czyli jak Niemcy wyeksportowali komunizm, a Rosja go zainstalowała jak wirusa
Gdyby historia była filmem, to Niemcy i Rosja z pewnością graliby w nim duet czarnych charakterów – takich, co to najpierw podpalają dom, a potem oferują pomoc w gaszeniu, oczywiście za odpowiednią cenę. A wszystko zaczęło się od ideologicznego prezentu, który Niemcy wręczyli światu z uśmiechem godnym sprzedawcy odkurzaczy – komunizmu.
Made in Germany: komunizm – produkt eksportowy z duszą piekielną
Karol Marks i Fryderyk Engels – oto duet, który w XIX wieku postanowił, że świat potrzebuje rewolucji. Nie, nie rewolucji przemysłowej – to już było. Chodziło o rewolucję społeczną, która miała wyzwolić proletariat, a w praktyce wyzwoliła aparat represji, obozy pracy i kolejki po chleb. Ich manifest komunistyczny był niczym instrukcja obsługi dla przyszłych tyranów – zgrabnie opakowana, pełna wzniosłych haseł, ale z efektem ubocznym w postaci milionów ofiar.
Lenin, ten ideologiczny fanboy z Petersburga, zaczytywał się w dziełach niemieckich filozofów jak nastolatek w poradnikach samodoskonalenia. I tak oto niemiecka teoria trafiła na rosyjską praktykę – z efektem porównywalnym do wrzucenia granatu do beczki z benzyną.
Zaplombowany pociąg – niemiecka wersja Ubera dla rewolucjonistów
Rok 1917. Niemcy mają problem: wojna na dwa fronty. A jak wiadomo, Niemcy nie lubią dzielić uwagi – ani w wojnie, ani w polityce. Rozwiązanie? Wysłać Lenina do Rosji w zaplombowanym wagonie, niczym przesyłkę kurierską z opcją „zniszcz i nie pytaj”. Wagon nie był może luksusowy, ale za to pełen ideologicznego ładunku wybuchowego.
Do tego dorzucono równowartość miliarda dolarów – bo rewolucja, jak każda impreza, kosztuje. Lenin nie tylko przyjechał, ale i rozkręcił balet, który zakończył się obaleniem caratu, wojną domową i narodzinami Związku Radzieckiego. A wszystko to dzięki niemieckiej inwestycji – jakby Deutsche Bank postanowił zainwestować w chaos.
Wersal – wspólny wróg dla tych, co nie lubią przegrywać
Po I wojnie światowej Niemcy i Rosja znaleźli się w klubie „upokorzonych i wściekłych”. Traktat Wersalski był dla Niemców jak dieta bez kiełbasy – nie do zaakceptowania. Zakaz rozwoju militarnego? Utrata terytoriów? Toż to zamach na niemiecką duszę strategiczną.
Rosja, z kolei, została potraktowana jak niechciany gość na przyjęciu dyplomatycznym – izolowana, pogardzana, z rewolucją w tle. I tak oto dwa skrajne reżimy – bolszewicki i niemiecki – zaczęły flirtować ze sobą, bo jak wiadomo, wspólny wróg zbliża bardziej niż wspólne wartości.
Tajne laboratoria – niemiecko-sowiecka akademia zła
Wbrew zakazom traktatowym, Niemcy i ZSRR rozpoczęli współpracę militarną, która przypominała kursy doszkalające dla przyszłych agresorów. Na sowieckiej ziemi powstały ośrodki szkoleniowe, które dziś można by nazwać „Akademią Zła”:
Lipieck – szkoła lotnicza dla przyszłych pilotów Luftwaffe. Bo przecież każdy totalitarny reżim potrzebuje dobrych pilotów.
Kama pod Kazaniem – poligon dla niemieckich czołgów. Idealne miejsce, by testować przyszłe narzędzia blitzkriegu.
Tomka – laboratorium broni chemicznej. Bo jak już niszczyć, to z rozmachem.
Niemcy dostarczali technologię, Sowieci przestrzeń. Transakcja była prosta: know-how za ziemię. A wszystko to pod przykrywką „współpracy naukowej”. Gdyby nie skala zniszczeń, można by uznać to za przykład udanej synergii.
Pakt Ribbentrop-Mołotow – kiedy cynizm przekracza granice

W 1939 roku Niemcy i ZSRR postanowili, że Polska to taki „bękart Wersalu”, którego można rozszarpać bez większych konsekwencji. Tajny pakt, który przypominał mafijną umowę o podziale terytoriów, był finałem cynizmu, który przez lata dojrzewał w niemieckich i sowieckich laboratoriach politycznych. Komunizm i nazizm – dwa niemieckie twory – zjednoczyły się w akcie agresji, pokazując, że ideologia to tylko kostium. Prawdziwym aktorem jest interes. A Polska? Polska była sceną, na której rozgrywał się ten teatr zniszczenia.
250 lat niemieckiej kreatywności w niszczeniu sąsiadów
Jeśli ktoś sądzi, że niemiecka ingerencja w sprawy Europy Środkowo-Wschodniej to incydent, to warto przypomnieć kilka faktów:
Caryca Katarzyna Wielka? Niemka.
Rozbiory Polski? Niemiecka inicjatywa z rosyjskim wykonaniem.
Komunistyczna Rosja? Niemiecka ideologia w rosyjskim wydaniu.
Nazizm? Niemiecki produkt, eksportowany z entuzjazmem.
Tusk? No cóż, niektórzy twierdzą, że też niemiecki projekt.
Od I RP po III RP – każda polska tragedia miała w tle niemiecką kalkulację i rosyjską realizację. Lewica, prawica, monarchia czy republika – dla niemieckich elit to tylko dekoracje. Cel był zawsze ten sam: dominacja. A ideologia? To tylko makijaż na twarzy cynizmu.
Epilog: Historia jako kabaret
Gdyby ktoś chciał napisać kabaret o historii Europy, Niemcy i Rosja byliby jego głównymi bohaterami – z tą różnicą, że ich żarty kosztowały miliony istnień. Zaplombowany wagon, tajne laboratoria, pakty o nieagresji – to nie są scenariusze z thrillera, to realne wydarzenia, które pokazują, że gdy Niemcy i Rosja zaczynają współpracować, Europa powinna zacząć się modlić.
Bo historia uczy, że kiedy Berlin i Moskwa podają sobie rękę, to Warszawa traci terytorium. A kiedy ideologia staje się narzędziem, to człowiek staje się ofiarą. I choć dziś wagony są już otwarte, to cynizm nadal kursuje po europejskich torach – bez biletu, bez kontroli, z uśmiechem na twarzy.
Mocny, ale potrzebny tekst. Daje do myślenia i pokazuje, że historia to nie tylko daty, ale mechanizmy, które niestety potrafią się powtarzać. Warto czytać i pamiętać, bo świadomość przeszłości pomaga lepiej rozumieć teraźniejszość.
Bardzo celny tekst. Historia pokazuje, że ideologie zmieniają szyldy, a mechanizmy dominacji pozostają zaskakująco trwałe. Warto o tym pamiętać, bo świadomość przeszłych „sojuszy cynizmu” to nie obsesja na punkcie historii, lecz element zdrowego instynktu politycznego. Bez emocji, bez uproszczeń – po prostu uważniej patrzeć, komu i po co dziś podaje się rękę.
Nie dajmy się dzisiaj rozedrzeć.
Bardzo dodry felieton. Przyjemnie się czyta. Zabawne są porównania, a przy tym tekst jest refleksyjny. I pomimo tego, że temat współpracy niemiecko-rosyjskiej jest raczej znany, to tu autor przedstawia go w sposób świeży, z dużą ilością podanych faktów.
Cezary Dobies
Mocne słowa, które otwierają oczy na to, z jak groźnym naporem mamy do czynienia ze strony obu naszych sąsiadów.
Te refleksje to zaproszenie do przemyśleń, co możemy wspólnie zrobić, by tragiczne dzieje Polski nie powtórzyły się.
Straszne pomysły rodzą się w głowach naszych sąsiadów. Nie możemy zapominać o ich porozumieniach ponad Polakami i ich skutkach.
Bardzo mądry felieton. Przyjemnie się czyta. Zabawne są porównania, ale nie jest ich za dużo, co sprawia, że tekst jest refleksyjny. I pomimo tego, że temat wspolpracy niemiecko-rosyjskiej jest raczej znany, to tu przedstawiony jest w sposób świeży, ze sporą ilością
podanych faktów.
Pozdrawiam Autora
Cezary Dobies
Świetny artykuł i czytelna analiza historii. Poza tym, temat tajnych laboratoriów niemiecko-rosyjskich: o tym się niestety niewiele mówiło w mojej epoce. Ważne, że autor o tym przypomina. Dziękuję!
Bardzo przystępnie napisany mechanizm działający po dzień dzisiejszy. Pozdrawiam autora.