Strach, pieniądze, władza

Międzynarodowy sukces książki, Oskar dla dokumentu na jej podstawie, Nagroda Nobla dla pomysłodawcy i autora – Al Gore. Po 20 latach od sukcesu nie wiem, czy chodziło o troskę o planetę, czy o wielkie pieniądze.

Niedawno w antykwariacie zakupiłem za zawrotną kwotę 5 zł książkę „Niewygodna prawda – apel o ratowanie naszej planety przed katastrofalnymi skutkami globalnego ocieplenia”. Ten światowy bestseller został przetłumaczony w Polsce w 2007 roku i jak świadczy odręczna dedykacja na pierwszej stronie został podarowany polskiemu mężczyźnie, który 1 stycznia obchodzi swoje urodziny. Co się stało, że książka byłego wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych, ta „biblia” ekopopulistów została wystawiona na sprzedaż – nie wiem. Znając zasady rynkowe właściciel książki, kiedyś wycenionej na 44,90 zł, mógł od antykwariatu dostać skromne 2 zł.

Chciałem mieć w swojej kolekcji ten zapis amerykańskich emocji sprzed 20 lat. Autor pisze tu o badaniach naukowych, osobistych doświadczeniach, wielu podróżach, studiowaniu raportów organizacji międzynarodowych uzasadniających, że człowiek jest winien ociepleniu klimatu i że człowiek jest w stanie z ociepleniem klimatu sobie poradzić – dla dobra planety Ziemia.

Za ckliwe przemyślenia, za stronniczy wybór badań, za książkę pełną rodzinnych fotografii, kolorowych zdjęć wykresów i cytatów otrzymał autor wiele wyróżnień. Film na jej podstawie został nagrodzony Oskarem w 2006 roku. Za całokształt działalności były wiceprezydent USA otrzymał pokojową nagrodę Nobla w 2007 roku.

Ziemia ma głos

Ponad 320 stron ma dzieło, które megalomańsko podsumował wydawca lub redaktor cytując opinię Jacka Bożka, założyciela i lidera klubu Gaja, który stwierdził, że książkę: „można nazwać głosem Ziemi”. Tuż obok sam Al Gore wyróżnił chińską definicję słowa kryzys, że łączy w sobie niebezpieczeństwo i możliwości. Mam wrażenie, że mnożąc niebezpieczeństwa, stworzono możliwości do zdobywania bajońskich sum na „zwalczanie zagrożeń”.

Po dwóch dekadach od opublikowania książki i trwającej jeszcze dłużej obserwacji działań ekopopulistów – tych zielonych, tęczowych oraz działaczy klimatycznych – zauważyłem, że chcą być jedynymi, którzy znają „język Ziemi” i mienią się jej jedynymi przedstawicielami. Dlatego mówią o płonącej planecie, żeby pisząc o niebezpieczeństwie dać sobie możliwość zarobkowania, zdobywania władzy i rządu dusz na każdym kontynencie niebieskiej planety.

Dlatego szanowni czytelnicy sami spróbujmy sprawdzić czy „10 Mitów” z książki Gore’a na temat globalnego ocieplenia po 20 latach badań, działań, restrykcji, ograniczeń – znajduje potwierdzenie w waszym życiu i otoczeniu.

Mit pierwszy: naukowcy nie są zgodni, co do ludzkiego wpływu na zmiany klimatyczne ziemi.

Mit drugi: wiele różnych czynników może wpływać na klimat – nie ma więc powodu, dla którego należy wyróżniać CO2 jako najbardziej niepokojący.

Mit trzeci: Klimat zmienia się w sposób naturalny, więc wszelkie zmiany, które możemy obecnie obserwować, to tylko część naturalnego cyklu.

Mit czwarty: dziura ozonowa przyczyną globalnego ocieplenia.

Mit piąty: jest za późno, by powstrzymać zmiany klimatyczne zachodzące na ziemi.

Mit szósty: pokrywa lodowa na Antarktydzie powiększa się, więc to nieprawda, że globalne ocieplenie powoduje topnienie mas lodu.

Mit siódmy: globalne ocieplenie to zjawisko pozytywne, ponieważ dzięki niemu nie będzie mroźnych zim i rośliny będą dojrzewać znacznie szybciej,

Mit ósmy: obserwowane przez naukowców ocieplenie to jedynie efekt tego, że miasta wypromieniowują ciepło, a nie efekt emisji gazów cieplarnianych.

Mit dziewiąty: globalne ocieplenie to skutek uderzenia w ziemię meteorytu, które miało miejsce na Syberii na początku XX wieku.

Mit dziesiąty: w niektórych regionach ziemi temperatura wcale nie rośnie, więc globalne ocieplenie to mit.

Niemal dosłownie przytoczyłem podsumowanie książki, która przebojem wdarła się do świadomości mieszkańców naszej planety w roku 2006 i latach późniejszych. Publikacja nie wytrzymała próby czasu. Autor wybrał zdjęcia i cytaty, które dzisiaj wywołują litościwy uśmiech na twarzy. Mamy za sobą kolejne szczyty klimatyczne, kolejne ustalenia organizacji międzynarodowych, działania państw wymyślających zielony ład, zieloną energię, zielone rozwiązania. Już nie dziura ozonowa a pyły zawieszone. Już nie transport zbiorowy a miasta kilkuminutowe. Biznes ekopopulistyczny, na którym wiele osób zarabia, wmawiając zatroskanym stanem środowiska naturalnego kolejne inwestycje, które nie zwracają się w ciągu jednej, dwóch czy trzech dekad. Doradzają kupno drogich pomp ciepła, nieskutecznych w wielu miejscach globu paneli fotowoltaicznych. Gdy doradztwo nie działa zabraniają korzystania z ogrzewania węglowego, gazowego.

Po dekadach masowych podróży po świecie rozbrzmiewa zachęta do unikania przelotów samolotami, które służą do zbiorowego transportu. Bo szkodzą środowisku. Jednocześnie nie rozlicza się Al Gore’a, Gretę Thunberg, celebrytów i innych zielonych aktywistów z latania prywatnymi odrzutowcami na spotkania zielonych globalistów.

Nie ma w tej książce obszernego rozdziału o elektro-mobilności. Znajdziemy wzmiankę o produkcji napędów wodorowych. Po dwóch dziesięcioleciach elektro-mobilność jest dla bogatych entuzjastów, a nie dla oszczędzających. Pojazdy o napędzie wodorowym można spotkać także na polskich ulicach, ale koszt wyprodukowania tego ekologicznego paliwa nadal powoduje, że i ta zabawka jest tylko dla rozrzutnych.

Z kolejnych stron książki „Niewygodna prawda” pod przykrywką troski o glob ziemski wyłania się ludzka pycha, która towarzyszy nam cywilizacyjnie od tysięcy lat. Budowa biblijnej Wieży Babel miała być sposobem na ludzką zaradność, sprawczość, na odrzucenie planu Boga. Współcześnie, ci którzy nie potrafią zatrzymać żadnej burzy czy to śnieżnej, pustynnej, czy deszczowej twierdzą, że potrafią wpływać na zmiany klimatu. Ci, którzy nie potrafią zatrzymać żadnej erupcji nawet najmniejszego wulkanu twierdzą, że wydobywające się stamtąd ciepło, gazy i pyły są bez znaczenia w porównaniu do gazów, pyłów i ciepła, które towarzyszą ludzkiej cywilizacji.

Przestały wybuchać bomby?

Od 1945 roku wykonano ponad 2000 wybuchów jądrowych. Były te najstraszniejsze w Hiroszimie i Nagasaki i te wykonywane na odludnych pustyniach, odległych atolach i w głębokich kopalniach. Każde z nich wiązało się z potężną energią kinetyczną, porażającym światłem, ogromnym ciepłem, potężnym promieniowaniem. Łatwiej jest zakazać używania kuchni węglowej w tradycyjnym domu sprzed 100 lat czy kominka w nowoczesnym ocieplonym budynku, kotła gazowego w spółdzielni mieszkaniowej czy w domku jednorodzinnym niż przyznać, że powodowane tą niską emisję szkodliwości nie przekraczają tych 2000 wybuchów bomb atomowych i wodorowych. Amerykanin woli pisać o meteorycie sprzed ponad stu lat niż o masakrze ludności japońskiego cesarstwa.

Testy bomb atomowych wprost wiążą się z tematyką wojenną. Przez ostatnie 20 lat płonęły rafinerie na różnych kontynentach. Płonęły miasta, domy, wybuchały magazyny amunicji artyleryjskiej, magazyny paliw, płonęły toksyczne chemikalia. Tajemniczymi wybuchami rozrywane były gazociągi podmorskie czy naziemne. Na wojnie nikt nie dba o środowisko. Na wojnie nie jeżdżą czołgi zasilane bateriami słonecznymi ani energią z wiatraków. Niszczone są domy, fabryki, zapory wodne, drogi, mosty. Nie widziałem, żeby ekooszuści przyjechali w takie miejsca z własnym sprzętem, aby posprzątać te trucizny. Znam jedynie przypadki, gdy za sowite wynagrodzenie „doradzą” na co samorząd lub instytucje państwowe mają wydać pieniądze.

Osobowość czy ubezwłasnowolnienie

Łatwiej za to namówić społeczeństwo, aby przyznało osobowość prawną rzece, jeziorku, morzu, bo jak wiadomo są tacy, którzy potrafią odczytać głos ziemi, rzeki, puszczy. Za taką decyzją prawną idą potem koszty związane z ludźmi, którzy mienią się jedynymi uprawnionymi do reprezentowania tejże rzeki. Jedynymi, którzy rozumieją, co ta rzeka do nich mówi. Jedynymi, którzy twierdzą, że bez nich ziemia, rzeka i puszcza nie przetrwają. Taki układ przypomina wrogie ubezwłasnowolnienie, gdy jakaś klika próbuje zarządzać zasobami, które do nich nie należą.

Nie znam przykładu, żeby przez ostatnie 20 lat albo i wcześniej ekooszuści robili doświadczenia w czasie rzeczywistym na własny koszt, żeby wydali swoje pieniądze na zakup naturalnego lasu, w którym nie będzie odbywała się gospodarka leśna. Zawsze chcą zakłócić gospodarkę leśną, przemysłową, budowę nowych dróg, autostrad, kolei. Protestują nie ryzykując własnych pieniędzy – a jak „błękitne paliwo” przestanie być paliwem ekologicznym nawet się nie zająkną, że przez wiele lat twierdzili, że jest to nadzieja dla świata.

Na strachu można zrobić pieniądze, dzięki nim można mieć władzę

Wielu ekofanatyków żyje z takiej zasady, ale nie tylko oni. Przemysł farmaceutyczny, przemysł wojenny, handel globalny, międzynarodowy transport. Wielu polityków i biznesmenów wywołuje strach, żeby zarobić pieniądze, żeby mieć władzę. Szkoda, że zaglądają do naszych kieszeni i zabraniają nam żyć według tradycyjnych zasad.

Czy po latach można dojść do wniosku, że ze zwykłego utrzymywania porządku i wyrzucania śmieci do kubła powstała zasada segregacji, która w tej chwili zmusza nas do używania czterech różnych pojemników a pozostałe rzeczy musimy wywozić albo do specjalnych pszoków, do kontenerów wielkogabarytowych i innych urządzeń, które oczywiście są dla naszego dobra, ale to musi coraz więcej kosztować.

Najnowszym przykładem mnożenia kosztów jest polski system skupu opakowań szklanych, metalowych, plastikowych. Sztab ludzi przygotował zmiany w prawie, wydano rozporządzenia, zaprojektowano loga, kody kreskowe, kampanie informacyjne. Obowiązkami obciążono małe i duże sklepy. Dofinansowano firmy pośredniczące w skupie. Jednak konsumenci nie odzyskują pieniędzy, lecz bony. Konsumenci mogą zwrócić niewielką część z dostępnych na półkach butelek, puszek, opakowań z tworzyw sztucznych. Nikt nie zaplanował powrotu do kupowania opakowań wtórnych „na wagę”. Czasy, gdy worek zgniecionych puszek był cennym wsparciem dla wielu ubogich, nie mogą się powtórzyć?! Dlatego nadal znajdujemy w różnych miejscach porzucone butelki po alkoholu (od „małpek” po „krowę”), bo nie są objęte systemem.

Powiększył osobisty majątek

Po latach Albert Arnold Gore nazywany jest globalnym liderem ruchu na rzecz ochrony klimatu. Tak syn senatora, przez 8 lat wiceprezydent Stanów Zjednoczonych u boku Billa Clintona został celebrytą i nadzorcą. Przez kolejne lata w swoich firmach i fundacjach uczył o szkodliwym wpływie człowieka na klimat ziemski. Od kilku lat rozlicza a nie edukuje.

Potrafił na szczytach klimatycznych w Dubaju, w Baku oskarżać gigantów naftowych. Ma dane satelitarne o wyciekach metanu na polach naftowych. Zarzucając wybranym koncernom zaniżanie wartości gazów wprowadzonych do atmosfery. To on wie – dzięki danym satelitarnym i sztucznej inteligencji – która elektrownia, który statek, które pole naftowe emituje gazy cieplarniane. Bliższe informacje na ten temat można znaleźć na stronach projektu Climate Trace rewolucja w danych.

Były wiceprezydent Stanów Zjednoczonych prowadzi działalności inwestycyjną w firmie Generation Investment Management. Pod koniec 2025 roku w portfelu tej firmy było 15 miliardów dolarów. Najczęściej używanym hasłem jest dekarbonizacja przemysłu i świata. W ramach tego projektu będą regenerować zdegradowane grunty rolne i leśne. W swoich firmach i fundacjach chwali się, że przeszkolił ponad 4 miliony osób w 170 krajach w ciągu ostatnich 60 miesięcy. Projekty z rynku zielonej transformacji podlegają też procesom rynkowym. Jego organizacja przejęła inną amerykańską firmę Climate Change Michaels, aby skutecznie lobbować w sprawie ustaw w USA i w Europie. W tym celu łączy publiczne debaty o ekologii z polityką.

Na spotkaniu w Davos Al. Gore miał powiedzieć, że mamy już wszystkie potrzebne technologie do ratowania planety a brakuje nam jedynie odwagi politycznej. Nie mam pewności czy na tej uratowanej planecie będzie żyło 8 mld ludzi czy tylko garstka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *