The President

Nieplanowany był ten zakup, ale wzrok przyciągnęły dwa wielkie kwiaty o intensywnej barwie fioletowo-granatowej, a wyobraźnia podpowiedziała od razu jak wspaniale będzie się prezentował ten powojnik na ogrodzeniu przed domem, w towarzystwie rozmaitych rosnących tam już roślin. Dopiero, gdy przygotowywałam go do posadzenia, zobaczyłam na wetkniętej w doniczkę plakietce napis „The President”.

Ooo, wymowne i na czasie, pomyślałam, to dlatego życzył sobie, by go zabrać z punktu sprzedaży i wyeksponować od ulicy, gdzie będzie przez przechodniów podziwiany, akceptowany. Przygotowałam mu miejsce zgodnie ze starą zasadą obowiązującą przy sadzeniu klematisów: zimne nogi, gorąca głowa, czyli korzenie w cieniu, pędy i kwiaty w pełnym słońcu. No cóż, panie prezydencie, trzeba stąpać po ziemi, chłodno analizując sytuację, ale głowę proszę unosić wysoko, z odwagą, ku światłu, ku prawdzie.

Gdy przed dziesięciu laty układano na naszej ulicy nowe krawężniki i płyty chodnikowe, zamierzano wypełnić kostką również wąską przestrzeń między chodnikiem a ogrodzeniem. Poprosiłam wtedy panów majstrów od bruku, by się nie trudzili przy naszej posesji i zostawili w spokoju ten paseczek gruntu, nie zalewali go betonem. Trochę marudzili, bo projekt, bo nie mogą, bo wytyczne, ale w końcu ustąpili.

Na tym nasłonecznionym, wygrzanym pasemku rosną ciepłolubne rośliny właściwie przez cały rok. Już w grudniu – jeśli nie ma mrozu, a przecież na ogół u nas nie ma – pojawiają się żółte kwiatki jaśminu nagokwiatowego, który w kolejnych zimowych miesiącach przelewa się przez ogrodzenie złocistą kwietną kaskadą. Przechodnie zatrzymani niezwykłym widokiem robią zdjęcia, niektórzy sprawdzają, czy kwiaty nie są sztuczne. Wielu pyta, co to za roślina, a ja wtedy – jeśli akurat się napatoczę – proponuję szczepkę, bo roślina łatwo się ukorzenia i chętnie się nią dzielę. Niech idzie w świat, niech cieszy.

Wiosną na tej długiej, ulicznej rabatce panoszą się wielobarwne poduchy żagwinów i bratków, teraz rozhulały się goździki, rumiany i len błękitny jak niebo. Za chwilę rozpachni się lawenda i róże rosnące wprawdzie za płotem, ale ochoczo szturmujące granice posesji. Do tego towarzystwa doszedł właśnie niebieskooki Prezydent. Dobrze się prezentuje i myślę, że spełni oczekiwania.

Dostrzegam czasami przez okno przechodniów, którzy na widok przytrotuarowych kwiatków zatrzymują się, oglądają, czasem nawet od trzymanej w garści komórki na chwilę odwrócą wzrok i skierują ku jakiejś żywej roślinie na ziemi, ale przede wszystkim uśmiechają się, patrząc na tę wielokolorową drobnicę pod płotem. A mnie się serce raduje. Bo nie ma nic piękniejszego jak wywołanie szczerego, spontanicznego uśmiechu, jak nagle rozpogodzona twarz na widok malutkiego kwiatka, jak przyjazne spojrzenie na niepozorną roślinę. Ulotne wzruszenie niezależne od politycznych zawirowań świata.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *