Ogrodowo
Bezczelne to, agresywne, żarłoczne i groźne. Podstępnie wtargnęło do Polski nie wiadomo skąd i którędy, nikt wstępu nie bronił, naturalnych wrogów nie zastało, więc hulaj dusza. Mnoży się to na potęgę i panoszy w naszych ogrodach, niszcząc krzewy, sadzonki, kwiaty. Ani pożyteczne, ani przyjazne. Z plagą inwazyjnych gatunków przywleczonych z odległych stron świata, prawdopodobnie z transportem roślin i płodów rolnych, niełatwo sobie poradzić. Najgorsze z nich, o niepohamowanym apetycie i zdolności szybkiego rozmnażania się, są: ćma azjatycka i pomrów, czyli ślimak nagi.

Każdy, kto uprawia ogród, wie, jakie spustoszenie potrafi zrobić ćma azjatycka – ściślej gąsienica, jedno ze stadiów rozwoju – nie bez powodu nazwana u nas bukszpanową, ponieważ jej larwy żerują głównie na tych zimozielonych krzewach, w szybkim tempie zamieniając je w nagie badyle. Do Europy przybyła z Azji (wywodzi się z Chin, Japonii, azjatyckiej części Rosji), w 2006 roku pojawiła się w Niemczech, następnie przeforsowała naszą zachodnią granicę i przelazła do Polski – pierwsze osobniki zaobserwowano w 2012 roku na Dolnym Śląsku. Skądinąd znajoma trasa: z Azji i Rosji do Niemiec, a stamtąd do Polski. Ćma azjatycka niebrzydka jest, nawet gustownie ubarwiona, beżowa z brązową obwódką na skrzydłach, jako motyl nocny nie rzuca się w oczy i mogłaby nie wadzić nikomu, gdyby nie te agresywne larwy (jaskrawozielone gąsienice), które potrafią w ciągu kilku dni ogołocić bukszpan z liści do cna. Konsumpcję zaczynają wiosną, na przełomie marca i kwietnia, ponownie pojawiają się teraz, na przełomie lipca i sierpnia. Warto bacznie przyjrzeć się bukszpanom, jeśli się jeszcze w państwa ogrodach ostały. Z mojego już kilka gąsienic ostatnio wyłuskałam.
W naszym ogrodzie rośnie tylko jeden krzaczek bukszpanu, posadzony z myślą o Wielkanocy, by zielonymi gałązkami można było przyozdabiać palmę wielkanocną i koszyczek ze święconką. Chronię go więc całą mocą przed ciemnolicą Azjatką, która śmie zagrażać naszym tradycjom religijnym. Walka z tym inwazyjnym gatunkiem jest trudna. Niechętnie stosuję chemiczne środki ochrony roślin, lecz ekologicznymi (zbieranie ręczne, polewanie mocnym strumieniem wody, nawet odkurzacz któregoś roku poszedł w ruch) niewiele wskórałam i w końcu musiałam to draństwo załatwić preparatem chemicznym. Krzaczek uratowany. Podobno skuteczne są też opryski wodą z octem jabłkowym, mydłem w płynie albo z proszkiem do pieczenia. Nie sprawdzałam.

W krajach pochodzenia ćmy azjatyckiej jej naturalnym wrogiem jest szerszeń azjatycki. Jadowity, ponoć bardzo groźny dla ludzi i pszczół. Jeszcze go w Polsce nie widziano i oby się nie pojawił. U nas naturalnych wrogów ta ćma nie ma, ale ostatnio – o czym przeczytałam z radością i nadzieją – zaobserwowano, że rodzime ptaki (wróble, mazurki, sikorki, zięby) zawiązały coś w rodzaju ruchu obrony bukszpanów i poczęły wydziobywać gąsienice, czyli – jak to się teraz w wojskowej nomenklaturze określa – eliminować wroga. I chwała im za to. Jak dobrze, że można jeszcze liczyć na oddolną inicjatywę przyrody.
PS. O zaanonsowanych na wstępie ślimakach pomrowach, w walce z którymi najskuteczniejsze są kaczki, w kolejnym numerze.