10. Konferencja upamiętniająca ludobójstwo na Wołyniu i Kresach Wschodnich
We Wrocławiu po raz dziesiąty odbyły się społeczne obchody Dnia Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa Ukraińskiego OUN-UPA. W ramach Konferencji „Kresy i ludobójstwo – różne perspektywy pamięci, badań i narracji” jednym z prelegentów był pisarz, poeta, publicysta, świadek historii, którego twórczość odegrała ogromną rolę w popularyzacji wiedzy o tragedii Polaków na Kresach. Stanisław Srokowski opowiedział o roli literatury i filmu w przekazywaniu pamięci historycznej oraz o tym, jak kultura pomaga zachować prawdę o wydarzeniach, które przez wiele lat pozostawały przemilczane. Autor nawiązywał do filmu „Wołyń”, który powstał na podstawie jego opowiadań.
Film i literatura jako nośniki pamięci o Kresach – na przykładzie filmu Wołyń
Najczęściej spotykają Państwo w rozmowach czy dyskusjach politycznych pojęcie Wołyń. Słyszymy o Wołyniu, zbrodnia wołyńska, mordy na Wołyniu, czasami niektórzy mówią, ludobójstwo na Wołyniu, ale rzadziej. Otóż proszę Państwa, chciałbym przypomnieć taką rzecz.
Jaka była struktura ludności przed wojną? Polska przed II wojną światową miała 35 milionów obywateli. W tym 23 miliony rdzennych Polaków, a 12 milionów obywateli polskich wywodzących się z innych kultur, innego języka, innego świata. Kim oni byli? Ilu ich było? Na te 12 milionów, 5 milionów stanowili Rusini i Ukraińcy. Ja specjalnie podaję Rusini i Ukraińcy, dlatego że kiedy były prowadzone badania w latach 1931-1932 i zadawano tej grupie pytanie, kim jesteś, to mniej więcej połowa odpowiadała – jestem Rusinem, a druga połowa odpowiadała – jestem Ukraińcem. Tak że proces ukrainizacji tego społeczeństwa był procesem bardzo długim i oczywiście nie zakończył się do początku wojny. On trwał jeszcze po wojnie, a nawet do dzisiaj w niektórych rejonach można zaobserwować ten proces. Czyli mamy 5 milionów Rusinów i Ukraińców.

Mamy 3,5 miliona Żydów przed wojną. Czyli 10% społeczeństwa to byli Żydzi. Może warto taką uwagę skierować do Państwa, którzy słyszą czasami, że się nam zarzuca, że Polacy są antysemitami, że Polacy są tacy okrutni. Polska była jedynym krajem, który miał aż 3,5 miliona Żydów. Polacy są niezwykle gościnni.
Mamy przed wojną 2 miliony Białorusinów, 750 tysięcy Niemców, mamy 200 tysięcy Rosjan i 150 tysięcy Litwinów. Mamy też sporą grupę Czechów, którzy mieszkali na Wołyniu. Kogo jeszcze mamy? Mamy przedwojennych Cyganów. Dzisiaj to pojęcie zanika, mówimy o Romach. A to byli Cygani. Cyganów mieliśmy 30 tysięcy. I mieliśmy lud wyjątkowy wśród nas, Ormian. Mieliśmy 20, a niektórzy podają 30 tysięcy Ormian.
Ja Państwu podałem tylko 10 narodów, które żyją na jednym skrawku ziemi. Czy to wszystko? Nie. Wśród Polaków byli jeszcze inni: Turcy, Tatarzy, Grecy, Węgrzy, Rumunii, Bułgarzy. W sumie, gdyby tak policzyć literalnie, ilu mieszkańców Europy znajdowało się w Polsce, to można by powiedzieć, że Polska mieściła pół Europy, a może nawet więcej.
To taki jakby znak wywoławczy, czym jest Rzeczpospolita, czym jest ten naród, który z taką gościnnością przyjmował do siebie tak liczne narody. Oczywiście, skutki tego były przerażające w niektórych przypadkach, ale sam fakt przyjmowania tak wielu, to są znamienne liczby, znamienne dane, które mówią o wielkiej gościnności, świadczy o wielkiej sympatii Polaków do ludzi. Do ludzi, podkreślam. Tu nie chodzi o to, że mieliśmy wielką sympatię do tego czy tamtego narodu, tylko po prostu szanowaliśmy ludzi. Tyle jeżeli chodzi o strukturę ludności.
Natomiast jeśli idzie o obszar, na którym się rozegrała tragedia, to zawsze mówimy Wołyń. Wołyń to było jedno województwo. A Polska przedwojenna miała osiem województw kresowych. Przypomnijmy je. Od góry idąc: Białystok, Wilno, Nowogródek, Polesie, Wołyń, Tarnopol, Lwów i Stanisławów. Natomiast zbrodnia, ludobójstwo, które dotknęło nas – właśnie w jakich latach? Bo kiedy mówimy Wołyń, to myślimy 1943 rok, prawda? Ale zanim zaczął się Wołyń w 1943 roku, to działy się dantejskie sceny gdzie indziej, w innych miejscach. Gdzie?
Początek ludobójstwa ukraińskiego sięga 1939 roku. Pierwsze województwo, w którym odbywają się straszliwe rzezie, to jest województwo tarnopolskie. Trzy powiaty: Buczacz, Brzeżany i Podhajce. W tych trzech powiatach zaczyna się straszliwa rzeź. Kiedy? Dokładnie 17 września 1939 roku Sowieci napadają na Polskę i tego samego dnia Ukraińcy wbijają nam nóż w plecy. I to nie jest tak, że ginie pięciu, dziesięciu, piętnastu ludzi. Nie. Giną całe wioski. My znamy dzisiaj te wioski z nazwy.
Czyli mamy początek zbrodni 1939 rok, a koniec tych zbrodni – 1947. Zbrodnie dotyczyły nie jednego województwa wołyńskiego, tylko 7 województw: Wołyń, Tarnopol, Stanisławów, Lwów – objęte w całości. Lubelskie po części na skrawkach. Krakowskie po części na skrawkach. Poleskie po części na skrawkach, a także dotyczyły województwa warszawskiego.
Ja myślę, że takie tło jest bardzo potrzebne, żeby mieć obraz tamtych czasów. Więc wiemy już, kto tam przebywał, jaka ludność, gdzie to było, kiedy to było. Teraz przejdziemy do zasadniczego tematu, czyli jak powstał film Smarzowskiego „Wołyń”.
Literatura na temat zbrodni ukraińskich morderców jest bardzo bogata. Przy mnie siedzi znakomity autor, prof. Stanisław Nicieja. Ma swoje dzieła. Jest to fenomen. 24 wielkie tomy.
Proszę Państwa, podejrzewam, że film „Wołyń” Państwo znają. Ciekawe, kto widział ten film? Widzę, że nie jest tak źle. Chciałem Państwu tylko powiedzieć, że badania, które prowadzili socjologowie przed powstaniem filmu Wołyń w 2016 roku – wtedy powstał ten film, a więc dokładnie 10 lat temu – badano Polaków, co wiedzą o mordach na Kresach. Wynik badań był przerażający: tylko 15% Polaków coś wiedziały o strasznych rzeziach, o straszliwych mordach. To znaczy, że wiedza o tym straszliwym wydarzeniu, o tej katastrofie narodowej, ta wiedza była nikła. Z wielu powodów. Ale taki najbardziej główny powód jest ten, że państwo polskie nie dba o to. Że państwo polskie zaniedbało po prostu swoją własną historię. Zlekceważyło kawał dziejów, ignorując to, co zdarzyło się w latach 1939-1947.
No i teraz przechodzimy już do samego filmu. Otóż wtedy, kiedy film powstał, w 2016 roku, przeszedł błyskawicznie przez telewizje i media różnego rodzaju. I mniej więcej po dwóch latach, możemy powiedzieć, że świadomość dramatu, świadomość tej klęski narodowej, świadomość ludobójstwa ukraińskiego wzrosła w naszym społeczeństwie znacznie. Może jeszcze nie wystarczająco, ale znacznie.
W tej chwili mniej więcej 60% Polaków – a po tych ostatnich wydarzeniach z bieżącego roku, to już pewnie więcej – wie, co się tam stało. Film Wojciecha Smarzowskiego, to on spowodował, że wzrosła świadomość. Ci ludzie poszli na ten film, zobaczyli, dowiedzieli się, co to było i jaki charakter miał ten straszliwy dramat.
Ja bym chciał tak personalnie powiedzieć, jak się zaczęła moja przygoda ze Smarzowskim. Któregoś dnia 2012 roku otrzymuję list, gdzie producent pyta, czy chciałby porozmawiać ze Smarzowskim, ponieważ Smarzowski ma zamiar nakręcić film o zbrodni ukraińskiej. Bardzo mnie ta wiadomość ucieszyła, bo pomyślałem sobie – wreszcie w Polsce pojawi się pierwszy, autentyczny, wielki, godny film, który dotknie tego bólu, tego cierpienia naszego kraju. I rzeczywiście kilka dni później otrzymuję list od samego Smarzowskiego. Przeczytam go Państwu – potem otrzymałem od Smarzowskiego około 100 listów, przez 5 lat i uzgadnialiśmy charakter tego filmu, w jakim kierunku on pójdzie.
Pierwszy list brzmiał następująco: Szanowny Panie Stanisławie, nazywam się Wojciech Smarzowski, mam 50 lat – wtedy miał 50 lat – jestem reżyserem, zrobiłem kilka filmów, między innymi „Róża”, opowiadający o wojennych i powojennych losach Mazurów. Od jakiegoś czasu przygotowuję się do filmu o Rzezi Wołyńskiej. Proszę zwrócić uwagę, tutaj jeszcze Smarzowski nie nazywa tych mordów po imieniu, mówi o rzezi. To jest dość ważne, ponieważ później w trakcie naszych rozmów zaczął mówić o ludobójstwie. Wiedzę o tych wydarzeniach czerpię z książek. Pańska „Nienawiść” – Smarzowski tutaj mówi o moim zbiorze opowiadań „Nienawiść” – zrobiła na mnie potężne wrażenie. Bardzo zależy mi na rozmowie. Przyjadę do Wrocławia 8 kwietnia 2013 roku. Wojciech Smarzowski. I tak się zaczyna przygoda moja ze Smarzowskim.
Spotkanie we Wrocławiu trwało 3 godziny, kiedy się pojawił. Odbyliśmy bardzo długą rozmowę. Po pierwsze chciałem się zorientować jaką wiedzę ma Smarzowski. On miał wiedzę książkową, bo innej wiedzy nie mógł mieć. To, co przeczytał w prasie, w broszurach różnego rodzaju, to, co przeczytał w książkach, wspomnieniach, beletrystyce, nowelach, opowiadaniach. A czytał bardzo dużo. Przekonałem się, że rzeczywiście bardzo dużo czytał. Ta rozmowa uzmysłowiła mi, że musiał przez wiele miesięcy zajmować się czytaniem, tylko czytaniem. A więc miał już jakąś wiedzę.
Kiedy siedliśmy do rozmowy, ja bardzo chciałem wiedzieć, czy on rozumie sam całe zjawisko, czy on rozumie proces, który tam nastąpił, proces całej zbrodni, czy on rozumie, w jakim okresie to się działo, kiedy, gdzie, i tak dalej, i tak dalej. Bardzo dużo już wiedział, ale nie miał uporządkowanej wiedzy.
Kiedy ja roztoczyłem mu taki bardzo szeroki program tamtych wydarzeń, to on był zaskoczony, bo pierwotna wersja jego filmu dotyczyła tylko Wołynia. Czyli tak jak mniej więcej większość z Państwa do tej pory uważa, że Wołyń był początkiem wojny. Ja bardzo szybko, bardzo mocno przypomniałem mu, że jeżeli zrobimy film o samym Wołyniu, to będzie film kaleki, to będzie film nieprawdziwy. Prawdziwy film będzie wtedy, kiedy pokaże cały obszar tej zbrodni. Kiedy pokaże początek tej zbrodni, kiedy pokaże koniec tej zbrodni.

I rzeczywiście Smarzowski po tej rozmowie stwierdził, że bardzo ta rozmowa mu wiele dała. Zacytuję Państwu: Panie Stanisławie, dziękuję za czas, który mi Pan poświęcił. Uruchomił Pan moją wyobraźnię. Pisanie posuwa się niespiesznie, ale wydaje mi się, że w dobrym kierunku. No i tutaj zadaje konkretne pytania dotyczące poszczególnych wydarzeń. Chciałem zapytać, czy udało się Panu dotrzeć do informacji, jak wyglądało ukraińskie wesele. I dalej mówię o szczegółach. Jak wyglądało to, jak wyglądało tamto, gdzie to się działo, jaki charakter był tego, czy tamtego.
W trakcie tej i kolejnych rozmów ze Smarzowskim widziałem, że bardzo interesowały go szczegóły. Zmysł reżysera wymaga, żeby detale były bardzo wyraziste. Bo poprzez detale, szczegóły prowadzi się obraz. Między innymi: jakie były meble w chacie chłopskiej. Nie wiem, czy Państwo wiedzą, najważniejszym meblem w chacie chłopskiej był kufer. Dlatego, że służył do przechowywania rzeczy, ubrań, sukienek, ale to była też księga informacji. Na wieku tego kufra zapisywało się najważniejsze daty danej chaty. Ślub wzięliśmy 14 maja – zapisano, urodził się cielak 25 czerwiec, zmarła babcia 30 grudzień. Fakt, po fakcie. Kufer był taką wielką tablicą informacyjną. W związku z tym, jeśli Państwo pamiętacie film „Wołyń”, to widzicie ten kufer, który tam występuje. To jest ten kufer, który ja przekazałem Smarzowskiemu z mojej chaty. Pamiętam, że moja mama, albo mój ojciec zawsze zapisywali tam rozmaite wydarzenia.
Co jeszcze interesowało Smarzowskiego? Czy na przykład w chatach chłopskich były flinty, czy były dwururki, czy bogaci chłopi mieli zegarki? Mało tego, jaki zegarek, jakiej marki? Reżyserskie oko musi wszystko wypatrzyć.
O co jeszcze pytał? Jak był wypiekany chleb na wsi? Jaki miał kształt? Czy był okrągły? Duże bochny, czy był pachnący? Czy był z kminkiem? Czy był pieczony na liściu kapusty, czy na liściu dębu? A może bez liścia? Na wierzchu chleba wyciśnięty był zawsze znak krzyża. I o to pytał mnie. Tak, był wyciśnięty. Chleb w brytfannie do pieczenia pochodził raczej z pańskiego stołu. Natomiast chłopi piekli na liściu. I to cała różnica. Jeżeli Państwo pamiętają, to właśnie to się ukazuje.
Później rozmawialiśmy o sprawach dużo ważniejszych. Ja mówię, że powinien ukazać pewne wydarzenie z mojej historii. Z mojego własnego życia, z życia mojej rodziny. Na przykład opowiadałem o tym, że w mojej chacie zbierała się w czasie wojny rada starszych. Dziadkowie moi, rodzice, ksiądz – i komentowali wydarzenia. Że coś się zdarzyło w ciągu dnia – rada starszych się zbierała i komentowała. Ja, malutki chłopak, 4, 5, 6-letni, byłem świadkiem tych właśnie narad. Opowieści moich dziadków, pradziadków, wujów czy ciotek były przerażające. Że w danej miejscowości był napad i wymordowanych zostało 85 osób. Byłem przerażony. Bo tam komuś ręce odłamali, komuś oczy wydłubali, komuś język odcięli, tam kogoś wrzucili do studni, tam komuś brzuch rozpruli, tam komuś piersi odcięli. I ja to wszystko słyszałem. Miałem sześć, siedem, osiem, dziewięć lat. Cały czas narada się odbywała, aż do wymordowania mojej wsi. Byłem tak przerażony – ja to opowiadam Smarzowskiemu – tymi opowieściami, moja głowa tak była nasiąknięta tymi obrazami śmierci, że pewnego dnia nie wytrzymałem tego napięcia i uciekłem z domu. Uciekłem z domu i schowałem się w psiej budzie. Dla mnie wtedy pies był dużo ważniejszy niż człowiek. Schowałem się koło psa, tuliłem się do niego i byłem tak jakby uciszony. Ja to opowiedziałem Smarzowskiemu i on w filmie swoim pokazuje takiego chłopca, który ma na imię Franek i ten Franek chowa się w psiej budzie. Żebyście Państwo widzieli relację między wydarzeniem rzeczywistym a filmem.

Jeden z najbardziej przerażających obrazów, jakie przekazałem Smarzowskiemu, to był powrót mojego ojca z wojny. Jest październik 1939 roku, mój ojciec wraca z wojny – w dużym skrócie – z gromadą swoich kolegów żołnierzy. Wraca do domu zmęczony, wyczerpany, zakrwawiony, pełen bólu, cierpienia i w pewnym momencie widzą stodołę. Ten oddział chłopaków się zatrzymuje w stodole, ci najbardziej zmęczeni padają na klepisku, a mój ojciec idzie na stóg słomy i na tym stogu słomy zasypia. Zasypia i w nocy budzi go straszliwy krzyk, wycie, prawie ryk. Podnosi głowę i widzi, że nad tymi jego kolegami, młodymi chłopakami stoi banda potężnych mężczyzn, morderców z siekierami. Temu ucinają głowę, temu ucinają nogę, temu ucinają coś jeszcze. Ojciec przerażony, nie może nic powiedzieć, bo gdyby się tylko odezwał, natychmiast by go zlikwidowali. Mord trwa całą noc. Nad ranem zbrodniarze podpalają na ten stóg słomy i idą do lasu.
Kiedy oni idą do lasu, ojciec wykorzystuje ten moment, kiedy jeszcze może się wysunąć z tej słomy, schodzi i dzięki Bogu jakoś udaje mu się ocaleć. Wraca teraz do domu osmalony, zakrwawiony i później opowiada tę historię, tak jak ja Państwu opowiedziałem. Ja to opowiedziałem Smarzowskiemu. I wątek stodoły i tej zbrodni dokonywanej na żołnierzach jest w filmie. Tylko Smarzowski nie pokazał go w stodole, tylko pod stodołą.
Więc pokazuję Państwu znowu fakt i obraz filmowy. To jest czerpanie opowieści żywych i przekazywanie tych opowieści, przekształcanie ich w obrazy filmowe. Dzięki temu on korzystał z trzech źródeł. Po pierwsze z moich opowiadań „Nienawiść”, jak ktoś zna te opowiadania, to wie, jakie one są – bardzo ostre, bardzo mocne, bardzo porażające. I to, co Smarzowski mi powiedział: my się zgadzamy tutaj na poziomie ostrości przekazu. Pan buduje swoje obrazy, swoje książce w taki sposób, że skóra cierpnie. Ja chciałbym to zrobić w filmie i rzeczywiście zrobił tak. Zrobił właśnie taki film, który jak się ogląda, to skóra cierpnie. Więc jedno źródło, to była moja książka, drugie źródło, to były moje opowieści, a trzecie źródło to były opowieści inne. Rozmawiał jeszcze z innymi świadkami historii.
Dziękuję Państwu za wysłuchanie i bardzo zachęcam tych, którzy nie byli jeszcze na filmie, żeby się wybrali. To jest bardzo dobry film, znakomicie zrealizowano. Chyba jeden z najlepszych filmów w Polsce. Dziękuję bardzo.