Ukraińcom całkiem już odbiło. Przy okazji tenisowego Wimbledonu napisali, że Polacy… wymusili na Idze Światek ściągnięcie niebiesko-żółtej kokardy, którą jedna z najlepszych tenisistek świata nosiła jak wielu polskich sportowców na znak solidarności z Ukrainą. Jednym słowem: dobra Iga i ci okropni Polacy.
Taka narracja znów oburzy wielu naszych rodaków. Nawet tych, którzy nie interesują się na co dzień historią i ukraińskim ludobójstwem Polaków na Kresach Wschodnich RP podczas II wojny światowej i okupacji niemieckiej. Dodatkowym plusem tego szaleństwa „made in Kijów” jest przypomnienie nam – i im – o solidarności świata polskiego sportu po rozpoczęciu wojny w Europie Wschodniej w lutym 2022. Czy pamiętacie Państwo baraże polskich piłkarzy o awans na Mundial w Katarze w 2022 roku? Na Stadionie Śląskim wygraliśmy ze Szwecją, a cała reprezentacja z kapitanem Robertem Lewandowskim na czele miała na koszulkach niebiesko-żółte symbole. Takie gesty były powszechne, ale Ukraińcy uznali je za coś oczywistego – tymczasem oczywiste to nie było, nie powinno być i nie będzie.
Naiwne są oczekiwania wyrażane przez stronę rządową, że wizyta szefa MSZ Ukrainy i inne przyjazdy, deklaracje, gesty czy przesuwanie akcentów z historii i polityki na gospodarkę spowodują „zakończenie kryzysu”, „unormowanie sytuacji”, „porozumienie” itp. Nie. Dlaczego nie? Bo państwo ukraińskie jest na kolizyjnym kursie z państwem polskim. Ich nagle bardziej pojednawcza retoryka czy różne „gesty” są elementem gry: chcą nas uśpić, a „swoje” robić. Nie dajmy się po raz kolejny nabrać na tę postsowiecką dyplomację będącą efektem i wyrazem postsowieckiej mentalności.
Jest między nami a nimi fundamentalna, cywilizacyjna różnica. My stawiamy pomniki ofiarom ukraińskiego ludobójstwa na naszych rodakach. Oni czczą tych, którzy tego ludobójstwa dokonali. Nie widzę tu żadnej możliwości porozumienia. Polska i Ukraina, Polacy i Ukraińcy w tym obszarze są z dwóch różnych światów.
A teraz podróż do przeszłości. Po to, żeby znów pokazać kolejna fundamentalną i cywilizacyjną różnicę. Polacy bowiem, co oczywiste, zabijali wrogów ojczyzny. Nigdy jednak nie bezcześcili zwłok tychże wrogów. To nie było częścią naszej kultury, naszego funkcjonowania, stylu życia wspólnoty narodowej. A Ukraińcy? Jest rok 2014. Trwają walki na Euromajdanie (byłem tam sześciokrotnie, raz w oficjalnej delegacji z Jarosławem Kaczyńskim i dwukrotnie przemawiałem po ukraińsku). Demonstranci złapali strzelca wyborowego z Berkutu, którzy strzelał z dachu czy górnych pięter pobliskiego budynku. Miał zabić parę osób. Zabijają go – choć to jeniec – to jednak można to wytłumaczyć faktem, że wcześniej i on pozbawił życia paru ludzi. Na tym jednak nie koniec. Po zabiciu obcinają mu głowę, a zwłoki wieszają na pobliskim trzepaku…
To jednak w Polsce nie byłoby możliwe. Tym się różnimy.