Dziewczęcy pamiętnik z wpisami „ku pamięci” towarzyszył Długosławie Sotkiewiczównie podczas zsyłki na Syberię, potem do Kazachstanu, a gdy wydostała się stamtąd z Armią Andersa, był z nią na długim szlaku przez Afrykę, by po wojnie wrócić do Polski. Dzisiaj jest w posiadaniu jej siostrzeńca Józefa Drwięgi. To nie tylko rodzinna pamiątką, ze względu na rysunki i wpisy z zesłania ma on też walor dokumentu historycznego.

Ojciec Długosławy, Wacław Kościesza Sotkiewicz, rodem z Kowieńszczyzny, porucznik, weteran I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej, pracował w 1939 roku jako urzędnik celny w Pietwałdzie na Śląsku Cieszyńskim. Po wybuchu wojny z żoną Lucyną i dwiema dorosłymi córkami, Długosławą i Dobromirą, trafił jako uchodźca do Radziechowa w województwie tarnopolskim, gdzie znaleźli przystań w przyjaznym domu Eligiusza Sadowskiego. Tam w obawie przed sowietami, ale i z wiarą w ich odwrót, zakopali odznaczenia i ordery Sotkiewicza, w tym Virtuti Militari, dyplom porucznika i dokument szlachectwa. Tam Długosława (nazywana przez bliskich Gonią) wyszła za mąż za współuchodźcę z Zaolzia, Karola Kowalę, naczelnika Urzędu Celnego w Pietwałdzie. To on jest autorem rysunków w pamiętniku Goni.

Za odmowę przyjęcia obywatelstwa radzieckiego wszyscy zostali skazani na 40 lat łagrów i wywiezieni bydlęcymi wagonami w syberyjską tajgę. Znaleźli się „w Nowosybirskim woj., pow. Zyrański, rejon SS Jarański, wieś Suchy Ług”, jak podała Dobromira w swoich zapiskach sporządzonych po wojnie. Napisała również:
Nie chcę widzieć, ale widzę ten czerwony kobierzec z pluskiew, ruszający się pod nogami i kąsający dotkliwie. Widzę i słyszę jak z pułapu masowo spadają robaki (prusaki). Pełno ich w zupie, we włosach, w tapczanach. Plaga. A ciekawe szczury wychylają łebki z norek, a potem odważnie biegają po izbie. A ranek zaczyna się od wzięcia łopaty w rękę i odkopywania się w śniegu, robiąc tunel, żeby wyjść z domku. Bo domku nie widać. Śnieg zasypał go łącznie z kominem. A potem ta walka z prusakami, żeby zjeść czystą zupę, i idę do roboty w tajgę jako drwal.

Osadę zesłańców, wybudowaną jeszcze przez powstańców styczniowych i domek zamieszkały przez rodzinę Sotkiewiczów wraz z rodziną Naglików (w sumie 12 osób) ilustrują rysunki Karola Kowali naszkicowane w pamiętniku żony w listopadzie 1940 r. Zeszyt oprawiony w skórę ze złotymi tłoczeniami, z zameczkiem na kluczyk, przeznaczony dawną modą do wpisywania się na pamiątkę, otrzymała Długosława (Gonia) od rodziców w 1931 roku na imieniny i zarazem siedemnaste urodziny. Nie rozstawała się z nim.

Daty i nazwy miejscowości przy poszczególnych wpisach świadczą o tym, że przed wojną zabierała go na wakacje, że potem towarzyszył jej na zsyłce i w długiej drodze powrotnej do Polski. Na szczególną uwagę zasługują nazwiska zesłańców pod rysunkami osady Suchoj Łog: Ogorzałowa, Hanka Grządziel, Rosochacka, Nowakowa z córką, Słysz, Dudziak, Wiśniowscy, Stalowie, Seidfudem Miecz., Brodniewscy, Baczyńskie, Koszembarowa z córkami, Nowicka z dziećmi, Chocik, Godlewscy, Mordowski, Kaweccy, Bębnowa, Kowalscy. Kilka nazwisk, w tym po rosyjsku, jest nieczytelnych. Pod drugim rysunkiem zatytułowanym „Wspólna willa” widnieją podpisy lokatorów syberyjskiej chaty: Kowala Karol (autor rysunku), Kowala Dł. [Długosława], Sotkiewicz [Wacław], L. Sotkiewiczowa [Lucyna], Sotkiewicz Miruś [Dobromira], oraz K. Naglikowa z córeczką, Stanisława Naglik, Cecylia Naglikówna, Naglik Władysław, Naglik Jan, Kazimierz Naglik.

Sięgnijmy do wspomnień Dobromiry: Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej przewożą nas do Kazachstanu [w październiku 1941], gdzie mieszkamy do 1 V 1946 r. Mała kazachska wioska Kasyki (Dżambulska obł. Kurdajski rejon). I tu śmierć skosiła mamę, szwagra Karola i siostrzeniczkę – uśmiechnięte maleństwo, i tu na stepie pochowane ich ciała.
Dziecku dano na imię Anna. Zachowało się świadectwo urodzenia sporządzone na urzędowym druku oraz odręczne zaświadczenie lekarza na oderwanej z zeszytu kartce, z pieczątką, potwierdzające, że „riebionok” Długosławy Kowali urodzony 3 stycznia 1942 zmarł 22 stycznia 1942. Tydzień później wydano świadectwo śmierci Karola Kowali, który zmarł 27 stycznia 1942 roku.
Kolejny rysunek w pamiętniku Długosławy, prawdopodobnie jej autorstwa, z datą 1 V 1942, przedstawia chatę w Kasyku. Podpisali się pod nim: Brenerowa z córeczką, Marciniak, Flank, Roman Stoczuk (?), Nabzdykowa Janka, Jajo Leon, Kałamagowie, Rzeczyccy, Fajgie Lenc, Kaczanowa, Koziccy, Bujewska, Ciomborowie, Twardziszewscy, Łaganowicz, Janina Starszczak, Jasińscy.

Długosława (Gonia) postanowiła wydostać się ze Związku Radzieckiego z armią Andersa. Poradzono jej, że najprostszym sposobem dołączenia do jednego z formujących się polskich oddziałów jest zawarcie pozornego małżeństwa z żołnierzem. Wzięła więc ślub ze starszym sierżantem Bolesławem Kadłubowskim (urodzonym w 1898 r. w Łomży), o czym mówią zachowane dokumenty: wyciąg z rozkazu dziennego 14. Pułku Piechoty zezwalającego na zawarcie przez nich związku małżeńskiego oraz metryka ślubu wydana 31 lipca 1942 roku w Dżałał-Abad w Kirgistanie, miejscu formowania 5 Dywizji.
Drogi małżonków szybko się rozeszły – on poszedł z wojskiem i prawdopodobnie zginął, ona odbyła drogę przez Persję do Afryki. W Ugandzie, w miejscowości Masindi, gdzie powstało jedno z brytyjskich osiedli dla polskich uchodźców ze Związku Radzieckiego, głównie dzieci, pracowała w szkole powszechnej – jak wynika z dokumentów – uczyła religii (zgodę podpisał ks. Władysław Słapa), uczęszczała też na kurs kroju i szycia w Państwowym Gimnazjum Bieliźniarskim. Sięgnijmy jeszcze raz do jej pensjonarskiego pamiętnika, w którym został ślad uchodźczej wędrówki: w sierpniu 1942 roku w Dżałał Abad wpisał się pchor. Kulbicki, we wrześniu K. Skórska: „Ku wspomnieniu wspólnej wędrówki i wspólnych przygód na szlaku Pahlevi – Teheran – Ahwaz – Karachi – Mombasa – Makindu”, i również we wrześniu 1942 roku, w Ahwazie, ktoś z korpusu medycznego armii brytyjskiej (RAMC, podpis nieczytelny) napisał: „Wishing you all the best and a quick and safe return to your beloved Poland” (życzę ci wszystkiego najlepszego i szybkiego i bezpiecznego powrotu do twojej ukochanej Polski). To ostatni wpis w pamiętniku Goni.
Wróciła do Polski w 1947 roku, gdy rozpoczęła się likwidacja polskich osiedli w Afryce. Jej małżeństwo z Bolesławem Kadłubowskim zostało unieważnione przez Sąd Duchowny we Wrocławiu jako zawarte „pozornie, celem wydostania się z Rosji”, a także rozwiązane przez sąd cywilny. Długosława jeszcze trzykrotnie wychodziła za mąż jako wdowa po kolejnych mężach (w sumie miała ich pięciu). Oprócz Anny pochowanej w Kazachstanie nie miała więcej dzieci. Zmarła w 1999 roku w Obornikach Śląskich.
Jej młodsza siostra Dobromira nie skorzystała z szansy wydostania się ze Związku Radzieckiego z wojskiem polskim, pozostała w Kazachstanie z osłabionym po tyfusie, prawie sześćdziesięcioletnim ojcem. Dopiero w 1946 roku oboje wrócili transportem do Polski, zamieszkali we Wrocławiu. Napisała w swoich wspomnieniach:
Przez długi okres nie mogłam przyjść do siebie i psychicznie, i fizycznie. Te sześcioletnie straszne przeżycia wyryły piętno na moim „ja”. Stale smutna, bez radości i uśmiechu. Ciągle powtarzające się sny o nędzy, głodzie, [wspomnienia] zimna, chorób, trwogi, bólu, robactwa, myszy i szczurów, pełne scen o ciężkiej ponad siły pracy. A wszędzie puszcza i step.
Opowiadała, że po powrocie z zesłania najpierw pojechała do rodzinnego Sosnowca. Stała na ulicy zgnębiona, wynędzniała, w sukience uszytej z jutowego worka, patrząc na mijających ją normalnie ubranych przechodniów.
Uklęknęła na chodniku i ucałowała ziemię. Polską ziemię.