Wiktoria Mochocka

Laureatka III nagrody w konkursie literackim PJC w dziedzinie prozy. Chodzi do Liceum Ogólnokształcącego im. Jadwigi Królowej w Kielcach.

Gdybym miał jeszcze jeden dzień

Jestem 85 letnim mężczyzną, który jest już na skraju życia.
Pewnego dnia zasnąłem w moim szpitalnym łóżku, nagle obudziłem się i ujrzałem kartkę na moim stoliku. Drżącą dłonią sięgnąłem po nią i nałożyłem okulary. Na kartce widniała wiadomość: „Masz szansę przeżyć jeszcze jeden dzień z twojej przeszłości. Wybierz mądrze”.
Nie myślałem długo. Nie wybrałem dnia ślubu, sukcesu w pracy ani moich nastoletnich dni.
Wybrałem jeden z najzwyklejszych dni, w którym znów miałem 33 lat, czarną teczkę w lewej ręce i małą rączkę w prawej.
Wybrałem spacer z córką.
Miała wtedy 6 lat.
Teraz jest dorosła i ma swoje dzieci. Lecz wtedy śmiała się, zbierała liście i opowiadała mi o tym, co będzie robić, gdy będzie duża. Słuchałem uważnie ze łzami w oczach i uśmiechem na twarzy.
– Wierzę, że ci się uda córeczko. – powiedziałem.
Tego wieczoru odwiedziła mnie z moimi wnuczętami i jej mężem. Lecz nie pisnąłem ani słowa, o tym, jaki wspaniały dzień przeżyłem jeszcze ten jeden raz

Koncert nie do zapomnienia

Lato 1985 roku. Koncert Metallici. Miałem wtedy 17 lat, dżinsową niebieską kurtkę i dżinsowe niebieskie spodnie. Pod kurtką miałem czarną bluzkę i czarne glany pożyczone od starszego brata. W kieszeni zaś trzymałem bilet koncertowy jak świętość.
Pojechałem wtedy z kolegami do Oakland na „Day On the Green”.
Moi kumple śmiali się, że wyglądam jak mała wersja Cliffa Burtona. I rzeczywiście tak było. Mi i chłopakom udało się stanąć na przodzie. Pierwszą piosenką, którą zagrała Metallica było „Creeping Death”. Tłum śpiewał „Die! Die! Die!” w rytm muzyki. James Hetfield krzyczał do mikrofonu, Lars Ulrich uderzał w bębny tak, że trzęsła się ziemia, Cliff Burton, mój idol, szalał na basie i ruszał głową tak szybko, że włosami mógł stworzyć małe tornado a Kirk Hammett posiadał moc wspaniałych gitarowych riffów.
Kiedy była przerwa pomiędzy „Ride the Lightning” a „For Whom the Bell Tolls”, James zapytał publiczność, jak się ma i czy zna Cliffa Burtona.
Publiczność krzyknęła, a wraz z nią ja.
Wtedy James powiedział nam, żebyśmy przywitali się z Cliffem i powiedzieli „cześć”.
Oczywiście krzyknąłem „cześć”, tak jak większość widowni.
Wtedy Cliff zaczął grać.
To było coś niezwykłego.
Było to jego wspaniałe basowe solo i nagle wszyscy umilkli.
Nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem.
To było jak sen.
Najlepszy moment dla mnie stał się w środku piosenki „For Whom The Bell Tolls”. Podnosiłem ręce do góry i krzyczałem jak opętany, zupełnie jak reszta ludzi.
Bardzo się zdziwiłem, kiedy Cliff spojrzał w moją stronę i się uśmiechnął.
Pewnie zauważył, że jesteśmy ubrani prawie identycznie.
Po koncercie przez długi czas nie mogłem uwierzyć, że tam byłem.
Pamiętam również jak bardzo wstrząsnęła mną wiadomość o tym, że Cliff zginął w wypadku samochodowym w Szwecji w 1986 roku.
Zespół zastąpił go nowym basistą – Jasonem Newstedem, lecz Cliff będzie dla mnie jedyny, najlepszy i niepowtarzalny, a Metallica w „Day On the Green”, to nie był zespół, to było wejście w inny wymiar.

List z kawiarni

Co roku dwie kobiety spotykały się w kawiarni. Zawsze w tym samym miejscu, o tej samej porze. To była ich tradycja, której się zawsze trzymały.
Joanna i Helena poznały się na studiach. Pomimo różnych dróg i zawodów nie mogły przestać być najlepszymi przyjaciółkami i musiały się widywać. Niezależnie, czy było to raz w roku, czy wiele razy.
Kiedy Joanna weszła do kawiarni, ujrzała, że nie było Heleny.
Zauważyła mrożoną kawę i kawałek sernika tylko po stronie, przy której zawsze ona siedziała. Natomiast po drugiej stronie, gdzie powinna siedzieć Helena, leżał tylko list.
Joanna sięgnęła po niego drżącymi dłońmi.
Przeczytała taką wiadomość: „Joanno, jeżeli to czytasz, to wiedz, że już mnie nie ma. Przepraszam, że nie mogłam się pojawić. Chorowałam na raka jelita, dlatego przy naszym ostatnim spotkaniu wyglądałam tak blado. Rak był bezlitosny, ale dał mi czas na pogodzenie się z tym, co nieuniknione. Dziękuje Ci za każdy rok, za każdą rozmowę, kiedy byłyśmy razem. Gdy przyjdziesz tu następnego lata, będę nadal tu obecna jak i również w twoim sercu. Przepraszam, że nie powiedziałam Ci wcześniej o mojej chorobie. Chciałam, żebyś pamiętała mnie zdrową i pełną życia. Twoja przyjaciółka na zawsze, Helena.”
Łzy spłynęły po policzkach Joanny.
Trzymała list blisko serca.
Ucieszyła się z myśli, że Helena już dłużej nie cierpi i że będzie czuwać nad nią niezależnie, co się wydarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *