„Trzeba starać się o prawdę, chociażby nawet przykrą”

Weredyk – osoba, która mówi prawdę wprost, bez owijania w bawełnę, nazywając rzeczy po imieniu, często w sposób bezkompromisowy. Mówiąc krótko – prosto w oczy.

Takim weredykiem okazał się być, co dla wielu było sporym zaskoczeniem, prof. Władysław Czapliński, historyk, zajmujący się badaniami dziejów nowożytnych Polski i Danii, nauczyciel I wykładowca w Instytucie Historii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jego „Dziennik 1958-1981” to zapis osoby, która okazuje się być nie tylko sumiennym historykiem badającym wydarzenia sięgające odległych czasów, ale I sprawnym obserwatorem dnia bieżącego. Nie mogło być inaczej, bowiem prof. Czapliński był studentem u prof. Władysława Konopczyńskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim, pod kierunkiem którego przygotował I obronił pracę doktorską.

Doktorat otworzył drogę naukową przyszłego badacza Uniwersytetu Wrocławskiego. Profesor Czapliński nie do końca poszedł w ślady swego Mistrza, który w Polsce międzywojennej angażował się w działalność polityczną, będąc posłem I kadencji z ramienia Związku Ludowo-Narodowego. Czapliński nie podejmował politycznej działalności, ale udzielał się w pracach sensu stricte naukowych, min. we Wrocławskim Towarzystwie Naukowym jako przewodniczący w Międzynarodowej Komisji do Historii Mórz Północnych Europy, jako członek Królewskiej Akademii Nauk z siedzibą w Kopenhadze I członek Towarzystwa Naukowego w Toruniu. Wszędzie tam dał się poznać jako solidny I sumienny badacz. Przy tym, krytyczny wobec ustalonych poglądów, faktów I przyjętych prawd. Nawet takich, które dotyczyły jego samego – w jednym z wpisów w „Dzienniku” pisze o sobie, jako „srakotłuku”, który jest zbyt dufny w swojej profesorskiej tytulaturze.

Pisał: „Trzeba starać się o prawdę, chociażby nawet przykrą”. Tej maksymie okazał się być wierny, tak w pracach naukowych, jak w ocenie dnia dzisiejszego.

Surowa ocena środowiska naukowego Wrocławia może niektórych razić. Profesor zdawał sobie z tego sprawę, dlatego podjął decyzję, by dziennik ukazał się dopiero 20 lat po jego śmierci. W rzeczywistości publikacja czekała ponad 40 lat od śmierci Profesora, co i tak dla niektórych może wiązać się z „niezłym smrodkiem”. No bo jak można podważać publicznie tzw. „autorytety naukowe czy moralne” występujące dotąd w przestrzeni publicznej wyłącznie w superlatywach? „Toż to szok!” – jak mówił Pawlak w filmie „Kochaj albo rzuć” – na wieść, że jego brat ma córkę z ciemnoskórą dziewczyną.

Dla mnie swoistym szokiem była ocena Profesora wobec niektórych badaczy, z którymi osobiście miałem styczność na studiach. „Naukowe zero”, „intelektualne dno” I inne tego typu zwroty podaje Profesor wobec niektórych, którzy swoje awanse zawdzięczali układom I stosunkom w partii komunistycznej. Przy okazji nie wszyscy, którzy byli w PZPR, okazywali się „nieukami”, zawdzięczającymi swoje stanowiska tylko przynależności partyjnej. Uczniem Czaplińskiego był m.in. Jarema Maciszewski, poseł i działacz centralnych władz PZPR, o którym Profesor wypowiadał się nader pozytywnie, oczywiście ocena dotyczyła kwestii stricte naukowych. Maciszewski sporo publikował prac naukowych, Profesor z uwagą je studiował I oceniał pod kątem wartości badawczej. Pod tym względem starał się zachować jak najwięcej obiektywizmu. Ale kiedy w połowie dekady Edwarda Gierka zapadła decyzja, by prezydentowi Czechosłowacji Gustawowi Husakowi nadać tytuł honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego, Czapliński pisał o degrengoladzie wrocławskiej uczelni. Jak się zresztą okazało, ostatecznie do nadania tytułu Husakowi nie doszło.

Profesor Czapliński wysoko cenił działalność naukową Wojciecha Leszczyńskiego (1930-1975), dyrektora Instytutu Historycznego od 1972 roku. Niestety, ten zdolny i bardzo sumienny badacz, wielokrotnie był atakowany w środowisku naukowym za niezależność swoich poglądów. Zmarł w wieku 45 lat, pozostawiając po sobie szczery żal wielu osób, w tym także Profesora. O tym, jak wielka była zawiść wobec osoby zmarłego świadczy taki oto fakt. W rok po śmierci Leszczyńskiego postanowiono zwolnić z pracy jego małżonkę, także pracującą na wrocławskiej uczelni. Tylko dzięki wstawiennictwu części pracowników, w tym także prof. Czaplińskiego, zachowano na pewien czas jej stanowisko.

Innym wysoko cenionym przez Czaplińskiego uczonym był profesor Adam Galos. Spotykał się z nim wielokrotnie, dyskutowali nad badaniami, które obaj prowadzili, ale i omawiali prace Instytutu. Czapliński bardzo się liczył ze zdaniem Galosa, nawet jeżeli czasami różnili się w niektórych kwestiach.

Spośród młodszych pracowników bardzo wysoko oceniał pracę doktorską Michała Kaczmarka. Ale jak to w tym światku – ceniony, ale pierwszy do zwolnienia z „powodów oszczędnościowych” (skąd my to znamy?). Profesor chętnie dyskutował i wsłuchiwał się także w argumenty młodszego historyka dr Włodzimierza Sulei, a także prof. Mariana Jakóbca, slawistę I historyka literatur słowiańskich. Często wymieniany jest prof. Wojciech Wrzesiński, który pomimo przynależności w tamtym czasie do partii, był atakowany przez innych towarzyszy.

Profesor zanotował w “Dzienniku” o prowokacji z 1979 roku, przygotowanej przez Służbę Bezpieczeństwa, polegającej na rozrzucaniu fałszywych numerów Biuletynu Informacyjnego Studenckiego Komitetu Solidarności przez jednego z pracowników Instytutu Historycznego wraz ze studentem historii. Tym studentem był syn głośnego wrocławskiego poety, aspirującego do Literackiej Nagrody Nobla. Potem okazało się, że posądzenie studenta historii było „na wyrost” i wrocławski SKS przeprosił za te przypuszczenia. Zaś wzmiankowany pracownik Instytutu uchodził w swoim czasie za tego, który „wydał dwie książki I kilkunastu kolegów”.

Ten sam pracownik, nazwijmy go X, miał jeszcze jedną niezbyt ciekawą historię w 1979 roku związaną z postacią prof. Romana Hecka. Prof. Heck (1924-1979) mediewistyk, był członkiem partii na wrocławskiej uczelni. Zbyt niezależny w swoich poglądach w wielu kwestiach, często był atakowany przez innych członków partii, szczególnie przez tzw. „młodych hunwejbinów”, wśród których był wspomniany X. Po jednym z takich ataków, profesor trafił do szpitala, gdzie popełnił samobójstwo. Środowisko naukowe zareagowało, kierując palec oskarżenia w kierunku X. W związku z wydaniem „Dziennika”, w którym znalazła się ta informacja, zwrócono się do X o stosowne wyjaśnienie. I takowe znalazło się w jednym z przypisów.

Czy wyjaśnienie rozwiewa wszelkie wątpliwości po 45 latach od tamtego zdarzenia? Pozostawiam to ocenie czytelnika. W tym miejscu muszę wspomnieć o swoim pierwszym spotkaniu z owymi „hunwejbinami”, jakie miało miejsce na początku moich studiów w 1985 roku. Pewnego dnia usłyszałem na korytarzu Instytutu Historii wydobywający się z jednego z pokoi, donośny śpiew Międzynarodówki („Wyklęty powstań ludu ziemi”). Po chwili z pomieszczenia wyszło kilku pracowników Instytutu, na czele ze wzmiankowanym X. Jak się okazało, mieli spotkanie partyjnej „młodzieżówki” komunistycznej. Młodzieżówki – z cofniętym licznikiem.

Profesor Władysław Czapliński zmarł 17 sierpnia 1981 roku we Wrocławiu. Jest pochowany na cmentarzu Grabiszyńskim. Nie wiadomo, czy Profesor Czapliński miał wiedzę, jakie „kwiatki” szyła osoba z najbliższego mu otoczenia…

„Dziennik 1958 – 1981” przygotował do druku dr Tomasz Siewierski. Książka ukazała się w Państwowym Instytucie Wydawniczym, Warszawa 2024.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *