Trudno byłoby znaleźć bardziej wyrazisty symbol poczynań administracji 13 grudnia. Nasz kraj jak ursynowski Szpital Południowy.
Fenomen polega na tym, że przodując w gospodarce światowej, nasz kraj bije rekordy drożyzny prądu wśród państw europejskich. I jak tu z nimi konkurować, bo przecież nie – tanią siłą czy wyzyskiem pracowników na śmieciówkach. W każdym razie brukselski garb zielonej ideologii na gospodarce nie pozwala na wykorzystywanie naturalnych zasobów naszego kraju, choćby węgla. Niemniej przy odejściu od pułapki ETS ceny energii spadną o 30%, a dla producentów energii nawet o 60%.
Zadłużenie państwa rośnie w tempie oszałamiającym 1 mld zł dziennie, także z uwagi na niedostateczne uszczelnianie systemu podatkowego (w tym roku brakuje już 40 mld zł). Nie dość tego, podatek bankowy od nadmiernego bogacenia się – nadal tylko w planach, a jeszcze minister finansów blokuje należności od Gazpromu. Tymczasem rosną opóźnienia w budowie portu zewnętrznego w Gdyni – i wątpliwości – czy w ogóle powstanie, tak jak port kontenerowy w Świnoujściu. Postępuje kryzys w branży transportowej (od początku ub. r. upadło blisko 2 tys. firm, czyli o 3,35%). Obok powiększającego się długu (352 mln zł), rośnie spadek wiarygodności branży meblarskiej i drzewnej. Produkcja koreańskich czołgów nie udała się, podobnie może być z amerykańskimi. To paradoks w kontekście wojny za granicą i przekazania Ukrainie pocisków przechwytujących do systemu Patriot.
Kolejny absurd: im bardziej zadłużona służba zdrowia, tym więcej lekarzy-milionerów, spółek i spółdzielni pasożytujących na chorym systemie. Jedna trzecia szpitali powiatowych może nie dotrwać do końca roku. W naszym kraju składka zdrowotna wynosi 9%, gdy w innych krajach kilkanaście procent, a jeszcze występuje masowe marnotrawstwo i wyłudzanie wynagrodzeń. Nie wiadomo, ile zarabiają lekarze, z których 70% pracuje na kontraktach. Lekarze płacą składkę zdrowotną liczoną od minimalnego wynagrodzenia, nawet jeżeli zarabiają ponad 100 tys. zł. Przy dochodach 1 mln zł rocznie składka wynosi 1,5 tys. zł miesięcznie. Niezależnie od tego, przedstawiciele profesji lekarskiej uważają, że z lekarzami jeszcze nikt nie wygrał, tym bardziej, że administracja 13 grudnia przygotowuje ustawę wprowadzającą stosowanie tzw. daremnej terapii (możliwość eutanazji). Tymczasem NIK stwierdził, że w 90% badanych placówkach medycznych narusza się normy organizacji pracy (np. dyżury ponad 70 godz.). W 90% szpitali nie przestrzega się należnego 11 godz. nieprzerwanego relaksu dobowego. Okazuje się, że wynagrodzenie lekarzy to 80% kosztów funkcjonowania szpitali.
Jeżeli od 2023 roku w wymiarze sprawiedliwości trwa stan anarchii, to oczywiste, że w gospodarce nie może być inaczej. Do tego trzeba jeszcze dodać represje wobec dziennikarzy i nękanie przez służby prawicowych nadawców medialnych. Z jednej strony uroczyste obchody Poznańskiego Czerwca czy Radomskiego Czerwca, z drugiej zaś wypłacanie esbekom uprzywilejowanych emerytur. Kombatanci niedokończonej rewolucji „Solidarności” protestują, ale bez rezultatu.
Jeszcze się kręci
Nasza gospodarka nadal – mimo aktywnej destrukcji administracji 13 grudnia – zaliczana jest do najszybciej rozwijających się wśród krajów unijnych. Widać nie wszystko jeszcze zdołano zepsuć. Polska to nie tylko rezerwuar taniej siły roboczej, miejsce taniej produkcji, ale także rozległy i chłonny rynek zbytu, nie mówiąc o tym, że jest istotnym elementem europejskiego przemysłu (produkcja komponentów). Nasz kraj stał się ważnym partnerem dla niemieckiej gospodarki, dystansując Szwajcarię, Wielką Brytanię, Włochy czy Chiny. W 2025 roku import niemieckich towarów przekroczył 100 mld euro. Jeżeli Niemcy cenią sobie polski rynek, to Polacy mogą formułować pewne reguły gry, chroniąc swe interesy – mogą domagać się realizowania zasady wzajemności. Jeżeli tego nie robią, nie wykorzystując możliwości – to sprawa umyślnych zaniechań administracji 13 grudnia.
Niezależnie od tego, rośnie produkcja komponentów dla niemieckiego przemysłu. Od części samochodowych do produktów chemicznych, przetwórstwa spożywczego, nie zapominając o elektronice i sprzęcie AGD. Od polskich dostawców zależy niemiecki produkt finalny. To mógłby być ważny argument (atut) w relacjach gospodarczych. Nie tylko polsko-niemieckich, ale także polsko-unijnych. Reszta jest po stronie administracji 13 grudnia. Trzeba wykorzystać sytuację polskiego rozwoju gospodarczego, bo im silniejsza gospodarka, tym większa podmiotowość państwa.
Druga strona medalu
Administracja 13 grudnia chwali awans naszego kraju do 20 największych gospodarek świata, choć sama nie ma w tym żadnej zasługi. Niemniej to tylko PR zaklęcia, bo wysoka pozycja gospodarcza kraju nie odpowiada codzienności życia obywateli. Z badań CBOS wynika, że ośmiu na dziesięciu ankietowanych jest przekonane, że w naszym kraju nie wszyscy mają równe szanse na osiągnięcie dobrostanu ekonomicznego. Z kolei GUS podaje, że już trzeci rok rośnie odsetek ludzi, którym grozi ubóstwo. Tymczasem w poprzednich latach było ono ograniczane. Tak więc, biednieje coraz więcej ludzi. Szacuje się, że w naszym kraju w ubóstwie żyje ok. 2 mln ludzi (5,2% ludności kraju).
Natomiast 40% gospodarstw domowych musi egzystować przy dochodach mniejszych od minimum socjalnego. Problem w tym, że prawie połowie doświadczonych skrajnym ubóstwem nie należy się pomoc społeczna – po prostu przekraczają przepisowe progi podatkowe. Te zaś – ku zadowoleniu administracji 13 grudnia – nie zmieniają się, ignorując realia gospodarcze i rosnące koszty utrzymania.
Co tam jednak biedni, gdy przybywa bogatych. I nieważne, że pogłębiają się nierówności społeczne. Nie pociesza też, że rosną nominalnie dochody obywateli. Jak podaje GUS, przeciętne miesięczne wydatki na osobę w gospodarstwach domowych w 2025 roku wyniosły 2015 zł (wyższe niż w poprzednim roku o 7,3% nominalnie i o 3,6% realnie). Im więcej bogatych, tym więcej klientów i konsumentów, tym więcej dochodów podatkowych, tym większy impuls do rozwoju gospodarki. Pożytki z bogatych oczywiste, a z biednymi tylko kłopoty.
Biedni nie korzystają z rozwoju gospodarki, ale mogą bogacić się na szeroko reklamowanym przez administrację 13 grudnia systemie kaucyjnym. Na razie zebrano 1,6 mld puszek i butelek (gdy na rynek wprowadzono 3,5 mld). A przecież można jeszcze zbierać tzw. małpki. System kaucyjny miał doprowadzić do przetwarzania 77% puszek i butelek (dotychczas zbiera się ok. 40%). Jest więc wiele do zrobienia. Pieniądze leżą na ulicy. Jak na razie biednych ubiegają operatorzy systemu (ich roczne przychody szacuje się na kilkaset milionów złotych).
Hamulce
Co prawda, 3,5% wzrost PKB mógłby być sukcesem w krajach strefy euro, ale w naszych warunkach oznacza spowolnienie (chłodzenie) gospodarki. Na rynku pracy coraz mniej ofert, mniejsze podwyżki płac, malejące zakupy, spada siła nabywcza wynagrodzeń. Sytuacja przypomina tę z czasów „pierwszego Tuska”. Jednak jest znacznie gorzej. Brukselscy ekoterroryści wyniszczają gospodarkę. Wysokie ceny prądu wykańczają kolejne branże. Hutnictwo żelaza i stali – z natury energochłonne – dobijają rosnące ceny energii. W konsekwencji następuje redukcja produkcji, większe ceny i zanik bezpieczeństwa gospodarczego kraju.
Nie inaczej w branży górniczej, której zagraża brukselska polityka klimatyczna. Podczas gdy światowe wydobycie węgla zwiększa się (także u naszych zachodnich sąsiadów), to polskim kopalniom (także węgla brunatnego) grozi likwidacja.
Przykładem brutalnej ingerencji brukselokratów w gospodarkę państw członkowskich, wbrew traktatom – bo krajom członkowskim przysługuje prawo sprawowania polityki leśnej, zarządzania zasobami przyrodniczymi – jest zmiana w ustawie o lasach. Zajmują one 1/3 powierzchni kraju, czyli na tym obszarze ograniczona będzie suwerenność naszego państwa. Komisja Europejska poprzez finansowanie krajowych organizacji pozarządowych będzie decydowała o gospodarce leśnej. Bez wycinek i cięć pielęgnacyjnych lasy zamienią się w gnijące skanseny, ale dla ekoterrorystów nie ma to żadnego znaczenia.
Tymczasem przybywa wiatraków, nawet na terenach, gdzie zagrażają wojskowym samolotom. Wynikałoby z tego, że inwestycje w OZE ważniejsze są od bezpieczeństwa państwa. Taka sytuacja ma miejsce w okolicach Świdwina czy Kluczborka, ale minister obrony deklaruje, że wojsko nie będzie blokowało budowy wiatraków. Obłęd ekologiczny – do tego doszło w świadomości administracji 13 grudnia. Wiatraki wbrew obywatelom i bezpieczeństwu państwa. Co więcej, Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że każdy kto atakuje OZE, działa na korzyść Władimira Putina. Odejście od zielonego szaleństwa zapowiada prof. Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera, a więc – wyjście z systemu ETS, stabilne OZE, rozbudowa biogazowni, budowa elektrowni wodnych, wykorzystanie geotermii. Czy do tego dojdzie – zależy od elektoratu.
Ludzie
W mediach prorządowych i polskojęzycznych trwa festiwal propagandy sukcesu, oderwany od rzeczywistości, która skrzeczy. W ciągu ostatniego roku liczba bezrobotnych zwiększyła się o ponad 100 tys. ludzi. W niektórych powiatach jest ono nawet dwucyfrowe, na przykład w powiecie szydłowieckim (Mazowsze) – 22,5%, czy leskim (Podkarpacie) – 19,3%. Z danych GUS wynika, że w końcu kwietnia urzędy pracy zarejestrowały ponad 934 tys. bezrobotnych.
W dodatku to resort pracy przyczynia się do wzrostu kosztów prowadzenia działalności gospodarczej (rosną koszty, ceny usług i towarów). Dzielnie sekunduje mu skarbówka, zwiększając liczbę mandatów. Ofiarami padają głównie mali przedsiębiorcy, czyli dziurę budżetową zapełniają najbiedniejsi. Wielkim międzynarodowym koncernom przysłowiowy włos z głowy nie spadnie. Stosują z powodzeniem agresywną optymalizację podatkową, nie mówiąc o mafiach podatkowych czy karuzelach VAT-owskich.
Tymczasem przewiduje się, że minimalne wynagrodzenie wzrośnie tylko o 180 zł brutto. W ten sposób realny wzrost dochodów pracownika będzie w zasadzie nieodczuwalny. Z drugiej strony od dawna zamrożone progi podatkowe oznaczają właściwie podwyższenie podatków. W 2025 roku blisko 2,5 mln podatników wpadło w drugi próg podatkowy. Nie wynika to jednak, że stali się bogatsi, lecz spowodowała to inflacja i wzrost płac. Co tam jednak bezrobocie czy wynagrodzenia, gdy z powodu kryzysu demograficznego będzie brakowało rąk do pracy. W tej sytuacji administracja 13 grudnia zamierza przedłużyć program pilotażowy tabletki „dzień po” dla kobiet już od 15 roku życia. Inicjatywa ustawodawcza prezydenta – zerowy PIT dla rodziców dwójki i więcej dzieci – czeka w sejmowej zamrażarce.

Zamiast 100 konkretów – 101 afer. Niegdysiejsza totalna opozycja, wdrażająca demokrację walczącą pod szyldem ośmiogwiazdkowym, bez żenady urzeczywistnia totalne dziadostwo. W ferworze patologicznej debaty publicznej zapomina się, że gospodarka jest dla człowieka, a nie odwrotnie, tak jak politycy są sługami społeczności.