Chodzi do I Liceum Ogólnokształcące w Toruniu. Jest laureatką konkursu literackiego dwutygodnika „Prawda jest ciekawa” we Wrocławiu. Zdobyła III nagrodę w dziedzinie prozy. Proza ta charakteryzuje się niezwykle ostrymi, czasami wręcz brutalnymi i okrutnymi, ale też oryginalnymi obrazami i pokazuje bogatą i twórczą wyobraźnię młodej pisarki. Ufamy, że tą publikacją autorka otwiera przed sobą interesującą literacką przyszłość. Gratulujemy i życzymy twórczego rozwoju. A poniżej rozmowa z Julią.
Tworzę alternatywne rzeczywistości
Z Julią Stasiewską rozmawia Stanisław Srokowski
Od kiedy zaczęłaś pisać opowiadania?
Piszę od mniej więcej 5 klasy szkoły podstawowej.
W jakich okolicznościach powstały pierwsze teksty?
Od dziecka wymyślałam najróżniejsze scenki lub historie z wykorzystaniem wymyślonych postaci, tworzyłam całe alternatywne rzeczywistości. Pewnego dnia stwierdziłam, że łatwiej byłoby mi je sobie wizualizować i utrwalać, jeśli będę je zapisywać. Tak właśnie powstały moje pierwsze z pierwszych opowiadań, wzięłam zeszyt, ołówek i przelewałam sceny z głowy na papier, z czasem poszerzając zbiór o coraz to bardziej kreatywne historie.
Co chcesz przekazać swoim czytelnikom?
Zależy od tego, co akurat piszę, ale zazwyczaj przekazać chcę to, co siedzi mi w głowie, swoją nieco pokrętną perspektywę na świat.
Czy masz jakieś wzorce literackie?
Nieszczególnie.
Których pisarzy cenisz szczególnie?
Ciężko określić, ale jeśli muszę kogoś wybrać, to byliby: George Orwell, V.E Schwab oraz Rick Riordan, każdy z nieco innego powodu.
W jaki sposób pracujesz nad opowiadaniami?
Najczęściej wygląda to tak: wpadam na pomysł i pobieżnie go rozpisuję, tworzę „szkielet”, czyli prosty zarys fabuły, postaci oraz podstawowy plan wydarzeń – i wyobrażam sobie, jak to ma wyglądać. Robię taki jakby film w głowie, siadam do komputera, ewentualnie kładę się gdzieś z telefonem i daję sobie „płynąć”, piszę to, co widzę w głowie. Następnego dnia robię korektę.
W której jesteś klasie? I jak Ci idzie nauka?
Po wakacjach idę do drugiej klasy liceum. Nieskromnie mówiąc, nauka idzie mi świetnie, mimo problemów z przedmiotami takimi jak chemia czy fizyka, uczę się z chęcią i poza mniejszymi potknięciami mam z tego wysoce zadowalające wyniki. Staram się być dobra z każdego przedmiotu.
Czy już debiutowałaś, ewentualnie gdzie?
Nie, piszę jedynie amatorsko, publikując swoje prace na serwisach internetowych oraz w ramach konkursów.
Jakie masz plany twórcze?
Nie mam wyraźnie zarysowanych planów twórczych, wychodzę z założenia, że czas pokaże, chociaż myślę już nad kilkoma nowymi pracami i fanfikami. Mam po prostu nadzieję, że będę dalej się rozwijać, pisać coraz lepiej, ulepszać swój styl. Pewnie będę brać udział w konkursach. Jednak tak, jak napisałam powyżej, czas pokaże.
OPOWIADANIE
Spis powszechny
Zebrali na komisję specjalną w tak zwanym Urzędzie Rejestracji Systemowej chyba wszystkich dziwaków w mieście. Burze włosów w kolorach z kategorii najróżniejsze, od głębokiej czerni po fiolet. Sylwetki odziane w pstrokate sukienki, wymiętolone koszule.
Tylko nieliczni wyglądali jak ci, których możemy spotkać na ulicy i po chwili możemy o nich zapomnieć. Skandaliczną wisienką na torcie tej masy było to, że każdemu z zebranych w pełni odpowiadał jego styl bycia i nie przeszkadzał reszcie zebranych.
Jaskrawość dziwaków kontrastowała z wszechobecną szarością poczekalni, do której zostali przekierowani po otrzymaniu w recepcji świstka z numerkiem. Uwagę wszystkich przyciągnęło otwarcie jedynych drzwi, poza wejściowymi.
Wyszedł stamtąd chłopak siedzący wcześniej obok dziewczyny z burzą rudych loków. Wcześniej zgarbiony, szedł wyprostowany jak struna, każdy krok stawiał niczym pan świata, śladu nie było po sięgających pasa włosach, nawet przebrany był w wyprasowany garnitur.
Wychodząc z poczekalni, patrzył spod byka na każdego, kogo mijał, jakby była to zgraja trędowatych.
– Numer sześćdziesiąt trzy! – wykrzyczano, a zebrani spojrzeli na swoje karteczki.
Z jednego z krzeseł podniósł się młodzieniec, kręgosłup strzyknął mu od długiego siedzenia na niespecjalnie wygodnym krzesełku. Jego rysy twarzy przypominać mogły wychudzonego szczura, pojedyncze kosmyki błękitnej czupryny opadały mu na ciemne oczy. Ciężkimi krokami podszedł do drzwi i niechętnie nacisnął klamkę.
W pomieszczeniu, w którym się znalazł panował mrok, a jedynym źródłem światła był monitor komputera zajmujący sporą część biurka stojącego na samym środku pokoju.
Niepewny, usiadł na jednym z ustawionych przy biurku, obitych pluszem krzeseł. Miętosząc nerwowo rękaw dżinsowej kurtki, rozejrzał się naokoło, wytężając wzrok.
Otoczony był sięgającymi pod sufit szafami z szufladami, a każda miała oddzielne oznaczenie; gdzieniegdzie walały się podarte skrawki materiału, spinki, zdawało mu się, że w kącie zauważył nawet kępki włosów.
Czuł jakby ktoś go obserwował, ale z pewnością był w gabinecie sam, mimo, że ktoś wywołał go właśnie stąd.
Niemal podskoczył, gdy wręcz znikąd pojawiła się przed nim sylwetka kobiety.
Jak na pstryknięcie palcem rozbłysła lampa sufitowa, a spoglądając w kąty pomieszczenia, nie zauważył nic nadzwyczajnego.
Kobieta usiadła po drugiej stronie biurka, a chłopak w tzw. międzyczasie zbadał ją wzrokiem. Ciemne włosy miała przycięte równo jak od linijki, postawę nienaganną, a na ustach przyklejony sztuczny uśmiech urzędniczki.
Zanim odezwała się, zdążył rzucić okiem na zdobiącą pierś plakietkę z imieniem „Norma Ogół”.
– To pana pierwsza komisja? – zapytała bez zbędnych grzeczności.
– Zgadza się.
– W takim razie niech pan to wypełni – podała mu odpowiedni formularz.
Przeczytał dokument, wypełniając kolejno rubryczki: płeć, wiek, choroby, pochodzenie rodziców, orientacja seksualna, wykształcenie, numer seryjny, inne dewiacje.
– A gdzie wpisać imię? – dopytał.
– Nigdzie, mnie pańskie imię nie obchodzi.
Oddał Normie wypełniony już wniosek o „orzeczeniu spełnienia wymogów systemowych”.
Przez kilka minut siedzieli w ciszy zakłócanej jedynie przez stukanie klawiatury, gdy pani Ogół wpisywała dane do rejestru. Zacmokała kilka razy, analizując wnikliwie treść rubryk.
– Prawie wzorowy obywatel, można by rzec – klasnęła nagle w dłonie.
Chłopak odetchnął z ulgą, widywał już takich, którzy nie przechodzili komisji pomyślnie i ani widziało mu się zostać jednym z tych biedaków.
– Prawie wzorowy – uśmiechnęła się do niego kpiąco. – Ale mi „prawie” nie wystarcza.
– A…
– Ja tu ustalam zasady – odparła spokojnie. – Przejdźmy zatem dalej. Proszę wstać.
Posłusznie wykonał polecenie, kobieta natomiast przez chwilę szukała czegoś w szufladzie. Podeszła do chłopaka i bez ostrzeżenia pociągnęła go za włosy, aby bliżej się im przyjrzeć. Okazały się nieco zbyt długie, jak na jej standardy, oraz w zbyt cudacznym kolorze, zawiedziona pokręciła głową.
Przeszła do analizy twarzy, dokładnie wymacała kości policzkowe, ustalając przy tym, że są zbyt zarysowane.
Ku marnej nadziei chłopaka czoło i szczęka satysfakcjonowały ją, natomiast gorzej miała się sprawa z ustami, zbyt pełnymi jak na standardy przypisane płci męskiej.
Przyznała jednak, że jako kobieta dostałby dziesięć na dziesięć.
Wielkim problemem stały się dla Normy oczy, zbyt zabiegane oraz nos, który według pomiaru był o pięć stopni zbyt zgarbiony.
Ciało oceniła na względnie prawidłowe, do ewentualnych, drobnych poprawek, takich jak zakrycie kilku blizn na lewym ramieniu oraz ograniczenia liczby pieprzyków do dwudziestu z dwudziestu jeden.
– A pan to się tak na co dzień ubiera? – dopytała, gdy po zakończonej ocenie ubierał się z powrotem w ciuchy, które był zmuszony zdjąć.
– Tak! – odparł, licząc na pochwałę w tym aspekcie, jednak Norma tylko pokręciła głową.
Wiedział, że w większości kategorii miał mniejsze czy większe odchylenia od wymagań Normy, jednak tliła się w nim nadzieja, że dostanie ten najważniejszy dla każdego papierek głoszący: „Obywatel 489512 pomyślnie przeszedł komisję Normy Ogół. Niniejsza orzeka, że otrzymuje on status Normalności, spełniający ogólnokrajowe standardy dotyczące aparycji i podstawowych cech”.
– Niestety, nie spełnia pan moich wymogów – oświadczyła niespecjalnie przejętym tonem. – Ale proszę się nie martwić, to nie znaczy, że jest pan kompletnie stracony. Może pan z miejsca przejść procedurę dostosowania i wtedy wszystko będzie w porządku. Chciałby pan?
– Poprosiłbym – odpowiedział po chwili wahania, a w pokoju momentalnie pociemniało.
Norma zniknęła, za to za chłopakiem pojawiły się dłonie. Jedna obcięła mu włosy, pozostawiając go z fryzurą na jeża. Sprawne palce zaczęły korygować mu twarz z taką łatwością, jakby była z gliny, szybkim ruchem odgięły mu nos, teraz będący pod idealnym kątem dziewięćdziesięciu stopni, przyklepały mu policzki, nadając im idealny kształt, zwęziły usta, dopasowując do męskiego standardu. Chwilowo pozbawiły go wzorku, wyjmując mu oczy i wymieniając na odpowiednie. Zdarły z niego ciuchy, rzucając je gdzieś w kąt, zdarły skórę i naciągnęły całkiem świeżą, gładką, ze starannie dopracowanymi detalami.
Metamorfoza dobiegła końca, a ręce zniknęły.
Znów został sam.
Na biurku leżał ułożony w idealną kosteczkę zestaw nowych ubrań, w które szybko się ubrał.
Wtedy Norma wróciła i pokiwała głową zadowolona z rezultatu.
Chłopak wyszedł z biura z upragnionym orzeczeniem. W nowych butach szło mu się niewygodnie, ale nie to było teraz ważne.
Minął wszystkich dziwaków, patrząc na nich z niechęcią, byli zbyt kolorowi i roześmiani, to raziło go w oczy.
Wyszedł z budynku i zniknął w tłumie podobnych sobie.