Każdą próbę analizy dotychczasowych ruchów i negatywnych skutków działań obecnego kierownictwa MEN utrudnia lawina ciągle nowych pomysłów (i zarzucanych starych), wypuszczanie balonów próbnych, liczba niezrealizowanych obietnic i nieskoordynowanych posunięć, czy nieodpowiedzialnych wypowiedzi. Na to nakłada się tworzony organizacyjny bałagan (choćby ten związany z rozliczaniem godzin ponadwymiarowych). Do tego dochodzi nacechowana ideologią agresywna retoryka, odrzucanie faktów i wyników badań.
Na fatalny obraz dotychczasowych działań składa się przede wszystkim zakaz zadawania i oceniania prac domowych, dotykający wszystkich uczniów (i ich rodziców) szkół podstawowych (90% nauczycieli oceniło ten pomysł negatywnie, jako szkodliwy dla uczniów).
Jednak najwięcej działań ma charakter wyraźnie ideologiczny i jest jawną próbą narzucenia całemu społeczeństwu lewackiej wizji świata.
Na te działania składają się m.in. zmiany w nauczaniu języka polskiego i historii, walka z religią w szkole (złamanie ustawy o systemie oświaty i wprowadzanie zmian bez porozumienia z kościołami i związkami wyznaniowymi) oraz likwidacja wychowania do życia w rodzinie i wprowadzenie edukacji zdrowotnej.
Próby narzucenia obowiązkowej edukacji zdrowotnej (w zamiarze edukacji seksualnej) w miejsce WDŻ, czyli łamanie konstytucyjnych praw rodziców do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami, przyniosło na razie kierownictwu MEN spektakularna porażkę. W tym przypadku ogromny opór rodziców spowodował wpisanie tych zajęć jako nieobowiązkowe a w konsekwencji frekwencyjną klęskę szefostwa MEN.
Według MEN odsetek uczniów uczestniczących w zajęciach tzw. edukacji zdrowotnej, w przypadku techników wynosi 7,78%, liceów ogólnokształcących 10,08%, a szkół podstawowych 40,36%, w sumie ok. 30% uczniów. W dużych miastach najwięcej uczniów uczestniczy w zajęciach edukacji zdrowotnej w Gorzowie Wielkopolskim 35,66% i Łodzi 33,23%, a najmniej w Rzeszowie 14,49%, w Kielcach 19,81% oraz w Białymstoku 20,82%, w samej Warszawie tylko 27, 92%, w Szczecinie 28%.
Kluczem do demontażu obecnego systemu oświaty jest „reforma” pod nazwą „Kompas jutra” (w wersji ustawy zawetowana przez Prezydenta RP). Warto na chwilę zatrzymać się nad tym projektem także z kilku innych powodów. Po pierwsze odzwierciedla on sposób działania MEN – realizacja na siłę, pomimo weta prezydenckiego, nadużywanie rozporządzeń, kpiny z konsultacji społecznych. Po drugie ze względu na jego skrajnie ideologiczny charakter, oparty o rzekome naukowe podstawy, uzasadniane przez Instytut Badań Edukacyjnych, który stał się tępym narzędziem w rękach obecnego kierownictwa MEN. Po trzecie sam bałaganiarski, nieczytelny kształt ustawy, z jej uzasadnieniem i OSR (Oceną Skutków Regulacji) stanowi „wyjątkowy” wkład w proces legislacyjny w Polsce. Moim zdaniem projekt zawierał także kilka przypadkowych „wrzutek”, realizujących „zaległe” kwestie lub efekt różnych nacisków, także ideologicznych czy politycznych, choć spektakularnych, ale nie stanowiących głównej osi projektu – ograniczenie kompetencji kuratorów, likwidacja ustawowej liczby godzin WF, zmiana dotycząca języka mniejszości narodowych, ograniczenia j. łacińskiego, zmiana terminu egzaminu ósmoklasisty.
Wdrożenie przygotowanego przez MEN projektu grozi wieloletnią destabilizacją, następnie demontażem całego systemu oświaty i katastrofalnym obniżeniem jakości nauczania. Ma to być zmiana szybka, frontalna, realizowana od 1 września 2026 roku od przedszkola, klasy I szkoły podstawowej, klasy IV szkoły podstawowej i w 2027 roku od klasy pierwszej szkół ponadpodstawowych. Obok siebie będą więc funkcjonowały różne podstawy programowe, podręczniki, egzaminy, systemy oceniania. Pogłębi to od razu chaos wynikający z już wprowadzonych przez tę ekipę zmian
Sama „reforma” wprowadzana jest w oparciu o budzący wątpliwości dokument „Profil absolwenta i absolwentki. Droga do zmian w edukacji”, który trudno nazwać formalną podstawą i uzasadnieniem tak głębokiej zmiany, w dodatku obejmujący jedynie przedszkole i szkołę podstawową.
Przede wszystkim jego celem nie jest podniesienie jakości kształcenia: nie ma w żadnym miejscu samego „Profilu” i uzasadnienia ustawy takiego pojęcia. Ma być natomiast dobrostan, ale nie dobro ucznia. Uczeń ma się czuć dobrze (m.in. poprzez brak zadań domowych, sprawdzianów, ograniczenie lektur, wysiłku), a to prowadzi do obniżenia wymagań i jakości kształcenia, nie służy intelektualnemu rozwojowi ucznia, faktycznie ogranicza jego możliwości.
Rozkład obecnego systemu edukacyjnego w ramach proponowanej nowelizacji prawa oświatowego i ustawy o systemie oświaty miał nastąpić poprzez zmianę definicji podstawy programowej, samej podstawy programowej, systemu egzaminów, systemu oceniania, a w konsekwencji także wielu innych elementów.
Zawetowana przez Prezydenta RP ustawa opierała się o demontaż kilku kluczowych artykułów ustawy prawo oświatowe:
Art. 4 (Słowniczek, podstawa programowa), w którym dotychczasowe określenie „treści nauczania – wymagania szczegółowe” miało zostać zastąpione „oczekiwanymi efektami uczenia się i wymaganiami w zakresie doświadczeń edukacyjnych”,
Art. 47 upoważnienia ustawowego ministra do wydawania rozporządzeń, w tym podstawy programowej i ramowych planów nauczania i wprowadzenie pojęcia „zajęcia fakultatywne”,
Art. 109 Formy działalności dydaktyczno-wychowawczej szkoły – wprowadzenie pojęcia zajęcia fakultatywne. Dodatkowo, w tym miejscu miano przy ich realizacji zastosować tzw. domniemaną zgodę rodzica, tak jak w przypadku edukacji zdrowotnej.
W konsekwencji zmian w prawie oświatowym miały nastąpić także zmiany w ustawie o systemie oświaty w rozdziale 3a (ocenianie i klasyfikowanie) oraz 3b (egzaminy).
Kluczem do demontażu obecnego system edukacji jest redefinicja podstawy programowej oraz samej podstawy programowej, łącznie z metodami jej realizacji (m.in. „osławiony” tydzień projektowy), rozmywającymi cały proces nauczania i oceniania, a także zmiana systemu egzaminacyjnego i możliwość manipulacji zakresem zajęć obowiązkowych poprzez wprowadzenie fakultetów i określenia ich podstawy programowej przez ministra.
Ważnym elementem w rozbiciu obecnego systemu edukacji, czy wręcz swego rodzaju (fałszywym) celem jest forsowana przez MEN edukacja włączająca: „Profil absolwenta i absolwentki jest wspólny dla wszystkich uczniów i uczennic, na wszystkich etapach edukacji, w tym dla uczniów i uczennic ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Oznacza to, że dokumenty, które powstaną na jego podstawie (w tym część ogólna podstawy programowej oraz podstawy przedmiotowe) muszą uwzględniać możliwości, potrzeby i wyzwania wszystkich”.
Co dalej?
Weto Prezydenta RP dotyczące projektu zmian ustawowych, zgodnie z przewidywaniami nie zatrzymało działań kierownictwa MEN, a są one przygotowywane przede wszystkim poprzez zmianę wydawanych przez ministra rozporządzeń. Dotyczy to oczywiście podstawy programowej, ale także innych przepisów, w tym ramowych planów nauczania. Stąd konieczność monitorowania, alarmowania opinii publicznej, ostrzegania przed negatywnymi skutkami tzw. reformy edukacji.
Szczególnie aktywne w analizie i ocenie działań MEN są obecnie Instytut Ordo Iuris i Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, alarmując o kolejnych niebezpiecznych dla polskiej szkoły pomysłach i działaniach „ministry” Nowackiej.
Dotyczy to także ostatnich pomysłów MEN, a więc tzw. oceny funkcjonalnej (pozyskiwanie wrażliwych danych i ich wykorzystywania wbrew woli rodziców, faktycznej inwigilacji dzieci i rodziców, biurokratyzacji pracy nauczyciela), sposobu prowadzenia i terminu konsultacji tzw. reformy „Kompas jutra” po wecie prezydenta (skrócenie ich terminu, pozory dialogu, nadużywania rozporządzeń), powrotu do pomysłu obowiązkowej edukacji zdrowotnej (z rzekomo dobrowolnym modułem edukacji seksualnej).
W obecnej sytuacji jest, moim zdaniem, ważnym pytanie, czy bardzo ostra polemika ideologiczna i bardzo pogłębiona analiza genezy historycznych europejskich i światowych trendów para-pedagogicznych ze strony różnych konserwatywnych środowisk tworzy prosty i zrozumiały schemat odrzucenia obecnie forsowanego w Polsce lewackiego eksperymentu i otwiera drogę powrotu do normalnej szkoły?
Jest oczywiste, że nie chcemy prawdziwych szans rozwoju dla wszystkich uczniów zastąpić tzw. edukacją włączającą, systemu oceniania – diagnozą funkcjonalną, rodzica – pedagogiem, polskiego kodu kulturowego – mityczną europejską tożsamością, nauki – zakazem prac domowych, a wychowania – lewacką indoktrynacją. Te pomysły należy odrzucić.
Szkoła publiczna musi przestać być miejscem ideologicznej wojny, a nawet poligonem dla pseudopedagogicznych eksperymentów i chaotycznych zmian. Tym zmęczeni są zarówno rodzice, jak i nauczyciele. Klęska edukacji zdrowotnej, zwłaszcza w dużych miastach i w szkołach ponadpodstawowych jasno wskazuje, że nawet w bastionach Koalicji Obywatelskiej niewielu jest chętnych do poświęcenia dobra swojego dziecka w imię realizacji szalonych pomysłów ideologicznych. Zwyciężyło kierowanie się zwyczajnym pragmatyzmem. Równocześnie bardzo negatywny stosunek zdecydowanej większości nauczycieli w kwestii zakazu zadawania i oceniania prac domowych pokazuje, że to środowisko także oczekuje powrotu do normalnej szkoły.
Prawdziwa reforma systemu edukacji nastąpiła w 2017 roku i to ona wyznaczyła zasadniczy kierunek zmian w polskim systemie edukacyjnym (co nie oznacza konieczności dokonania jej korekty). Należy także zmierzyć się ze skutkami wprowadzonych przez obecną ekipę zmian, w szczególności dotyczy to nauczania religii (w porozumieniu z Kościołem), likwidacji WDŻ, a więc powrotu do faktycznej realizacji ustawy o planowaniu rodziny i ochronie płodu ludzkiego, czy analizy funkcjonujących już zmian w podstawie programowej.
Banałem będzie stwierdzenie, że polska szkoła musi być polska, funkcjonująca w rodzimej tradycji, podtrzymująca polską tożsamość, oparta o nowoczesne narzędzia edukacyjne. Jednak tej roli nie odegra bez wsparcia całego państwa, nie tylko w sferze polityki historycznej, czy kultury, ale także finansowej.
Gigantycznym wyzwaniem staje się dziś katastrofa demograficzna, jej przełożenie na obecny sposób finansowania szkół i w konsekwencji groźbę zamykania setek szkół i przedszkoli. Publiczna polska szkoła musi kosztować, a każde, także nowe radykalne pomysły ideologiczne będą tylko powodować ucieczkę rodziców i ich dzieci do szkół niepublicznych, tworząc ogromne dysproporcje i nierówności edukacyjne a tym samym pogłębiać istniejące podziały polityczne, regionalne i społeczne.
***
Największa partia opozycyjna – Prawo i Sprawiedliwość odniosła się kompleksowo do obecnych destrukcyjnych działań MEN podczas konferencji „Myśląc Polska” 7 lutego br. w Zamościu. Celem działań PiS musi być odrzucenie obecnego chaosu na rzecz normalnej szkoły, gdyż obecnie znajduje się ona w gigantycznym kryzysie.
Podstawą pracy szkoły musi być wiedza, rozwój i wymagania, gdyż bez pracy i wysiłku następuje obniżanie poziomu nauczania. Musi nastąpić powrót do solidnych podstaw programowych, a nauczyciel powinien mieć swobodny wybór w metodach swojej pracy, w tym możliwość zadawania prac domowych.
Czas zakończyć eksperymenty ideologiczne obecnej ekipy w MEN. Wychowanie powinno polegać na współpracy szkoły i rodziców – szkoła ma wspierać rodziców, a nie ich zastępować. Musi nastąpić powrót do przedmiotu Wychowania do życia w rodzinie oraz odejście od tzw. edukacji zdrowotnej. Ideologia nie może zastępować dialogu.
Usuwanie lekcji religii ma bezprawny charakter i godzi w prawa rodziców. Nie można też spychać na margines historii, pomijać naszej tożsamości i wyrzucać ze szkoły wychowania patriotycznego.
Celem działań PiS musi być także obrona małych wiejskich szkół oraz dążenie do podniesienia płac w oświacie, aby praca nauczycieli wynagradzana była godnymi zarobkami.
Maciej Kopeć – w czasach PRL zaangażowany w NZS i KPN, nauczyciel historii, działacz samorządowy, polityk, w latach 2006-2008 zachodniopomorski Kurator Oświaty, w latach 2016–2020 podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Od 2024 roku radny miasta Szczecin.