Zapaść gospodarcza, dziura budżetowa, zapaść demograficzna i bezprawie. Dyktatura brukselskiego lewactwa i monopol mediów polskojęzycznych. Mowa nienawiści i polityczna poprawność jako forma komunikacji międzyludzkiej. Skłócone społeczeństwo na rozdrożu, czyli krajobraz przed przełomem lub katastrofą. Kraj bez gospodarza.
W rok po wyborach prezydenckich zwolennicy koalicji rządzącej nadal liczą głosy. Posłowie kombinowali z zaprzysiężeniem prezydenta. W końcu zmienili regulamin obrad sejmowych, żeby prezydencki minister mniej mówił. Zorganizowali kabaret sejmowy z kandydatami na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. W wystąpieniach prześcigają się jako obrońcy praworządności, ale w swoich biurach zatrudniają asystentów na śmieciówkach.
Mimo obiecanek i oszustw, a dzięki polskojęzycznym mediom, PO w 2023 po raz kolejny przegrała wybory sejmowe. Jakby nigdy nic, zmontowała egzotyczną koalicję, na przekór preferencjom wyborczym elektoratu. Niezależnie od jej nieudaczności i szkodliwości, doszło nawet do zmiany ustroju państwa, gdy towarzysz rotacyjny marszałek sejmowy ogłosił, że jest członkiem koalicji rządzącej, tym samym łącząc władzę ustawodawczą z wykonawczą. W rezultacie powstają nielegalne sejmowe komisje śledcze (już pochłonęły 7 mln zł), z których nic nie wynika, co najwyżej żenada i kompromitacja. To tak, jak nielegalni prokuratorzy ścigający Patryka Jakiego za decyzje personalne.
Zabójca sierżanta Mateusza Sitka od dwu lat pozostaje niezłapany i nieosądzony, mimo że jego tożsamość jest znana, jak i – podobno – miejsce pobytu. Prokuratura nie działa tak dynamicznie, jak w szykanowaniu opozycji. Co więcej, obrońcy granic muszą się mieć na baczności, bo powstał specjalny zespół prokuratorski, śledzący ich działania. Dlaczego nie ma takiego zespołu do łapania dronów czy balonów, także aktywistów przemycających migrantów – pozostaje tajemnicą administracji 13 grudnia.
Brukselokraci i celebryci
Brukselskie regulacje przyczyniają się do znacznego podwyższenia cen energii (w Azji jest tańsza 5 razy, w USA – 3 razy), a w konsekwencji innych opłat, ponoszonych przez obywateli. W 2020 roku miesięczne koszty mediów (woda, prąd, ogrzewanie, śmieci) w stolicy wynosiły 176 USD, a w 2025 roku już 357 USD, co jest unijnym rekordowym wzrostem. Tymczasem administracja 13 grudnia kreuje obywateli na śmieciarzy. Media reklamują zbierających butelki, a już skarbówka chciałaby ich opodatkować. Niezależnie od tego samorządy alarmują, że system kaucyjny przyczyni się do wzrostu opłat za śmieci, bo gminy tracą wpływy z surowców wtórnych. Poza wszelką kontrolą pozostaje napływ do naszego kraju ziemniaków, truskawek czy migrantów.
Pożyczka brukselska na zbrojenia jest tak transparentna, że nie wiadomo, jakie jest oprocentowanie. Już teraz jej koszt wzrósł o dodatkowe 8 mld zł. Nie wiadomo, dlaczego rządzący ją zaciągnęli, mając do dyspozycji wykorzystanie zysków banku centralnego (projekt prezydencki). W każdym razie obecna zmiana modelu finansowania zbrojeń to raczej łatanie dziury budżetowej (kontrakty aneksowane). Poza tym KE chce wykorzystywać mechanizmy warunkowości, co tym bardziej zaciemnia warunki finansowania. Niemniej szeroko reklamowane pomysły finansowania polskiego zbrojeniowego to w dużej mierze zabiegi propagandowe.
Minister zdrowia kłamie o diagnostyce obrazkowej, że przywileje pacjentów onkologicznych będą zachowane. Podczas gdy gospodarka boksuje w bagnie niskiego wzrostu, powstały firmy ułatwiające uzyskiwanie środków z KPO. Nadzwyczajna kasta nie daje za wygraną. Łódzka adwokatka przyjmowała honoraria w narkotykach. Tymczasem podający się za artystów są tak przekonani o swojej wyjątkowości, że podatnicy powinni im fundować ZUS. Artyści budują tożsamość narodu – chwali pato-celebrytów minister kultury, przekonana o ich znaczeniu dla promocji rządzących.
Czwartego czerwca – święto grubej kreski i częściowo wolnych wyborów. W sam raz dla obywateli Polskiej Rzeczpospolitej Grubokreskowej. Święto Niepodległości – 11 listopada – nie dla nich. Taka polityka historyczna, którą uzupełniają państwa sąsiednie. Ukraińcy gloryfikują UPA, odmawiając chrześcijańskiego pochówku swym ofiarom. Niemcy mówią o współsprawstwie w hitlerowskich zbrodniach, zapominają o reparacjach. Wracając do 4 czerwca. Właśnie 34 lata temu grubokreskowi postkomuniści i neoliberałowie obalili rząd Jana Olszewskiego, a tym samym odsunęli lustrację i dekomunizację w bliżej nieokreśloną przyszłość.
Groźba zagłady
Kraje unijne wyludniają się w zastraszającym tempie (nie licząc migrantów). W 2024 roku urodziło się zaledwie 3,55 mln dzieci – to jest najmniej od 60 lat. Eurostat prognozuje, że do 2100 roku liczba „unijczyków” zmniejszy się o 53 mln (12%). Europa traci swe wielowiekowe przewodnictwo gospodarcze, cywilizacyjne, kulturowe. Mimo to brukselokraci konsekwentnie zwalczają tradycyjny model rodziny, ukształtowany na wartościach i wzorcach chrześcijańskich. Promują homo-związki, posiłkując się orzeczeniami TSUE. Co więcej, KE wspiera tzw. turystykę aborcyjną, dzięki funduszowi do walki z ubóstwem i wykluczeniem społecznym. W ten sposób KE pozwala sobie przekraczać swoje kompetencje i zapisy traktatowe (zdrowie reprodukcyjne i seksualne, edukacja seksualna to kompetencje państw członkowskich).
Przewiduje się, że do 2040 roku ludność naszego kraju zmniejszy się do 34,66 mln osób. Wiele wskazuje, że jest to tendencja nieuchronna, zważywszy antyrodzinną i antynatalistyczną propagandę, nie mówiąc o lansowaniu aborcji jako świadczenia opieki medycznej. Niemniej w niektórych regionach kraju (Kaszuby, Podkarpacie) współczynnik urodzeń (2,32 – 1,19) znacznie przekracza ten w wielkich miastach (Warszawa – 0,86, Poznań – 0,7, Łódź – 0,45). Praktycznych wniosków z tych faktów nikt nie wyciąga, bo musiałby promować rodziny tradycyjne, wielodzietne – jako pożądany wzorzec kulturowy. Nic więc dziwnego, że liczba ludności w 2025 roku wynosiła 37,33 mln (w 1990 – 38,07 mln), a współczynnik dzietności spadł w 2025 roku do 1,068 (w 2024 – 1,099). To jedna z najniższych dzietności na świecie, ale w innych krajach unijnych nie jest lepiej. Nie traktują jednak zapaści demograficznej jako podstawowego zadania państwa, jak zapewnienie bezpieczeństwa militarnego, energetycznego czy żywnościowego.
Tymczasem w polskich szpitalach coraz więcej aborcji. W 2024 roku 885 (dwa razy więcej niż w poprzednim roku). W 2025 roku – według niepełnych danych – 851. Koszt – 3,3 mln zł (za uśmiercenie jednego dziecka obywatel-podatnik płaci 3,9 tys. zł). W 2025 roku urodziło się w naszym kraju 238 tys. dzieci – to najmniej od czasów II wojny światowej. Nic nie zapowiada zmian, gdy do aborcji wystarczy zaświadczenie od psychiatry.
Armaty i ziemniaki
Minister finansów, który bezkarnie poskąpił subwencji największej partii opozycyjnej, jest sprawcą rekordowego deficytu sektora instytucji rządowych i samorządowych (w 2025 roku – 7,3% PKB), za co został awansowany na wicepremiera. Chwaląc się przynależnością do 20 najbardziej zaawansowanych gospodarek świata, zapomina, że nasz kraj plasuje się na 19. miejscu w UE pod względem PKB na głowę mieszkańca, jeżeli idzie o parytet siły nabywczej (81% średniej unijnej). Jeszcze gorzej – piąte miejsce od końca UE – zajmuje nasz kraj pod względem udziału płac w PKB – 42,1%. Co gorsza, coraz więcej ludzi pracuje na śmieciówkach (jak za „pierwszego Tuska”). Jak podaje Eurostat, spośród 17,3 mln zatrudnionych ponad 1,5 mln osób pracuje na umowie-zleceniu.
Podczas gdy gospodarka światowa powraca do węgla, krajowe kopalnie notują straty, inne przygotowują się do likwidacji. Regulacje unijne są nieubłagane (przynajmniej dla administracji 13 grudnia) – nie uwzględniają potrzeb lokalnych gospodarek, ani realiów rynkowych. Jeżeli tak dalej pójdzie, to do 2030 roku zostaną tylko 3-4 kopalnie. Niezależnie od tego, brukselska polityka klimatyczna (wysokie ceny energii, zakupu CO2) dobija krajowe huty, branżę motoryzacyjną, cementownie (te ostatnie osłabia także import spoza UE). Bezradność administracji 13 grudnia sięgnęła także szeroko reklamowanego brukselskiego programu zbrojeniowego „der SAFE”. Okazuje się, że Wojskowym Zakładom Lotniczym w Bydgoszczy grozi utrata płynności z powodu braku środków i zamówień. Czegoś takiego jeszcze nie było – ale jest. Tak jak potop ziemniaczany (z krajów zachodnich) i brak pomocy dla rolników czy blokowanie niższego VAT na żywność.
Aktywiści i niedźwiedzie
Śnięte ryby w Odrze nie wywołują zainteresowania polskojęzycznych mediów (bo nie „pisowskie”). Niemniej rzeka nadal pozostaje obiektem manipulacji organizacji pozarządowych, które działają jak obce agentury, byle ją „upodmiotowić”, czyli wyeliminować z gospodarki. Podobnie brak wspomnianego zainteresowania upadkiem polskiego przemysłu drzewnego (światowa marka meblarstwa), spowodowanego moratorium na wyręb i mnożeniem rezerwatów. Lasy nie dla gospodarki leśnej – to ideał aktywistów-ekologistów, którzy dorwali się do administracji państwowej. Dla nich nawet atakowanie ludzi przez niedźwiedzie (wypadki śmiertelne) nie jest argumentem – bo po co ludzie chodzą do lasu, to przecież nie jest ich środowisko. Tak więc, zamiast planowej redukcji dzikich zwierząt (jak w innych krajach), resort powołuje specjalną grupę interwencyjną za 16 mln zł, mającą odstraszać dzikie zwierzęta. Skuteczność takiego pomysłu żadna, ale coś przecież trzeba zrobić, by zapobiec malejącej turystyce. Podobnie działa stołeczny magistrat, organizując zespół ds. dzikich zwierząt, traktując bezpieczeństwo mieszkańców na równi z ochroną zwierząt.
Tymczasem rolnictwo znajduje się na granicy opłacalności. Rosną ceny nawozów (ETS), paliwa, maszyn. Na dodatek – czego nie bywało – spóźniają się wypłaty dopłat bezpośrednich. Dla rolników to destabilizacja produkcji, dla obywateli – zagrożenie bezpieczeństwa żywnościowego, dla resortu – kolejny kłopot, jakby było mało w związku z napływem żywności ukraińskiej i z krajów Mercosur.
Prawem i bezprawiem
Gdy służby specjalne i wymiar sprawiedliwości prześcigają się w pacyfikowaniu opozycji, to wcale nie znaczy, że obywatele płacą podatki na państwo jako dobro wspólne – co najwyżej na demokrację walczącą, nie mówiąc o politycznej poprawności. W zamrażarce sejmowej leżakuje ustawa o zakazie propagowania banderyzmu i kłamstwie wołyńskim. Sprawa jak najbardziej aktualna, ale nie dla towarzysza marszałka rotacyjnego, który – jak widać – inaczej rozumie rację stanu. Afrykański migrant zaatakował w Lublinie. Odpowie za „lekkie uszkodzenie” ciała. Nie będzie aresztowany ani deportowany. To tradycyjna polska gościnność czy głupota lewacka. Podobnie z ustawą o statusie osoby najbliższej. Substytut małżeństwa bez obowiązków, ze wszystkimi przywilejami – to pomysł jak z kraju bez prawa, bez konstytucji.
Wskazania czy orzeczenia TSUE nie są źródłem prawa – tym bardziej gdy dotyczą wymiaru sprawiedliwości czy spraw obyczajowych, ale dla prounijnych obywateli polskich – jak najbardziej. Być może z czasem ujawnią się motywacje ich poczynań.
Na razie ujawniono, że Monika Wielichowska, wicemarszałek sejmu, była przeciw ustawie „stop pedofilii” (w tle afera kłodzka). Tymczasem urzędy cywilne już się pospieszyły z rejestracją homo-związków, gdy toczy się sprawa w Trybunale Konstytucyjnym. Państwo bezprawia działa wbrew prawu, wbrew interesom obywateli, wbrew państwu jako wspólnemu dobru. Czy takie państwo stać na nową konstytucję?!