Ballada o Podkamieniu

W Podkamieniu, w Podkamieniu
Klasztor był w historii cieniu
A ten cień to od pożarów
W których sczeznąć miał nasz naród
Ryglowano spiesznie bramy
Żywcem pojmać się nie damy
Ale użył wróg podstępu
Wyciąć miano ich do szczętu
Popatrz ktoś tam się poruszył
Taras dzielnie go ogłuszył
I zamarła głucha cisza
Jeszcze tylko szloch ten słychać
Jeszcze tylko szloch ten słychać…

Dobij, dobij mnie tatusiu
Boli ciało, rwie się dusza
Już zabili naszą mamę
Krwawimy tu z siostrą same
Rozerwali końmi księdza
Dobij ojcze nie oszczędzaj
Nie chcę z ręki paść sąsiada
Błagam tato cios mi zadaj
Dałeś życie odbierz przecież
Nie chcę żyć na takim świecie
Nie każ znosić tej udręki
Pozwól odejść z twojej ręki
Och przebili dziecko w łonie
Razem z matką jego koniec
Ja chcę odejść też przy tobie
W jednym z wami leżeć grobie
Jestem dzielna, już nie płaczę
W Matki Boskiej obraz patrzę
Bóg nas w niebo przyjmie za to
Miej odwagę, Błagam tato…

Ojciec sam na stos się zwalił
On, czy Bóg dziecko ocalił
Jak wybaczyć w swojej wierze
Pomnik gdy staje Banderze
Ludobójstwa tam nie było
Trochę Lachów się ubiło
A gdy Lach już był ubity
Na co takie mu trzewiki
O ! Monstrancja cała złota
Ci Polacy to hołota
Gdy ich sto tysięcy skona
Zbrodnia będzie mieć znamiona
Zbrodnia tylko ma znamiona….

W Podkamieniu, w Podkamieniu
Klasztor był w historii cieniu…
Ta historia choć tak boli…
Tylko prawda nas wyzwoli
Tylko prawda…

https://www.youtube.com/watch?v=twDj4qzygxM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *