W ciągu ostatnich dwóch dekad nasze miasto niebywale wypiękniało. W latach dziewięćdziesiątych śródmieście wyglądało tak, jakby dopiero co skończyła się wojna. Kamienice bez tynku, z dziurami po kulach, place zarośnięte zielskiem z kupami gruzu, zaniedbane obskurne podwórka. Plomby, które wstawiano w miejsce wyburzonych przedwojennych domów zdawały się nieco ożywiać i zdobić ten smutny krajobraz.
W pewnym momencie coś zaczęło się zmieniać. Powoli rósł budżet miasta, napłynęły też europejskie fundusze, z których ktoś umiejętnie skorzystał. Uwłaszczenie lokatorów mieszkań komunalnych również dołożyło się do tego procesu, bo ludzie zawiązywali wspólnoty mieszkaniowe i z pomocą miasta zaczęli remontować zaniedbane domy. I doszło do paradoksu – plomby stawiane w latach dziewięćdziesiątych przy odremontowanych kamienicach zaczęły szpecić, a nie zdobić ulice.
Wypiękniało też Stare Miasto i Ostrów Tumski. Wyremontowano kościoły, przywrócono też blask innym średniowiecznym, barokowym i renesansowym zabytkom. Kamieniczki w Rynku i na Placu Solnym oraz czternastowieczny ratusz są dzisiaj wizytówką Wrocławia.
Szczególnie lubiłem zawsze krajobrazy znad Odry między Mostem Pokoju a Mostem Piaskowym i Tumskim. Z Bulwaru Xawerego Dunikowskiego rozciąga się panorama Ostrowa Tumskiego z pięknie odbijającymi się w wodach Odry wieżami średniowiecznych kościołów.
Miejski konserwator zabytków zawsze dbał o to, żeby nie psuć miejskiego krajobrazu niepasującymi elementami. Surowo oceniał i odrzucał projekty zbyt pstrokatych szyldów i nieprzemyślanych zmian kolorów elewacji.
Tak było do czasu. Do czasu Sutryka.
Z rosnącym zdziwieniem i niepokojem zacząłem obserwować zmiany w kierunku deweloperskiej samowoli. Powstają coraz wyższe budynki, coraz bardziej ingerujące w miejskie krajobrazy. Czyżby nikt nie czuwał nad spójnością i estetyką naszego miasta? Chyba nie, bo niedawno usłyszałem, że nie możemy sobie ocieplić domu, gdyż zaburzy to tkankę Śródmieścia.
W tym kontekście to, co zobaczyłem przejeżdżając przez Most Pokoju sprawiło, że serce podeszło mi do gardła. Jeden z najpiękniejszych widoków Wrocławia – z Mostu Pokoju w kierunku Starego Miasta został zeszpecony potwornym klocem wstawionym w tle pięknej linii wież i dachów zabytkowych budowli. Nieraz widziałem, jak przy zachodzącym słońcu, gdy niebo czerwienieje od podświetlonych chmur, ludzie stojąc na moście fotografują zjawiskową miejską panoramę.

Tego już nie będzie. Betonowy potwór rozpanoszył się w tle niszcząc to, co przez tyle lat starano się zachować dla przyszłych pokoleń i co sprawiało, że nasze miasto było tak wyjątkowo piękne.