Bilionowe zadłużenie, milionowe bezrobocie, zapaść w służbie zdrowia, rolnictwo zagrożone, strategiczne inwestycje w impasie – administracja 13 grudnia nie jest w stanie realizować konstytucyjnej zasady społecznej gospodarki rynkowej.
Premier z buciorami na rządowym fotelu konsumuje pop-corn, minister sprawiedliwości – poleca żurek. Dietetycy nie reagują. Pozostaje mieć nadzieję, że elektorat wyciągnie odpowiednie wnioski. Bo przecież deliktów konstytucyjnych aż nadmiar. Przywracanie „praworządności” bezprawiem, rażące lekceważenie porządku prawnego. Zarządzający spółkami skarbu państwa „audytują”, zamiast zajmować się rozwojem przedsiębiorstw. Nielegalni prokuratorzy prześladują opozycję, a specjalny zespół śledczych ściga żołnierzy broniących granicy państwa. Niezależnie od tego, administracji 13 grudnia nie przeszkadza, że brukselokraci podejmują decyzje za kraje członkowskie.
Można dezurbanizować stolicę – zwężając ulice i obsadzając je zielenią (na przekór kierowcom). Można dom Braci Jabłkowskich zasłaniać drzewami, ale stalinowski pałac kultury musi być wyeksponowany – nie wolno przesłaniać go wieżowcami. Ten pałac to nasze dziedzictwo, nie trzeba się go wstydzić – uważa stołeczny urbanista. To rezultat audytu krajobrazowego, przeprowadzonego przez magistrat. W sejmie też PRL resentymenty. Można było wybrać towarzysza Jaruzelskiego na prezydenta, można zatem powołać towarzysza Czarzastego na rotacyjnego marszałka sejmowego. Nic to, że gloryfikuje rosyjskich „wyzwolicieli”, nic to, że zamieszany był w aferę Rywina. Tak jakby zmowa okrągłostołowo-grubokreskowa obowiązywała bez najmniejszej korekty.
Za cenę samozagłady
Udział PKP Cargo w rynku kolejowym spadł od stycznia do września do 25,8% (w ub. r. – 27,5%, w 2020 – 36,5%). Pod pretekstem restrukturyzacji firmy, redukuje się pracowników. Zwolnienia grupowe obejmują 10 tys. zatrudnionych (w 2025 roku zwolniono 500 ludzi, w 2026 dalsze 1388). Pracodawca ma jednak gest, bo obiecuje bezrobotnym pomoc w opracowaniu CV. Do września krajowi pracodawcy zgłosili redukcję ponad 84 tys. ludzi (o 53 tys. więcej, niż w całym zeszłym roku). Charakterystyczne, że masowe zwolnienia dotyczą głównie niewielkich miast (tradycyjny elektorat PiS).
Przeprowadzona w ramach okrągłostołowej transformacji ustrojowej prywatyzacja gospodarki (czytaj wyprzedaż majątku państwowego), spowodowała przejęcie przez firmy zagraniczne przemysłu rolno-spożywczego, i sieci handlowych, nota bene unikających opodatkowania. W konsekwencji inwestorzy zagraniczni trzymają w ręku polskich rolników, klientów i konsumentów. Podczas gdy na polskich polach mamy samo zbiory, w zagranicznej sieci handlowej są do kupienia indyjskie ogórki konserwowane (poza brukselskimi standardami).
Gdy gospodarka w rozsypce, a dziura budżetowa coraz większa, premier chwali się historycznym wzrostem dochodu rozporządzalnego, zapominając o drożyźnie i pauperyzacji społeczeństwa. Administracja 13 grudnia nie blokuje umowy Mercosur, aprobuje napływ ukraińskiej żywności, zmniejszenie nakładów na rolnictwo w budżecie na 2026 rok. Niezależnie od katastrofalnej sytuacji w gospodarce, rządzący koncentrują się na rozliczaniu opozycji. Podobnie czynią to służby, nie mówiąc o prześladowaniu palących race, podczas gdy sabotażyści demolują tory kolejowe na strategicznej trasie.
Wraz z wyciszaniem obłędu klimatycznego, można wreszcie powiedzieć, że im więcej OZE, tym droższa energia oraz tym większa dewastacja sieci przesyłowych i tradycyjnych elektrowni. Niemniej brukselokraci wciąż swoje – cel klimatyczny na 2040 rok to redukcja gazów cieplarnianych o 90% względem 1990 roku. W ten sposób brukselska gospodarka przestaje być konkurencyjna, ale taka jest cena ideologizacji gospodarki. Zaś dla przeciętnego „unijczyka” wprowadzenie systemu ETS-2 może spowodować wzrost kosztów ogrzewania o 150%. To oczywiste zagrożenie dla gospodarki i gospodarstw domowych, niemniej dla brukselokratów wzbogacenie funduszu klimatyczno-socjalnego to kolejny krok w kierunku budowy państwa brukselskiego. Jak na razie zakusy brukselokratów nie wywołują refleksji i debaty publicznej na temat sensu członkostwa naszego państwa w UE.
Tymczasem administracja 13 grudnia nie rozwija inwestycji strategicznych, nie ma pieniędzy na służbę zdrowia, zaniża poziom polskiej edukacji, by zmieściła się w brukselskim obszarze edukacyjnym, zaś pieniądze z KPO – zamiast na rozwój przemysłu farmaceutycznego – przeznacza na wiatraki. Pogłębia się chaos w wymiarze sprawiedliwości. Rządzący boją się Zorro, Batmana, czy papierowych kos, nie mówiąc o patriotycznych oprawach kibiców na stadionach. Postępuje proces destabilizacji państwa. W tej sytuacji obywatele mogą zaprotestować w referendum. Powinni także wygrać wybory, najlepiej przedterminowe i zmienić konstytucję.
Pato-gospodarka
Gdy dziura budżetowa bije wszelkie rekordy – problemem staje się segregacja śmieci i edukacja społeczeństwa w dziedzinie systemu kaucyjnego, jakby zwrot opakowań miał ratować planetę i gospodarkę. Gdy zarządzający spółkami skarbu państwa – zamiast zwiększać ich zyski – zajmują się rozliczeniami i audytami, rezultaty muszą być żałosne, bo i PO-fachowcy nietędzy. Żeby ułatwić im działalność, przewiduje się wprowadzenie zakazu uchylania lub skracania okresu pełnienia funkcji w organach spółek skarbu państwa przez osoby skazane za określone przestępstwa. I nie ma znaczenia, że zagraża to kondycji firm, transparentności zarządzania oraz narusza interesy akcjonariuszy, wierzycieli i kontrahentów.
W przyszłym roku nasze państwo osiągnie najwyższy deficyt sektora publicznego w UE – prognozuje Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Trudno o większą kompromitację administracji 13 grudnia, ale – jak na razie – elektorat nie wyciąga odpowiednich wniosków, uspokajany przez nielegalną telewizję publiczną i media polskojęzyczne. Tymczasem ukraińska żywność zalewa polski rynek, tym bardziej, że brukselokraci znieśli na nią cła. Prowadzi to do bankructwa plantatorów buraka cukrowego (cena za tonę wynosi 120 zł, gdy dwa lata temu – 260 zł). Zagrożeni są także sadownicy, producenci tytoniu i chmielu. Resort rolnictwa nie reaguje, więc rolnikom pozostają protesty. Tym bardziej, że skarbówka zamierza opodatkować VAT-em samo zbiory.
Jeżeli sadownicy liczą sobie 1,5 zł za kilogram jabłek, a w sieciach handlowych kosztuje on 6 zł, to kto przejmuje zyski?! Producenci żywności na granicy opłacalności, a konsumenci przepłacają. Drożyzna w naszym kraju bije unijne rekordy, zaś administracja 13 grudnia wprowadza nowe podatki (alkohol, wyroby cukrowe). Polscy konsumenci płacą za żywność, jak obywatele najbogatszych krajów unijnych. Na domiar złego, pracodawcy niechętnie podwyższają wynagrodzenia. W trzecim kwartale br. roku wzrost wynagrodzeń wyniósł 7,5% (rdr.), gdy w drugim – 8,8%. Zapewne informacja o przyspieszeniu zadłużeniu państwa (dziennie 1,2 mld zł) w przyszłym roku nie dotarła jeszcze do obywateli-podatników, bo gremialnie wyszliby na ulice.
Rozumienie prawa
Trwa proces „przywracania prawa” bezprawiem. Projekt ustawy „praworządnościowej” spotkał sią z zastrzeżeniami Rzecznika Praw Obywatelskich. Ustawa powinna przestrzegać konstytucji i umów międzynarodowych. Powołuje się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i TSUE, co przecież nie ma znaczenia, bo wymiar sprawiedliwości to kompetencje państw członkowskich UE.
Resort sprawiedliwości nie tylko demoluje sądownictwo, ale także dopuszcza się deliktów konstytucyjnych. Kancelaria prezydencka wnioskuje o skierowanie do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z zarządzeniem dotyczącym zasad przydziału spraw sędziom. Tymczasem bohater afery kopertowej nadal z immunitetem. Dla sądu ubek jest wiarygodnym świadkiem, a za ujawnienie afery skazuje się dziennikarza. Stowarzyszenie Prawnicy dla Polski sporządziło raport o działalności przeciw prawu ministra Żurka. Jednak próba przedstawienia tych faktów na forum Parlamentu Europejskiego skończyło się niepowodzeniem. Po prostu wycofano zaproszenie dla przedstawiciela Stowarzyszenia.
Minister sprawiedliwości, niezrażony w destrukcji sadownictwa, przedstawia projekt ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa. Jest to powrót do tego, co było (15 członków Rady wybieranych przez sędziów), a więc powrót do poprzednich patologii. Sędziokracja zamiast demokracji. Korporacja sędziowska jako państwo w państwie. I nic to, że sędziowie powołani zgodnie z komunistyczną konstytucją, będą wytykali „neo-sedziów”, powołanych przez prezydentów III RP. Niemniej posłowie opozycji zapewniają, że będą domagali się pociągnięcia do odpowiedzialności PO-lityków, gdy tylko wygrają wybory
Administracja 13 grudnia tak się zapamiętała w ściganiu ministrów poprzedniego rządu (Zbigniewowi Ziobrze przedstawiono 26 absurdalnych zarzutów), że uchodzą jej uwadze takie fakty, jak uwalnianie przestępców, bo wydawali wyroki „neo-sędziowie”, czy poluzowanie służb na granicy zachodniej. Dlatego Ruch Obrony Granic zmierza do rejestracji w sejmie obywatelskiego projektu ustawy, dotyczącej wstrzymania realizacji paktu migracyjnego. Podobną inicjatywę przyjdzie podjąć przeciwnikom cenzurowania internetu, skoro rządzący chcą wprowadzić blokowanie treści, które uznają za nielegalne, bądź dezinformujące. Głównym cenzorem stałby się UKE, nakazując usuwanie lub blokowanie treści (bez udziału sądu).
Zideologizowana gospodarka rujnuje fabryki, likwiduje miejsca pracy. Wszystko dla zielonego szaleństwa. W tej sytuacji w Katowicach protestowało 10 tys. związkowców. Mają dość polityki administracji 13 grudnia. Nie chcą zamykania kopalń przed 2049 rokiem (co było umową społeczną). Przyszli przedstawiciele wszystkich central związkowych. Gwiaździsty marsz solidarności pracowniczej to przykład obywatelskiej determinacji. Tak dalej być nie może. Rządzący nieudacznicy muszą odejść. Może gwiaździsty marsz w stolicy będzie dla nich mementum.