Jednemu z felietonów w „Warszawskiej Gazecie” dałem tytuł: „Czy Morawiecki przebije się przez mur oportunizmu?”. Chodziło mi o nową inicjatywę byłego premiera, czyli o powołanie stowarzyszenia „Rozwój plus”. W tym felietonie powołałem się na inny mój tekst, w którym pisałem, że przed wojną mieliśmy wielkich mężów stanu: Piłsudskiego, Dmowskiego, Paderewskiego, Witosa i Korfantego. I dalej mówiłem:
To były wielkie postaci swojej epoki. Ale i dzisiaj jaśnieją na mapie historycznej RP. A jaśnieją, bo ciągle coś znaczą. Nieustannie się do nich odwołujemy. A odwołujemy się, bo byli dla swoich i nie tylko swoich czasów wizjonerami, prognostami, futurologami. Coś ważnego o swoim świecie nam powiedzieli. Coś ważnego napisali, stworzyli, wyrazili.
Opowiedzieli, jakiej chcą Polski. Jak widzą przyszłość. Powiedzmy Roman Dmowski: „Myśli nowoczesnego Polaka”, „Kościół, naród, państwo”, „Nasz patriotyzm”, „Kwestia ukraińska”. Wielki wizjoner, analityk, badacz. Wiedział, jakiej chce Polski (…) A Paderewski? Wielki mąż stanu, artysta, pianista, kompozytor, wizjoner sztuki. A Witos: „Moje wspomnienia”, „Wybór pism”, wielki działacz chłopski. To była elita! (…)
A nasze elity? Szkoda gadać. Żadnej wielkiej idei. Żadnej wizji RP na dwadzieścia, pięćdziesiąt lat do przodu. A to trzeba tymi kategoriami myśleć, a nie tymi, że gaz i ropa będą droższe lub tańsze za miesiąc. To żadna wizja! Smutne i żenujące. Jednak u nas tak się myśli. A przecież aż się prosi, by napisać jak Dmowski „Kwestia ukraińska”, czy jak Piłsudski: „Moje pierwsze boje”. Ale nikt o tym poważnie nie mówi.
I oto pojawił się cień nadziei. Cień dobrej nadziei.Pisałem o tym cieniu nadziei w „WG”: Premier Mateusz Morawiecki wyczuł sytuację. Zrozumiał, że nie da się uprawiać poważnej i wielkiej polityki bez wizji przyszłości, bez mądrego projektu kulturowego, oświatowego, gospodarczego i cywilizacyjnego. A takiego projektu nie mamy. A nie mamy, bo brakuje nam polityków z wyobraźnią. A kiedy wysunął się przed szereg Morawiecki, to stare, drętwe i martwe elity ryknęły, że nie, że nie pora, że po co, że wyrywa się bez uzgodnienia. A cóż to za porywająca myśl, która miałaby być uzgadniania z partyjną biurokracją?! Otóż na tym siła i wyobraźnia polegają, że jeżeli się ktoś z czymś ważnym wyrywa, to znaczy, że ma coś ważnego do powiedzenia. I tak zrobił premier Morawiecki. A tu, w PiS – nie! Od razu klin w usta i milczenie. Prezes krzyczy, że nie wolno. Że rozbijacka robota. I że będą kary. Słowem, zamiast pochwał i entuzjazmu, klincz i jęk zawodu. A przecież Morawiecki wyszedł z dobrą, a może nawet z bardzo dobrą inicjatywą, z której może się zrodzić wreszcie jakaś sensowna, większa idea, jakiś dalekosiężny projekt. Wyszedł z inicjatywą powołania Stowarzyszenia Rozwój Plus. Czy mu się to uda, tego nie wiem. I chyba nikt jeszcze nie wie. Ale sam fakt, że chce przełamać martwą ciszę w sprawie przyszłości Polski, już biurokratów zaniepokoiło. A powinien być powitany z szacunkiem i uznaniem. A nawet z okrzykiem: hurra! Znalazł się wreszcie ktoś odważny.
Ostatnio atmosfera wokół premiera Morawieckiego nieco się poprawiła. Nawet prezes Kaczyński łaskawie ogłosił, że partia ma już dwa skrzydła, bo powstaje drugie, nowe stowarzyszenie, któremu ma przewodzić prof. Czarnek. Kiepsko to widzę. To zły rodzaj rywalizacji. Rywalizacji na stowarzyszenia. Ja chcę widzieć, powtarzam, rywalizację na wielkie projekty dla Polski. Chcę widzieć jakąś wizję dla nowej epoki. A nie polityczne utarczki i prowincjonalne gierki bez znaczenia. Wciąż mi się zdaje, że stać na to premiera Morawieckiego. Jest świetnym znawcą problematyki finansowej i gospodarczej, zna się na rządzeniu, pokazał, że potrafi być dobrym gospodarzem, spokojnym i wyważonym analitykiem.
Brakuje teraz tylko tej wielkiej wizjonerskiej idei, która go poniesie w przyszłość. Idei, jaka ma być Polska za 50 lat? Idei, jak ma się kształtować naród wśród wielkich zagrożeń ideologicznych, szczególnie zagrożeń idących ze strony marksizmu kulturowego. Przecież zmierza on do zniszczenia państwa narodowego, tradycyjnej rodziny, wiary, Kościoła, historii i języka, a przede wszystkim do zdemoralizowania, a nawet do seksualnej degeneracji naszych dzieci, uczniów szkół podstawowych i średnich, do wypaczania pojęcia małżeńskiej miłości, do zrujnowania wielowiekowej tradycji w edukacji, a więc i w wychowaniu młodych pokoleń.
Potrzebujemy jasnej i kategorycznej deklaracji, jak państwo polskie ma zachować wielkie dokonania naszych przodków, jaką państwo widzi rolę dla polskiej literatury i sztuki, dla polskiej kultury. Czym ma być współczesna szkoła? Ku czemu ma zmierzać edukacja, by naród sam siebie rozumiał i wytwarzał wartości, które będą go rozwijały.
Nie zadawalają mnie konwencjonalne, tradycyjne zadania charakterystyczne dla tysięcy polskich stowarzyszeń, które zaprzątają się same wokół siebie, które wprawdzie coś dobrego czynią dla lokalnych społeczeństw, ale nie rozwijają narodowej wyobraźni, nie budują wielkich ambicji, a nam potrzeba teraz wielkiej, narodowej wyobraźni i ogromnych ambicji, do których zdolni będą tylko niekonwencjonalni stratedzy, jakich powinien gromadzić wokół siebie Morawiecki.
Wydaje mi się, że premier Morawiecki to wie. I na pewno wie, że powinien gromadzić wokół siebie ludzi z twórczą, państwową fantazją, historyków, filozofów, socjologów, analityków, inżynierów, nawet marzycieli, bowiem nie sądzę, by nawet najlepsi politycy sami dźwignęli wielki ciężar odpowiedzialności za Polskę przyszłości.
Od razu też powiem to, co już mówiłem w „WG”. Samo stowarzyszenie to za mało. To musi być wielki zryw. Wielki powiew nowej myśli. Chcę wiedzieć, co premier myśli o RP przyszłości. Już za 40-50 lat będzie nas tylko 20 milionów. Co myśli premier o Ukraińcach w Polsce. Co myśli o suwerenności i UE. Jak widzi stosunki z banderowską Ukrainą? Co będzie z penalizacją ukraińskich zbrodniarzy? Jak widzi polską szkołę przyszłości? Co myśli o LGBT? Jak przeciwdziała ideologicznym atakom na państwo narodowe, na rodzinę, na religię, na historię, język i Kościół? Jak widzi relacje z najbliższymi sąsiadami: Niemcami, Ukrainą, Rosją? Jak pragnie ułożyć stosunki z partiami Mentzena i Brauna? Problemów jest niemało. Jeśli premier Morawiecki zabierze się za te cięższe problemy, znajdzie uznanie Polaków. Chciałbym by odniósł sukces! Wielki sukces. Bo ten czas, to jego czas! Niech go wykorzysta jak najlepiej.
Tym bardziej, że wywodzi się z tradycji, dla której wielkie idee wolnej, niepodległej i suwerennej Polski – „Solidarność Walcząca” Kornela Morawieckiego – były nakazem. I niech dla premiera Morawieckiego wielkie idee i wielkie reformy także będą nakazem. A co o tym myślą nasi Czytelnicy? Co by dodali? Zapraszam do dyskusji.