Praprababciu na dagerotypie
W czarnej sukni z żabotem z koronek,
czas się piaskiem w klepsydrze wciąż sypie,
w bezkres patrzą twe oczy natchnione.
Światem groźne targają przewroty,
w domu dzieci maleńkich gromada.
Wiotka postać – majestat jak gotyk.
Tylko loczek na czoło opada.
Powiedz, babciu, skąd miałaś te siły?
To zaraza, to zsyłka, to branka,
a ty siadasz wśród losów zawiłych,
łatasz dziury w dziecięcych ubrankach.
Wielkie dzięki za twój brak rozsądku!
Stan odmienny, gdy żółkną już liście!
Ale gdyby nie siódme dzieciątko,
skąd bym wzięła szansę, by zaistnieć?
Strofy z tomiku „Wiersze do fotografii” Barbary Lipińskiej-Postawy, Pelplin 2025. Wybitny polski poeta i krytyk literacki, Wojciech Wencel, tak o tych wierszach pisze: „Żadnego tu lania wody. Esencjonalność, konkret, mistrzowskie posługiwanie się elipsą i subtelny humor często przyprawiają o zawrót głowy. Do tego czułość językowa: bukiety zapomnianych słów, w tym zdrobnień, które tworzyły kiedyś rodzinne uniwersum.”