W ujęciu Jana Pawła II tożsamość jednostki wiąże wymiar indywidualny (osobowy) z zakorzenieniem w historii (własnej i narodu) oraz relacji transcendentnej z Bogiem. Zaznaczam nie „łączy”, a raczej „wiąże”, jest to bowiem relacja wiązania, a więc uprawnienia i obowiązku. Nie bez przyczyny jedna z głównych prac naukowych tego polskiego świętego naszych czasów ma tytuł „Pamięć i tożsamość”. Nie ma tożsamości społecznej bez wspólnej świadomości i bez utrwalonych w danym społeczeństwie, narodzie i rodzinie wartości.
W nawiązaniu do powyższej myśli często się mówi o kryzysie, zazwyczaj jednak nie o tzw. strukturalnym. W tym miejscu wyjaśniam, że jest on wielowarstwowy i współistniejący z kryzysami, które można również rozpatrywać rozdzielnie. Warto jednak te kryzysy uszeregować.
Najpoważniejszym jest kryzys tożsamości. Zacznę od kwestii rodziny. To problem więzi rodziny wielopokoleniowej, która zanika (babcia, dziadek – wnuk, wnuczka), a do tego dochodzi kryzys rodziny samej w sobie i relacje między jej podmiotami. I kolejna kwestia: zapomina się, że rodzina to nie tylko kontrakt. To przecież podmiot samodzielny, współistniejący i pod ochroną państwa, bo sama sobie i państwu wyznacza cel. Ale i państwo kreuje cel rodzinie, dlatego ją ochrania, niezależnie od praw pochodnych jednostki. Prawa rodziny nie są wtórnym zestawem przywilejów wynikających z praw indywidualnych jednostki.

Aby przezwyciężyć ten kryzys należy oczekiwać co najmniej 15-30 lat, tak by relacje i ciągłość świadomości nie tylko kulturowej (narodowej, etosu wspólnej historii) zaczęły utrwalać trzecie, najmłodsze pokolenie.
Niezwykle istotne i wielowymiarowe są skutki planowego przerwania procesu budowy ciągłości tożsamości międzypokoleniowej. Ne należy winić tu tylko rodziców czy porażki misji społecznej edukacji. Odpowiedzialność za negatywne zmiany spoczywa w o wiele większym stopniu na narracji publicznej, zwłaszcza na modnych obecnie, powszechnie dostępnych, mediach. Towarzyszy temu ideologia zaprzeczania tradycji, fałszywa konotacja postępu kojarzona z bezrefleksyjnym konsumpcjonizmem lub relatywizacją wartości, prowadząca do nihilizmu światopoglądowego czy wręcz negacji wartości kulturowych.

Drugi w szeregu to kryzys demograficzny. Powiązany jest z pierwszym, ale tu traktuję go samodzielne. Dane statystyczne i alarmujące prognozy demograficzne wskazują na spadek ludności Polski w ostatnich 35 latach. W ciągu najbliższych 35 lat, przy obecnym indeksie dzietności w Polsce, ludność kraju zmniejszy się o ok. 6,6 mln osób. Są to liczby większe niż wielkość polskiej straty ludności w czasie II wojny światowej!
Przypomnijmy, że w latach 1938-39 zamieszkiwało ówczesna Polskę nieco powyżej 35 mln obywateli. W ciągu 7 lat, na skutek eksterminacji wojennej i zmian terytorialnych liczba polskich obywateli zmalała o blisko 11 milionów ludzi. Dopiero po 20 latach – lat biedy, odbudowy i wyrzeczeń – to jest w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, na obszarze współczesnej Polski nastąpiło wyrównanie demograficzne. Dopiero wówczas polskie rodziny przezwyciężyły skutki II wojny światowej dotyczące potencjału ludnościowego. Nieco ponad 15 lat później nastąpiła stagnacja, a od 1988 trwa w Polsce pogłębiający się kryzys demograficzny. Zjawisko i przyczyny są wielowarstwowe.
Podkreślę w tym miejscu tylko jeden z wielu aspektów. Wszyscy chcą studiować, upatrując w sformalizowanych studiach inwestycji w przyszłość. Nieliczni w czasie studiów chcą mieć dzieci, w dzieciach nie upatrują bowiem inwestycji w przyszłość. Dla wielu młodych kobiet dziecko kojarzy się raczej z „obciążeniem”, a nie z zasadniczym elementem trwałości podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina. Zmiana nastawienia do ojcostwa ma również istotne znaczenie. Zjawisko to występuję nie tylko w Polsce. Rzekłbym raczej, że dotyczy Europy, a nawet szerzej – można tu mówić o całej cywilizacji zachodniej. Dotacje finansowe państwa z uwagi na zmiany mentalne i cywilizacyjne nie przynoszą zamierzonych skutków.
Przezwyciężenie tego wieloaspektowego kryzysu wymagałoby co najmniej 15-20 lat. To, że byłby on krótszy niż okres przezwyciężania kryzysu tożsamości, oczywiście nie napawa optymizmem. Obydwa bowiem są ze sobą powiązane mentalnie i strukturalnie.
W przestrzeni medialnej o wiele głośniej mówi się o polskim kryzysie ekonomicznym. Dotyka wielu warstw społecznych i można go rozpatrywać z kilku punktów widzenia. Nie chodzi przecież w nim tylko o coraz droższe i wyczerpujące się surowce, zwłaszcza energetyczne. To również zapaść relacji między niedoinwestowaną nauką a przemysłem wytwórczym. Innowacje technologiczne – jedna z istotnych podstaw rozwoju – są zbyt powolnie wdrażanie do masowej, a nie tylko eksperymentalnej czy próbnej produkcji.
Drugą zauważalną wyraźnie tendencją jest zadłużanie się państwa. Proces ten trawi państwo jako całość, zatem dotyczy nie tylko finansów agendy rządowej (budżetu państwa), lecz również samorządów. Kryzys finansów samorządowych, zwłaszcza dużych miast, trwa i pogłębia się od ponad 30 lat! Rolowanie długów samorządowych nie ma przyszłości. Intensywne przerzucanie długu na przyszłe pokolenie zaprzecza inwestowaniu w przyszłość. Konkluzja jest nazbyt oczywista: należy rozpocząć zasadniczą reformę systemową w finansach publicznych oraz w strukturze tzw. masy podatkowej. Należy zmienić i uściślić gwarancje konstytucyjne. Zmiany społecznie będą niepopularne. Era nieograniczonej konsumpcji powoli się kończy.
Nikt na przykład nie chce społeczeństwu wyjaśnić, że służba zdrowia, leczenie i obciążenie społeczeństwa wydatkami na ten cel rośnie i będzie rosnąć. W mniej drastyczny sposób dotyczy to wydatków inwestycyjnych w badania podstawowe i laboratoria, będące podstawą do poszukiwań nowych technologii.
Kolejny aspekt: jesteśmy w przededniu braku wody zdatnej do picia na znacznych obszarach Polski i nie dotyczy to tylko wody na potrzeby rolnictwa. Dodam, że ochrona środowiska naturalnego lub jego renowacja również wymaga coraz większych nakładów o znacznie wydłużonym okresie zwrotu.
Paradoksalnie, choć kryzys ekonomiczny coraz bardziej jest uświadamiany, można go przezwyciężyć w o wiele krótszym czasie niż wcześniej wspomniane. Kryzys wzrostu PKB można przezwyciężyć w ciągu 5-7 lat. Inne elementy kryzysu gospodarczego, przy umiejętnym niwelowaniu zapaści gospodarczej, można przezwyciężyć w skali nawet jednego pokolenia.
Jest oczywistością, że kryzysy – tożsamości, demograficzny i gospodarczy – obniżają zdolności kreacji własnej, samodzielnej polityki państwa, w skrajnym przypadku sprzyjają iluzji suwerenności, swoistej suwerenności papierowej, a raczej medialnej, gdzie flaga państwowa czy hymn służą bardziej do wyrażania emocji w czasie masowych imprez niż wzmacniania świadomości wspólnych wartości tych, którzy hymn śpiewają.
Wyróżnione tu kryzysy to nie tylko zjawisko polskie. Słabnąca tożsamość, zwłaszcza kulturowa i historyczna, konsumpcjonizm połączony z egotyzmem oraz relatywizm w postrzeganiu wartości, mają charakter globalny, a w sposób szczególny dotykają tzw. cywilizacji Zachodu.
Gdy piszę ten artykuł, mija rocznica śmierci Cypriana Kamila Norwida. Zmarł 23 maja w 1883 roku w paryskim przytułku, w biedzie i zapomnieniu. Zakończę jego słowami: „Naród, który się oburza, ma prawo do nadziei, ale biada temu, który gnije w milczeniu”.