Dzisiaj Dzień Wszystkich Świętych, dlatego szczególnie wspominam mojego patrona, św. Mateusza oraz mojego ulubionego świętego – św. Ignacego Loyolę.
Zawsze powtarzam z uśmiechem, że moi rodzice mieli prorocze wyczucie, nadając mi imię Mateusz. Wtedy nie mieli pojęcia, że jego patronat nad finansistami i rozwojem okaże się aż tak trafiony!
Święty Mateusz, zanim został apostołem, był przecież… celnikiem. Człowiekiem od liczb, bilansów i rachunków. Ale właśnie w nim Chrystus zobaczył coś więcej – serce gotowe, by pójść za prawdą. I czasem mam wrażenie, że stał gdzieś obok mnie, z lekkim uśmiechem przypominając: „Z liczbami wszystko dobrze, ale pamiętaj, co naprawdę ma wartość”.
Bo nie chodzi tylko o bilanse w biznesie, lecz o ten bilans, który każdy z nas wystawia sobie na końcu dnia – między dobrem, które uczynił, a tym, co jeszcze mógł zrobić.
A moim ulubionym świętym jest św. Ignacy Loyola – człowiek, który przeszedł drogę od rycerza do świętego. Jego historia to opowieść o przemianie serca. Młody Ignacy pragnął sławy, wojny, blasku i uznania.
Dopiero rana – fizyczna i duchowa – zatrzymała go w miejscu. Leżąc unieruchomiony, zamiast ksiąg o rycerzach, czytał żywoty świętych. I tam, w ciszy, zrozumiał, że największa bitwa to ta, która toczy się w ludzkim wnętrzu. Że prawdziwe zwycięstwo to zwycięstwo nad sobą samym.
Św. Ignacy mawiał: „módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, ale działaj tak, jakby wszystko zależało od ciebie”.
Duchowość ignacjańska, której nas nauczył, nie jest łatwa – wymaga rozeznania, odwagi i codziennego wysiłku serca. Święty Ignacy zostawił nam regułę, która wciąż brzmi aktualnie: „Wszystko na większą chwałę Boga” – Ad maiorem Dei gloriam.
Te proste słowa są jak kompas. Niezależnie od tego, czy podejmujemy decyzje osobiste, zawodowe, czy społeczne – zawsze możemy pytać: czy to, co robię, prowadzi ku dobru, ku światłu, ku Bogu? To pytanie, które powinno towarzyszyć każdemu, kto chce służyć ludziom uczciwie i z sensem.
Bo święci, choć często patrzymy na nich przez pryzmat symboli i patronatów, są dla nas również przypomnieniem, że świętość zaczyna się w codzienności. W prostych gestach, w pracy, w odpowiedzialności, w słowie, które daje pokój.
Dla mnie św. Mateusz to nie tylko patron od finansów, ale też wzór odwagi, by zostawić wygodne stanowisko i pójść za tym, co naprawdę ważne. A św. Ignacy Loyola – to nie tylko założyciel zakonu, ale człowiek, który pokazał, że droga do Boga wiedzie także przez rozum, refleksję i pracę nad sobą. W duchowości ignacjańskiej jest coś niezwykle współczesnego – to zachęta, by w każdej sytuacji szukać dobra, by rozważać, rozeznawać i działać w zgodzie z sumieniem. By nie uciekać od świata, ale przemieniać go od środka – miłością, mądrością, spokojem.
Dziś, w dniu Wszystkich Świętych, z wdzięcznością wspominam świętych za ich obcowanie, za ich ciche wstawiennictwo i za to, że przypominają nam, iż każdy z nas jest zaproszony do świętości.