestr 15 ksiąg za rewersem, którego naturę Panu ustnie wytłumaczę. Wziąłem trzy księgi. Więcej mi nie chcieli pozwolić, a ustąpić to jest sprzedać, żadną miarą nie chcą.” Rewersy Lindego są sztuką samą w sobie. Stwierdza ten zasłużony badacz i nabywca ksiąg, że bierze księgi na konto „Jaśnie Wielmożnego hrabi Ossolińskiego i składa oświadczenia, że: księgi w ciągu roku przyrzeka oddać. Oczywiście nigdy do tego nie doszło, a księgi zasiliły zbiory biblioteczne we Lwowie.
Jeżeli wówczas Ossoliński uchodził za „kradzieja” książek, którego wizyty w wielu obiektach nie były mile widziane z uwagi na metody „nabywania” dóbr kultury, o tyle dzisiaj pamięta się o ostatecznym celu hrabiego, jakim było ufundowanie biblioteki i Zakładu Narodowego dla społeczeństwa polskiego.
Zamysł ten powstał z chwilą, kiedy po trzecim rozbiorze państwa zaborcze rozpoczęły grabież polskich zbiorów. Wszak Biblioteka Załuskich, wywieziona do Petersburga, stała się zaczątkiem rosyjskiej Biblioteki Narodowej. Insygnia koronacyjne polskich władców od czasów piastowskich, przechowywane na Wawelu, zostały zagrabione przez Prusaków, którzy włamali się do królewskiego skarbca i wywieźli je, by następnie – w okresie wojen napoleońskich – przetopić i sprzedać.
Należało zatem ratować od zagłady polskie dobra, świadectwo polskiej świetności, polskiej państwowości. To wówczas Izabella Czartoryska postanowiła stworzyć w Puławach Świątynię Sybilli, zaczątek tradycji muzeów w Polsce. Pisała, że kiedy dokonały się rozbiory: „Wtedy mi pierwszy raz ta myśl przyszła, żeby zbierać pamiątki polskie, które potomności powierzam (…). W tym zbiorze znajdują się ślady Bolesława Chrobrego, Kazimierza Wielkiego, Stefana Batorego, Jana Zamoyskiego, Żółkiewskiego, Czarnieckiego, Lwa Sapiehy i innych znakomitych i mężnych ludzi. Niech te wspomnienia osłodzą teraźniejsze czasy, niech chwałę ich wiek wiekowi podaje”.
Józef Ossoliński, co warto podkreślić, oprócz konieczności ratowania polskich dóbr kultury przed ich rozkradaniem i zniszczeniem, brał pod uwagę także swoje prywatne aspiracje naukowe, a więc potrzebę tworzenia „podręcznej” biblioteki i kamery – tak wówczas modnej w całej Europie – w której gromadzono zabytki narodowe. Józef Adam Kosiński, autor książki Biblioteka fundacyjna Józefa Maksymiliana Ossolińskiego pisał: „Zbieractwo Ossolińskiego nie było pańską fanaberią, mającą na celu uświetnienie siedziby magnata półkami pięknie oprawionych, lecz nieużywanych książek, ale dyktowała je konieczność stworzenia własnego warsztatu naukowego do prac historycznych, bibliograficznych i literackich. Stąd też księgozbiór Ossolińskiego – jeszcze przed przewiezieniem do Lwowa, kiedy oficjalnie rozpoczął służbę nauce i kulturze – służył samemu właścicielowi i kręgowi osób z nim związanych, był więc księgozbiorem żywym i wykorzystywanym”.
„Bóg widzi, żem rozczulony i zajęty jedynie chęcią bycia użytecznym i po mojej śmierci mojemu narodowi. Chodzi mi o tę bibliotekę jak o córkę jedynaczkę na wydaniu, której bym na los nie chciał odumrzeć” – pisał Ossoliński do przyjaciela.
Z uwagi na ten szczególny dla Ossolineum rok, planowane jest sympozjum naukowe „(Nie)zapomniany wiedeńczyk. Konferencja z okazji 200-lecia śmierci Józefa Maksymiliana Ossolińskiego”. Ma się ona odbyć w dniach 18-19 czerwca 2026 roku w Bibliotece Narodowej Republiki Austrii w Wiedniu oraz Instytucie Polskim w Wiedniu. Podczas sympozjum przewidziano kilka bloków tematycznych, pozwalających przybliżyć okres, w którym żył Ossoliński i jemu podobni:
Józef Maksymilian Ossoliński – życie i działalność w Wiedniu;
Działalność literacka J. M. Ossolińskiego i innych pisarzy późnego oświecenia w Europie Środkowo-Wschodniej;
Idea mecenatu prywatnego i tworzenia instytucji pro publico bono na przełomie XVIII i XIX wieku;
Kultura i społeczeństwo przełomu XVIII i XIX wieku;
Kolekcjonerstwo na przełomie XVIII i XIX wieku.
Organizatorami i partnerami konferencji są: Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu, Biblioteka Narodowa Austrii, Instytut Polski w Wiedniu, Wydział Studiów Historycznych i Kulturowych Uniwersytetu Wiedeńskiego, Instytut Filologii Germańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydział Nauk Historycznych i Pedagogicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, Stacja Naukowa Polskiej Akademii Nauk w Wiedniu.
Konferencja przyczyni się z pewnością do poszerzenia wiedzy o patronie 2026 roku, a także da możność poznania dokonań tego wielkiego Polaka społeczności międzynarodowej.