Kończy się niebawem listopad a smętek pogody mrocznej i wilgotnej nasuwa nam wspomnienia dawnych lat i ludzi. Mamy więc wielkie święto Wszystkich Świętych, ale i Dzień Zaduszny.
Wczoraj, siedemnastego listopada dwutysięcznego dwudziestego piątego roku, dzięki Zakładowi Narodowemu Ossolińskich oraz Stowarzyszeniu Potomków Sejmu Wielkiego miałem okazję uczestniczyć we Wrocławiu w spotkaniu z panem Adamem Zamoyskim. Prowadził je dr Robert Kostro. Adam Zamoyski jest historykiem, autorem książek, wydawanych w oryginalnej angielskiej wersji językowej oraz artykułów, wykładów i wywiadów, zwykle ukazujących się w Londynie. Pisarstwo to skupia się przeważnie na historii lat końca wieku XVIII i części wieku XIX. Zainteresowania autora obejmują przede wszystkim postaci reprezentujące ducha epoki romantycznego przełomu z tzw. Oświecenia ku rewolucyjnym latom tzw. Wiosny Ludów – pierwszej połowy „stulecia nowoczesności”, których dziedzictwo ideowe i nas w pierwszej połowie XXI stulecia gnębi.

„Izabela. Opowieść o niezłomnej księżnej”, „Ostatni król Polski”, „Chopin. Artysta. Człowiek”, a jako specyficzny kontrapunkt także „Paderewski” – biografia genialnego muzyka i męża stanu, który „wygrał Polskę na fortepianie”. Jest też triada bardziej osobista: „Polska. Opowieść o dziejach niezwykłego narodu”, „Warszawa 1920. Nieudany podbój Europy.Klęska Lenina” i „Orły nad Europą. Losy polskich lotników w czasie drugiej wojny światowej”.
Są to bardzo osobiste opowieści kosmopolity urodzonego w 1949 roku w Nowym Jorku, brytyjskiego historyka po studiach w Oksfordzie i po prostu… polskiego patrioty. Przez rodzinę matki Elżbiety Czartoryskiej, z domu związanego z europejskimi domami panującymi i niepanującymi, jeśli prawdą jest pochodzenie Czartoryskich od Gedymina – twórcy Wialikaho Hosudarstwa Litouskaho. A przez jego następców Olgierdowiczów ze wszystkimi domami Europy (po kądzieli, przez siedem córek króla Kazimierza Jagiellończyka). O znaczeniu Zamoyskich w historii Polski wiemy wszystko. Pisarstwo dalekiego wnuka Jana Zamoyskiego, Hetmana Wielkiego Królestwa Polskiego, jest godnym pomnikiem znakomitego rodu. Tak jak cacko renesansu i niezdobyta twierdza – Zamość, miasto idealne.

Może więc pan Adam Zamoyski z innej nieco perspektywy niż mieszczańscy zachodnioeuropejscy historycy patrzeć na epokę napoleońską („1815. Upadek Napoleona i Kongres Wiedeński”) czy na rewolucje wywracające europejski ład – jeśli czasem zdołano go utrzymać („Urojone widmo rewolucji”, „Święte szaleństwo. Romantycy, patrioci, rewolucjoniści”).
Listopad „niebezpieczna dla Polaków pora” – jak mawiał poeta.
Cofnijmy się nieco w czasie. Siódmego listopada br. schodząc z pracowni przy ulicy Malarskiej wstąpiłem na bruk uliczki Stare Jatki, gdzie od lat niepamiętnych (1978) mamy zagłębie plastyków, poczynając od siedziby Związku Polskich Artystów Plastyków Okręgu Wrocławskiego (ul. Kiełbaśnicza), po sklepiki z wszelkimi narzędziami i materiałami oraz galeryjki malarstwa, rzeźby, ceramiki, szkła i grafiki. Od ulicy Odrzańskiej kończy ten ciąg Pomnik Zwierząt Rzeźnych – jedyny w Europie i chyba jedyny na świecie.
Obok tych figur z brązu mamy pamiątkę po inicjatywie Eugeniusza Geta-Stankiewicza (ur. 1942, Oszmiana, zm. 2011, Wrocław) i Galerii x (iks) ZPAP z 1979 roku. Od lat dziewięćdziesiątych za złoconą kratą jest tam „Marmurowa Tablica ku Czci Prostych Działań 1+1=2”. Swego czasu jedyna prawdziwa informacja dostępna publicznie.
Po zapadnięciu zmroku, jak od lat, weszliśmy na „Misterium Zaduszkowe”, na miejsce zadumy i pamięci o zmarłych artystach plastykach i w ogóle ludziach kultury Wrocławia i Dolnego Śląska. Powitał nas, zgodnie z tradycją rozpoczętą w 1994 roku przez Piotra Wieczorka, obecny prezes Okręgu ZPAP prof. Kazimierz Pawlak. Tym razem wyświetlanie portretowych wizerunków zmarłych artystów uzupełniono wywieszeniem ich fotografii na długich pasmach płótna dzielących przestrzeń ulicy na mikro kapliczki. Pomiędzy nimi otwarto przejście między kamieniczkami na ulicę Malarską – oczyszczone i wybielone ze światełkami zniczy ustawionych wzdłuż ścian tego wąskiego korytarza.
Wieczór wspomnień zakończyło spotkanie przy kawie w kawiarence „na Jatkach”. Poniekąd było to dzień po spotkaniu Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a jeszcze dzień przedtem byłem na modlitwie wypominkowej w kościele św. św. Stanisława, Doroty i Wacława w intencji spokoju dusz śp. Basi Kozłowskiej (malarki, mojej żony) i moich rodziców Stanisława i Stanisławy (z Leszczyńskich). Groby rodziców odwiedziłem wcześniej w Koszalinie, przy okazji obchodów 80-lecia mojego Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Dubois.
Na koszalińskim cmentarzu spoczywają też koleżanki, koledzy i nauczyciele ze szkoły i z naszego Teatru Eksperymentalnego. Zostawiłem kwiatki przy tabliczce z nazwiskiem Ireny Siedleckiej (z domu Zubkow), czyli Ewy w grotesce Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Gdyby Adam był Polakiem” (1958).
W dzień Zaduszny, we Wrocławiu na cmentarzu w Kiełczowie, odwiedziłem groby Basi i mojego kolegi Andrzeja Lachowicza – fotografika, plastyka i tak jak ja – Wilnianina. Przepraszam – nie Wilnianina przecież, ale Wilniuka. Byliśmy bowiem, nie my jedni, zawsze obywatelami Wielkiego Xięstwa Litewskiego…
Bo najważniejsza jest tradycja!
Imię patrona katedry wileńskiej, świętego Stanisława biskupa i męczennika, towarzyszy mi ze wszystkich stron, bo i moim ojcem chrzestnym był Stanisław (Orłowski, świeć Panie nad jego duszą), bliżsi i dalsi krewni oraz przyjaciele i dobrodzieje. Ale groby dziadków nie przetrwały – prócz babci Rozalii Makarewiczowej (z domu Sławoniewskiej). Spoczywa w Jurgiszkach. W Jurgiszkach jest mały cmentarzyk na wzgórku z pięknym widokiem na pola, łąki i lasy. To niewielka miejscowość w Puszczy Rudnickiej na Litwie. Leży tam mój kuzyn Henryk Makarewicz, z którym spędziłem szczęśliwe lata dzieciństwa. Szczęśliwe, mimo wojny, która nie ośmielała się niepokoić Jurgiszek.
W tych puszczańskich okolicach byliśmy pod strażą Wojska Polskiego – Armii Krajowej. Tak po prostu, pod opieką mojego ojca, Stanisława. Swego czasu rotmistrza 3. Pułku Strzelców Konnych w Wołkowysku. Ten pułk był ostatnią jednostką polskiego wojska, która złożyła broń – 19 października 1939 roku. Wieczne odpoczywanie….
Wrocław, 18 listopada 2025