Gogol w piastowskim mieście

Najnowsza powieść Stanisława Srokowskiego, Ruska miłość, jest niespodzianką. Kiedy pierwszy raz spogląda się na okładkę, można pomyśleć, że to literacka wersja filmu Mała Moskwa. Spodziewalibyśmy się znanej fabuły romansu Polaka z Rosjanką w PRL, tymczasem głównych bohaterów nie łączy erotyczna relacja. Lena jest wierną żoną sowieckiego oficera i ofiarą terroru, a Jakub – skądinąd po części porte parole pisarza – ulega fascynacji innymi kobietami. Nieliczne spotkania Leny i Jakuba służą przekazaniu prawdy o systemie totalitarnym. Maltretowanie pacjentów, wykorzystywanie psychiatrii do politycznego zastraszenia ogółu obywateli, w tle łagry i wszechobecna patologia stosunków społecznych – oto powieściowy świat przedstawiony. Czy to pierwszy, czy ostatni moment, by o przymusowym zamykaniu niepokornych pisarzy w szpitalach psychiatrycznych czytać coś więcej niż w Mistrzu i Małgorzacie? Wspominamy tzw. orientację psychiatryczną w polskiej prozie drugiej połowy XX wieku: Obłęd Jerzego Krzysztonia, Szpital Przemienienia Stanisława Lema i Apelację Jerzego Krzysztonia. Czy dziś indyferentyzm tłumów wraz z nową cenzurą nie zablokują funkcjonowania nonkonformistycznej literatury?

Ironia i wieloznaczność tytułu pozwalają odbierać Ruską miłość jako nawiązanie do zwrotu „popamiętać ruski miesiąc”, czyli zostać ukaranym na zawsze. Przede wszystkim „miłość” zaborcza, niszcząca – to imperialne dławienie wolności. Często jednak używa się metonimicznie określenia „miłość” zamiast „ukochana kobieta”, a wtedy „miłością” Jakuba mogłaby być rosyjska męczennica Lena, pewnie subtelną, platoniczną, niespełnioną, więcej – niemalże niezaistniałą, a na pewno niewyznaną. Postaci literackie są zarysowane wyraziście, jakby kilkoma mocnymi kreskami.

Powieść jest wielowątkowa. Oprócz tragicznego losu represjonowanej Leny, której mąż znamiennie popełni samobójstwo wskutek znęcania się nad nim przełożonych, mszczących się za interwencję wyższej władzy w jego sprawie – obserwujemy historię jak z Rewizora Mikołaja Gogola. Otóż przybycie z Krakowa młodego polonisty, planującego zostać nauczycielem, pisarzem, niezależnym dziennikarzem, absolwenta wyższych studiów powoduje w prowincjonalnej Legnicy panikę. Lokalni notable, tzw. nomenklatura PRL, czyli postacie desygnowane przez PZPR na kierownicze stanowiska, upatrują w przybyszu kontrolera, a może szpiega. Równolegle rozgrywa się dramat marginalizowanego przez władze prozaika-realisty, który zorganizuje happening, werbalnie wymierzy sprawiedliwość hipokrytom na peryferiach, ale fizycznie zapłaci za chwilę prawdy wysoką cenę – trafi do zakładu dla umysłowo chorych. Krótko prezentowane sylwetki bohaterów z wyłączonej części miasta – podporządkowanej bezpośrednio Moskwie dzielnicy sowieckich wojskowych – to nie tylko uosobienie zaborców lub okupantów. Porządni ludzie – Ukrainka, Olga, żona oficera, Gruzin, życzący imperium przegranej, pomocny pułkownik czy też młody lekarz, Czeczen – choć mieszkają za wysokim ogrodzeniem, kierują się wartościami uniwersalnymi. Ogólnoludzka solidarność nie ma zabarwienia religijnego. Kościół postrzegany bywa w perspektywie aparatu przemocy. Jeśli coś budzi niepokój w odbiorze powieściowych realiów, to zagrożenia duchowe, zawarte w pragnieniu zemsty, częstym przywoływaniu imienia złego ducha, w kreowaniu świata bez Boga.

Wprawdzie negatywni bohaterowie, działacze opresywnego systemu zabraniają używania religijnych pojęć, ale zasada podwójnego przeczenia nie wystarcza, by stwierdzić, że karykaturalny wizerunek bezbożników jest modlitwą. Obraz świata jako przestrzeni walki zdominował powieściową rzeczywistość. Wprawdzie „pieśń ujdzie cało”, opowieść Leny zostaje spisana i przekazana dalej, wywieziona z pełnego donosicieli miasta, lecz finał tego ważnego dzieła jest pesymistyczny. Za piękno i prawdę płaci się śmiercią, dobro zaś pozostaje poza zasięgiem mieszkańców miasta. Idealizacja przestępców koresponduje z podkreślaniem niesprawiedliwości systemu społecznego po 1945 roku.

Pisarz z kolosalnym dorobkiem twórczym opublikował kolejną powieść. Tym razem włącza się ona w szereg dzieł realistycznych i współczesnych. Ma pewne cechy roman à clef. Do pewnego stopnia nowość kontynuuje założenia artystyczne trzech tomów o Wrocławiu literackim: Barbarzyńcy u bram, Spisek barbarzyńców, Barbarzyńcy w salonie. Tam jednak tło miało głównie charakter filozoficzny. W najnowszej powieści natomiast ważniejsza od filozofii jest zogniskowana w Legnicy najnowsza historia Europy Wschodniej. Mimo tragicznych losów całych narodów, sztuka przynosi nadzieję na przewagę kultury duchowej nad przemocą.

Kiedy główny bohater powieści, Jakub Mejer, czeka na pociąg w Legnicy, uprzytamnia sobie, że Stanisław Wyspiański 29 lipca 1890 spędził w tym mieście kilka godzin i narysował pięć szkiców „i Mejer poczuł się nagle ważniejszy, niż był jeszcze przed chwilą. Myśl, że sam Wyspiański dumał na tych ławkach jakoś go podniosła na duchu” (s. 445).

Stanisław Srokowski, Ruska miłość, Wydawnictwo Arcana, Kraków 2025.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *