Stwierdzenie, że suwerenność energetyczna jest jednym z fundamentów kondycji każdego państwa jest swoistym truizmem w dzisiejszym świecie potężnych korporacji międzynarodowych gwałtownie poszukujących surowców. Państwa próbują narzucić nie tylko reżim prawny nad tym zjawiskiem, ale również narrację polityczną. Wyróżnia się w tym wyścigu po surowce i nowe technologie energetyczne Azja z Chinami, ale również rosnące w siłę Indie. W tyle nie zostaje oczywiście Nowy Świat, na czele ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Na Starym Kontynencie suwerenność energetyczna dotyczy jednego z najbardziej skomplikowanych przepisów traktatowych UE. Trudności interpretacyjne traktatów sprzyjają tym państwom, które ochoczo, w interesie własnym chcą je ominąć, zaciemniając obraz dynamicznej konkurencji chwalebnym hasłem solidarności.
W ostatnim półroczu w Polsce odbyło się na powyższy temat kilka znaczących debat. W sierpniu („Energy Currents 2025”) wyraźnie wskazano, że Europa znajduje się w krytycznym momencie transformacji energetycznej. A przecież w kontekście wojny za naszą wschodnią granicą proces ten jest decydujący dla bezpieczeństwa państwa, jego (rzeczywistej) suwerenności i konkurencyjności gospodarki. Gospodarka – co oczywiste – jest fundamentem rozwoju i kondycji państwa. W debacie podkreślono, że Polska nie jest w pełni suwerenna w zakresie energetyki.
Podobna refleksja wybrzmiała 13 października na śląskim spotkaniu przedstawicieli polityki, samorządu, przemysłu i nauki. Na marginesie dodać wypada, że trzech posłów PiS powołało Parlamentarny Zespól ds. Suwerenności Energetycznej, ale to raczej posłowie Parlamentu Europejskiego z tej formacji zainicjowali następną debatę w tak żywotnej dla Polski sprawie. Często też te kwestie podejmuje na licznych wystąpieniach w kraju i zagranicą Mateusz Morawiecki, przewodniczący Partii Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, pełniący stanowisko wiceprezesa PiS.
Najświeższe wydarzenie miało miejsce we wrocławskim Biurze Parlamentu Europejskiego. 28 listopada doszło tam z inicjatywy pani poseł Anny Zalewskiej oraz dzięki m.in. Fundacji SET do debaty „Surowcowa gra o przyszłość Europy”. Kanwą konferencji stał się raport wspomnianej Fundacji „Strategiczna autonomia surowcowa Unii Europejskiej. Globalny wyścig o metale i minerały, pozycja i wyzwania dla Europy.” Zarówno raport jak i sama debata wymagają osobnego omówienia, tu prezentuję raptem kilka refleksji.
Problem kluczowego znaczenia nauki w rozwiązywaniu owej gry surowcowej i suwerenności energetycznej poruszył prof. Radosław Zimroz, dziekan Wydziału Geoinżynierii, Górnictwa i Geologii Politechniki Wrocławskiej. Podkreślił, że trzy wiodące ośrodki, zajmujące się kształceniem i badaniami w zakresie surowców ważnych dla energetyki i surowcowej autonomii państw, znajdują się w kryzysie. Stan ten potęguje krzywdząca polityczna narracja decydentów z Brukseli, deprecjonujących górnictwo jako przemysłowy relikt dawnych czasów. Podkreślił, że inwestycje państwowe i unijne w badania i innowacje są w segmencie suwerenności kluczowe i trudne do zastąpienia jakimkolwiek innym jej segmentem, właśnie z uwagi na dynamikę wyścigu o surowce i nowe technologie.
Wszyscy dyskutanci postulowali stworzenie specjalnego unijnego funduszu stabilizacyjnego sprzyjającego wspólnym zapasom surowców strategicznych i energii w ramach Unii Europejskiej (Europejski Fundusz Surowcowy). Najwięksi partnerzy, którzy chcieliby nieformalnie kierować tym wspólnym zasobem, tworzą jednak własne fundusze. Rząd niemiecki oficjalnie przyznał, że w celu ratowania konkurencyjności własnej gospodarki utworzył krajowy fundusz, do którego wprowadził 10 mld euro. Czy wobec zagrożeń za wschodnią granicą Polskę stać na własny skromny fundusz stabilizacyjny, a nie tylko wkład wspólnotowy zarządzany przez innych?
Obserwujemy wzrost znaczenia energetyki jądrowej: nie tylko wielkoskalowej, ale i SMR. Dla przykładu, Polska jest jednym z nielicznych krajów Europy, nieposiadających elektrowni atomowej. Konfrontacyjna refleksja, że mają takie elektrownie o wiele słabsze w rankingu PKB państwa – nie napawa optymizmem. Wystarczy wymienić pobliskie Czechy, Słowację, Litwę czy Węgry a nieco dalej Rumunię, Słowenię i Bułgarię. Z uwagi na gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną elektrownię jądrową z wykorzystaniem technologii rosyjskiej buduje m.in. Egipt i Turcja, a ukończył Bangladesz. Co prawda w listopadzie tego roku ruszyła w Polsce kampania edukacyjno-informacyjna „Czas zrozumieć atom”, ale nic z tego wynika.
W sukurs przychodzi następująca informacja. W 2017 roku zespól prof. Grzegorza Wrochny (1921-25 Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej) przygotował raport o możliwości budowy polskiego reaktora wysokotemperaturowego. Mimo ignorowania tematu przez 8 lat (!) naukowcy przeszli do przygotowania projektu technicznego. Brakuje (tylko) 100-140 mln zł na wprowadzenie tego przełomowego projektu dla polskiej energetyki. Koszt budowy wynosi 5-15 wiatraków, które oferuje polskiej energetyce Bruksela.
Sam projekt konkurencyjny jest wobec wspomnianych SMRów, które wymagają wdrażania, a to wymaga czasu, natomiast HTGR, o którym chodzi wspomnianemu zespołowi naukowców, już działają. Sprawdzają się w praktyce, należą do reaktorów IV generacji, gdy dotychczas oferuje się Polakom wcześniejszą III generację. Ponadto są bezpieczniejsze, m.in. korzystają z bezpiecznego paliwa TRISO (paliwo ceramiczne z powłoką; izotropowe trójwarstwowe). W efekcie, nawet w razie utraty chłodzenia paliwa nie grozi katastrofa elektrowni. Można z optymizmem przyjąć, że jest to dobry przykład transformacji energetycznej. Tylko ten koszt 5-10 wiatraków…
Przykłady niezbyt optymistyczne ukazujące zachowanie się Unii Europejskiej w zakresie polityki surowcowej i energetycznej podali dalsi dyskutanci reprezentujący Fundację SET, m.in. dr Piotr Dziadzio, były Główny Geolog Kraju i Tomasz Zdzikot, w latach 2022-24 prezes KGHM S.A. oraz prof. Janusz Lichota z Politechniki Wrocławskiej.
Efekt wyścigu w kierunku ślepego zaułka Zielonego Ładu pokazał kryzys energetyczny w Hiszpanii. Uczestnicy debaty wskazywali na trudności na polskim podwórku dotyczące stabilnych źródeł energii. Posiadamy na skalę europejską surowce strategiczne jak choćby węgieł koksujący i miedź. I jeszcze „dodatek” do miedzi… Huta miedzi Głogów, Wydział Metali Szlachetnych, produkuje ze szlamu anodowego wytrącanego podczas elektrorafinacji miedzi dziennie ok. 4 ton najczystszego na świecie srebra. Stanowi to ok. 128 tys. uncji srebra, wartej obecnie ok. 26 mln zł. Produkcją zajmuje się raptem około 80 pracowników.
W sukurs przychodzi najnowsza informacja, że upada w Lublinie fabryka autobusów napędzanych paliwem wodorowym i wisi groźba upadku spółki (Grupa Azoty Polyolefins) w Policach.
Czy jesteśmy przygotowani na sabotaż grożący stabilizacji energetycznej w kraju. Jeden z dyskutantów zaznaczył, iż 30% polskiej sieci elektrycznej wymaga w zasadzie natychmiastowej wymiany lub modernizacji. Na razie mamy prąd elektryczny droższy niż w Niemczech, a to dzięki obniżce fiskalnej podjętej przez rząd federalny. W ten administracyjny i polityczny sposób staniała energia elektryczna potrzebna dla niemieckiej gospodarki. Oczywiście ma to znaczenie dla konkurencyjności i polskiej obecności na rynku europejskim.
W Polsce zamyka się kopalnie. Dariusz Dumkiewicz, w latach 2018-24 wiceprezes Lubelski Węgiel „Bogdanka” S.A. zapytał retorycznie: Dlaczego Polska ma wygaszać własne kopalnie, podczas gdy Niemcy utrzymują ogromne wydobycie węgla brunatnego i zabezpieczają swój przemysł tanim krajowym paliwem?
W debacie poruszono problem wypychania gospodarki europejskiej, a szczególnie przemysłu wysokoemisyjnego, do Chin oraz sprowadzanie stamtąd gotowych komponentów i pólproduktów do Europy. W tym kontekście jeden z dyskutantów, przedsiębiorca Zbigniew Szkopek zwrócił uwagę na polski wkład w poszukiwania alternatywnych materiałów i ograniczaniu zależności Unii Europejskiej od importu metali krytycznych. Produkcja własnych komponentów jest kluczowa w świecie narastającej konkurencji o dostęp do surowców krytycznych. Innowacja technologiczna, gromadzenie zasobów, skracanie i zabezpieczanie łańcucha dostaw – podnosi również polskie zdolności obronne w znaczeniu militarnym. Kwestię tę omówił m.in. Sebastian Chwałek, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej w latach 2021-2024.
Ostatni szczyt klimatyczny w Brazylii pokazał, że Europa została na tym spotkaniu najważniejszych producentów energii i przetworów surowców – po prostu zignorowana ze swoimi pomysłami zielonego ładu, z fałszywym w istocie dylematem transformacji energetycznej, skoro około 80% metali ziem rzadkich i 90% komponentów tej transformacji w Europie ma pochodzić z Państwa Środka.
Co do produkcji węgla to Chiny wydobywają w 4 dni tyle tego surowca, co Polska przez cały rok. To przykład zjawiska, które wykracza już poza skalę porównawczą. Ukazuje też pozycję Polski w swoistej walce o energię i surowce.
Pozycja Ukrainy walczącej o niepodległość również gospodarczą jest zdecydowanie wyższa. Nasz wschodni sąsiad jest obecnie największym dysponentem surowców, w tym energetycznych w Europie, poza Rosją. Realny wymiar tej walki ma niestety również postać dramatu i strat ludzkich. Prawdopodobnie Ukraina utrzyma swoją niepodległość, a ceną pokoju będą jej surowce i potencjał energetyczny, którymi podzielą się negocjatorzy – gwaranci jej formalnej suwerenności.