Tragedia i nadzieja

Tak za Quingleyem (Carroll Quigley, Tragedy and Hope. A History of The World in Our Time, 1966) można by tytułować krótkie rozważanie na marginesie wielkich „zderzeń cywilizacyjnych” opisywanych dopiero co, to jest 30 lat temu lub trochę wcześniej, bo 100 lat temu (Feliks Koneczny).

Jest wielość cywilizacji. Profesor Bogdan Góralczyk, wybitny sinolog uważa, że Chiny, Indie i Rosja, co już uprzednio zaznaczyłem, to odmienne cywilizacje ukryte pod płaszczami państwowych struktur. Jak wiadomo w erze globalnej komunikacji (od końca XIX wieku co najmniej) żyjemy w wiosce, którą nazywamy Ziemią. Tu mieszczanie i rolnicy, żołnierze i prawnicy, szlachta i chłopi – żyją jednak w różnych systemach organizacji życia zbiorowego. Feliks Koneczny uważał – i nie bez racji – że w jednym miejscu (np. w mieście, ale i w państwie) nie można żyć naraz według różnych „metod życia zbiorowego”. Któraś z nich musi w końcu pokonać inne. Ten cywilizacyjny genocyd obowiązuje jako reguła na całym naszym pięknym świecie.

Chcą czy nie chcą, inne niż europejskie terytoria i wspólnoty, przyjmują nasze twory instytucjonalne – parlamenty, rządy, uniwersytety, banki itp. Czasem wygląda to karykaturalnie, ale bez tego naśladowania wynalazków cywilizacji łacińskiej nie da się żyć. W bliższej i w dalszej perspektywie. W dalszej perspektywie cywilizacje, takie jak chińska, turańska – kultura Wielkiego Stepu (Rosja), Indie czy nawet Niemcy będą musieli przyjąć takie „łacińskie” założenia. Bowiem ta cywilizacja jest twórcza, bo podstawą jej jest aksjologia wolności. Grecy dali nam naukę (filozofia), Rzymianie prawo, Semici religię (chrześcijaństwo), a Polacy – wolność, jako zasadę bytu obywatelskiego. Uzgodnić, wynegocjować, stosować (Carroll Quigley, The Evolution of Civilizations: An Introduction to Historical Analysis, 1961).

Flaga polska i brytyjska na ruinach klasztoru Monte Cassino

Różnice – nieusuwalne i nienegocjowalne – można w największym skrócie ująć w takiej oto triadzie prawnoustrojowych zasad: wszystko co nie jest zakazane – jest dozwolone (cywilizacja łacińska – prawo rzymskie i polskie); wszystko co jest zakazane jest zakazane, a wszystko co jest dozwolone jest dozwolone (cywilizacja bizantyjska); dozwolone jest to, co jest nakazane (cywilizacja turańska). Wiek XX przyniósł szczególne modyfikacje post turańskie (Rosja Sowiecka – cywilizacja komunizmu, socjalizm narodowy niemiecki) i post bizantyjskie (włoski faszyzm – totalizacja państwa).

Obecnie, jak utrzymuje wielu ekspertów z dziedziny geopolityki, świat jest na historycznym zakręcie: starego ładu już nie ma, a nowy się jeszcze nie skrystalizował. Która z form cywilizacyjnych zwycięży? Nadzieja (Hope) w tym, że zwycięży, to jest pokona, wykończy wszystkie inne – cywilizacja łacińska, dogłębnie schrystianizowana. Tragedia (Tragedy) zaś w tym, że prawdopodobnie nie obędzie się bez konfrontacji zbrojnej. Chiny komunistyczne, wielki zmodernizowany totalistyczny hegemon (1,5 mld ludności, w tym 98 mln członków Chińskiej Partii Komunistycznej) w starciu z Tajwanem (20 mln ludności). Ta wyspa to odblask cywilizacji łacińskiej na Dalekim Wschodzie. Wydaje się, że czy to na drodze zbrojnej czy pokojowej, ta konfrontacja przyniesie koniec demokratycznej wspólnocie wyspiarzy.

Ale, ale! Tak nie musi być i to nie dlatego, że Amerykanie zechcą „umierać za Tajwan”. Francuzi w 1939 roku nie chcieli „umierać za Gdańsk”, więc rok później umierali za Paryż.

Polska. Średniej wielkości państwo w środku konglomeratu narodów Europy, ma z jednej strony sojusznicze dzisiaj Niemcy, a z drugiej, przez wątłą barierę „UBL” (Ukraina, Białoruś, Litwa) graniczy z notorycznie wrogą Rosją, a nawet wprost z rosyjskim rejonem królewieckim. Dobrze byłoby wiedzieć, co się za tym kryje. Ale to zostawmy naszym dyplomatom i służbom.

Teodor Axentowicz. Dziewczyna z modlitewnikiem

Rzecz w tym, że na naszym narodowym terytorium wśród naszego obywatelskiego związku podziały cywilizacyjne poniekąd odtwarzają model światowej mozaiki. Z niewielkimi wyjątkami. Raczej nie mamy liczących się reprezentantów cywilizacji chińskiej lub japońskiej, mamy tylko symboliczną resztkę niegdyś licznej reprezentacji cywilizacji żydowskiej, a także bizantyjskiej (Niemcy) i turańskiej (Rosjanie), albo islamskiej (Tatarzy). Ale to wśród samych „prawdziwych Polaków” mamy reprezentantów różnych cywilizacyjnych porządków. Ale nie tylko stąd biorą się teraz twarde podziały mimo wzywania do „jedności narodowej” (był taki „front” swego czasu). Czy jest to podział (na dwie „nierówne połowy”) pomiędzy cywilizacyjnymi dziedzicami komunistycznej formacji i całej reszty – uchodzącej, wobec tego za „prawicę”?

Pięknie nasz kłopot narodowy ilustruje wcale nie nowa, ale aktualna anegdotka z 1921 roku. Oto jest święto 3 maja w Nowogródku (albo w Wołkowysku, gdzieś tom w naszych stronach). Przemawia starosta na wiecu do licznie zgromadzonej publiczności: I ot nasza otczizna rozdzielena była trzema zaborcami na trzy nierówne połowy – jedna wzieli Afstryjcy, druga Niemcy, a trzecia my. Moralną wielkość tamtej Rzeczpospolitej symbolizują dwa cmentarze: ten w lesie katyńskim i ten drugi na górze Monte Cassino. Dwa świadectwa zwycięstwa cywilizacji łacińskiej z ducha chrześcijańskiej, a leżą tam szczątki wyznawców różnych religii, różnych narodowości i stanów i warstw społecznych.

1939-1989 to 50 lat. Epoka!

W tym czasie najróżniejsze wpływy, idee i konieczności, przymusowe i dobrowolne zginanie karku, naśladowanie podsuwanych i wymuszanych wzorów myślenia i zachowań – zostawiło jakiś ślad. Zaprogramowana przez nowych okupantów i zaborców oraz demoralizacja niejako spontaniczna, bo wynikająca z wojny i nędzy – objęła znaczne części polskiego społeczeństwa. Polskie Państwo Podziemne musiało walczyć i z okupantami i z bandyterką, pospolitym złodziejstwem i prostytucją (fizyczną i duchową). Komunistyczna agentura osadzona przez Moskwę przejęła pod swoją opiekę tzw. element. Bo też innych kadr zbyt wiele nie miała.

Partyzanckie oddziały Armii Ludowej i bojówki Gwardii Ludowej nękały dwory ziemiańskie, rabowały co zamożniejszych mieszkańców wsi i miasteczek i zwalczały polską konspirację niepodległościową. W ich ręce trafiła po wojnie władza i „rząd dusz”, styl życia, słownictwo i profesorskie katedry. W kategoriach socjologicznych możemy mówić, że nowy ustrój znalazł swoją bazę społeczną nie tyle w proletariacie – warstwie robotniczej, co w lumpenproletariacie. To jednak dwie radykalnie odmienne formacje kulturowe. Różne aksjologie.

Komuniści zdawali sobie sprawę z własnej słabości i dlatego terror na wszystkich poziomach życia społecznego był niezbędnym czynnikiem dla sprawowania władzy i pozyskiwania „życiowych” profitów i symbolicznych honorów (stanowiska, ordery, tytuły). Celem było wyhodowanie własnej elity. W każdej dziedzinie życia. Elity dawnej Rzeczpospolitej miały swoje miejsce – w grobie.

Miała powstać „nowa kultura” (był nawet tygodnik o takiej nazwie), oczywiście kultura „proletariacka”. Ale kto i z czego tę kulturę miał tworzyć? Zlecono więc badania socjologiczne. I oto profesor Józef Chałasiński w 1953 roku kończąc swoje prace mógł stwierdzić, że w Polsce mamy „dominujący trend drobnomieszczański o chłopskim rdzeniu kulturowym”. Gnębienie wsi, poniżanie chłopów – to był sposób na „duchową przemianę” polskiego etosu. Bo wieś to też religia, to tradycja, to praca „na swoim”. Bo po 1863 roku, powstańcy „dali krajowi 20 milionów obywateli”, bo rosyjski samodzierżca musiał potwierdzić edykty powstańczych Rządów Narodowych – polskiego, litewskiego i ruskiego (ukraińskiego). I tak chłopi otrzymali także w zaborze rosyjskim ziemię na własność. W Rosji nie otrzymali ziemi nigdy!

W tym 1920 roku Polskę obronił, odbudowywał i budował polski włościanin. Operacja wymiany „rdzenia kulturowego” w polskiej kulturze nie powiodła się do końca. Ten rdzeń dawny wiejski, chłopski, ale i powstańczy i poniekąd szlachecki w symbolicznych detalach przetrwał. Trend drobnomieszczański się wzmocnił. I to jest jedna połowa naszego społeczeństwa, można powiedzieć, że „solidarnościowa”. Jest i druga. Jej trend drobnomieszczański, ale rdzeń kulturowy jest inny – lumpenproletariacki. Specyficzny język wypowiedzi (nasycenie wulgaryzmami), zapowiadanie wręcz wyniszczenia kulturowej i politycznej konkurencji, jak na przykład wzywanie nie do jakiegoś „pokonania”, lecz wprost do „wymordowania czytelników Gazety Polskiej”, czy identyfikowanie się po haśle ukrytym pod ośmioma gwiazdkami – to jest ten styl.

Koalicja szeroko pojęta, na którą w życiu społecznym składają się najróżniejsze grupy i instytucje, jednoczy uczestników cywilizacyjnej formacji radykalnie odmiennej od dziedzictwa cywilizacji łacińskiej. Ten radykalizm zbliża się ku tej „metodzie życia zbiorowego”, którą św. Jan Paweł II nazywał cywilizacją śmierci.

Z tym nie możemy się pogodzić. Tutaj nie ma szans na negocjacje.

Albo – albo!

Bo to nie jest sprawa ambicji dwóch starszych panów, Tuska i Kaczyńskiego, jak chciałby to widzieć pan profesor Antoni Dudek. To jest sprawa życia i śmierci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *