Demokracja rozliczeniowa

Nie trzeba programów wyborczych – wystarczy zapowiedź zemsty politycznej.

Premier, odpowiedzialny za katastrofę smoleńską, sprawca zapaści gospodarczej – ponownie staje na czele rządu, zamiast przed Trybunałem Stanu. Sędziowie, sprzeniewierzający się swemu powołaniu, nobilitują się jako „nadzwyczajna kasta ludzi”. Nie mają nic przeciwko temu, by wymiar sprawiedliwości służył jako narzędzie do walki politycznej, jako kreator przeciwników politycznych, oskarżania ich i zwalczania. Grubokreskowa PO-stkomuna przywraca uprzywilejowane esbeckie emerytury. Peerelowski aparat przymusu, propagandy, administracji – nigdy nie rozliczony. Ubeccy sadyści spoczywają w alejach zasłużonych.

Były ORMO-wiec funkcjonuje jako rzecznik prasowy ministra-koordynatora służb specjalnych, Jacek Dobrzyński. Doradca gen. Jarosława Stróżyka legitymuje się zaangażowaniem w warszawską aferę reprywatyzacyjną (przedtem szef biura prawnego SKW, który wsławił się umową o współpracy z FSB z 2013 roku). Nierozliczeni komuniści – ucywilizowani jako prodemokratyczni PO-stkomuniści – rozliczają swoje ofiary, niegdysiejszą opozycję. Od grubej kreski do krypto dyktatury.

Napiętnować PiS ośmioma gwiazdkami i odsunąć na zawsze od władzy. Wyginiecie jak dinozaury – odgrażał się premier Tusk. A właściwie to drugie i trzecie pokolenia pezetperowskich pogrobowców, przeniesione z całym dobrodziejstwem inwentarza do współczesności – zwalczają pokolenia po-AK-owskie. I tak w nieskończoność. U podstaw tego perpetuum mobile – gruba kreska. Trzeba więc w końcu przerwać ten chocholi taniec, zanim społeczeństwo zapomni, skąd się wywodzi i dokąd podąża.

Sąd administracyjny stwierdził, że Tusk i Stróżyk działali bezprawnie, kwestionując poświadczenie bezpieczeństwa Centkiewicza, z zamiarem agresji wobec Prezydenta RP. W ten sposób służby przejmują funkcje sądu, zaś ABW straszy kancelarię prezydenta, bo ten – jak utrzymuje rządowa propaganda – sprzyja PiS-owskiej opozycji. 42,2% ankietowanych negatywnie ocenia pseudo ślubowanie sejmowe w obliczu towarzysza marszałka rotacyjnego osób wybranych na sędziów TK (76% wyborców opozycji). Kandydaci do TK splamili się szopką sejmową, kwestionując swą niezawisłość, niemniej minister Żurek uważa, że „TK ma wrócić do obywateli”.

Tymczasem PO-litycy chcą postawić Adama Glapińskiego, prezesa NBP, przed Trybunałem Stanu, bo wystąpił z propozycją „polskiego SAFE 0%”. Panująca neopraworządność walczącej demokracji skutecznie demontuje państwo. Czy będzie ono zdolne rozliczyć obecnie rozliczających, by skończyć z tą spiralą absurdu – nie wiadomo.

Sabotaż

Uzależnienie gospodarki od niestabilnych źródeł energii (OZE) jest przyczyną słabości gospodarki europejskiej, zależnej od importu surowców energetycznych (57% ropy, 80% gazu skroplonego). Polski węgiel byłby podstawą bezpieczeństwa energetycznego, gdyby nie był traktowany jako zło konieczne – bo Bruksela preferuje OZE. Tymczasem postępuje uzależnienie naszego kraju od importu energii (w 2004 wynosił on 17,7%, w 2024 – już 45,7%). To istotne ograniczenie dla naszego przemysłu, jakoś uchodzące uwadze administracji 13 grudnia. Gdy sprawność fotowoltaiki w naszych warunkach wynosi ok. 20%, zaś wiatraków – ok. 50%, premier przekonuje, że odnawialne źródła energii są gwarantem suwerenności energetycznej. Nie wspomina, że większe wykorzystanie OZE wymaga miliardowych nakładów na modernizację sieci przesyłowych.

Minister klimatu, rozpoczynająca urzędowanie od forsowania ustawy wiatrakowej w interesie niemieckich firm, nie ustaje w tych antypolskich przedsięwzięciach. Resort wydał pozytywną opinię w sprawie rafinerii w Schwedt, uznanej za jednego z najbardziej trujących zakładów europejskich, znajdującej się przy naszej zachodniej granicy, przy projektowanym odrzańskim parku narodowym. Podobno rafineria emituje mniej dwutlenku siarki a jej emisja spada. To decyzja równie korzystna dla naszych zachodnich sąsiadów, jak uzyskanie eksploatacji nadbrzeży w zespole portowym Szczecin Świnoujście. Pomysł świnoujskiego portu kontenerowego przechodzi do historii, tym bardziej że niemieccy ekologiści już udowodnili, że duże statki niszczą bałtyckie środowisko przyrodnicze.

Resort sprawiedliwości zwleka z przygotowaniem przepisów wyłączających szpitale publiczne z procedury restrukturyzacyjnej i upadłościowej, przewidzianej dla zwykłych firm. Tymczasem zadłużenie szpitali rośnie – przekraczając 20 mld zł. Szacuje się, że 190 szpitali ma zobowiązania większe niż ich kapitał. Perspektywa ich upadłości to interes dla prywatnych podmiotów, a dla pacjentów koniec bezpieczeństwa zdrowotnego.

Liczba bezrobotnych przekroczyła już milion osób (ponad 6,1%). Tymczasem administracja 13 grudnia redukuje fundusze na aktywizację pozostających bez pracy. W zeszłym roku było to 3,6 mld zł, w tym – 2 mld, przy czym nie wykorzystuje się rezerw Funduszu Pracy (28 mld zł). W najgorszej sytuacji są młodzi do 25. roku życia, wśród których bezrobotni to już 12,5%. Można powiedzieć, że powracają tendencje z czasów „pierwszego Tuska”, gdy za zarobkiem opuściło kraj blisko dwa miliony ludzi. Odpływ siły roboczej (przy zapaści demograficznej) to znaczący spadek potencjału gospodarczego kraju.

Chaos prawny

Wymiar sprawiedliwości miał się oczyścić z peerelowskich naleciałości – i na zapowiedzi poprzestał. Sędziowie są tak niezawiśli, że nie odpowiadają za swe orzeczenia, nie składają oświadczeń majątkowych (choć nie brakuje wśród nich kolekcjonerów nieruchomości), zakładają quasi-polityczne stowarzyszenia, walczą o „wolne sądy” – czyli żeby było tak, jak było. Doprowadzili do kosmicznego bałaganu. Gdy orzeczenia paleo-sędziów krytykują neo-sędziowie, podsądni nie mogą uzyskać wyroku, a przestępcy unikają kary. Czołowy deformator wymiaru sprawiedliwości dwoi się i troi, jak bezprawiem „przywrócić praworządność”, jak realizować prawo „tak, jak my je rozumiemy”. Mimo niesłychanej wynalazczości w działaniach pozaprawnych, rozliczanie PiS jakoś nie wychodzi, a kadencja administracji 13 grudnia kończy się już niebawem. Wiele wskazuje na to, że jej przedstawiciele nie będą mogli liczyć na jakieś polityczne amnestie, raczej na narodowy trybunał stanu.

Sejmowe komisje śledcze nie wykazały uchybień prawicowych rządów. Podatnicy zapłacili za żenujące widowiska. Nie sprawdziły się fejkniusy o wizach, sprzedawanych na egzotycznych bazarach. Co najwyżej komisja ds. Pegasusa rozbroiła służby specjalne. I nawet powoływanie się na TSUE niewiele pomogło, bo ten nie uznaje neo-sędziów. Z drugiej strony jednak polski NSA poddaje się jego orzeczeniom w sprawie transkrypcji homo-związków. A przecież nie bez racji Polska podpisała tzw. protokół brytyjski do traktatu lizbońskiego, który wyłącza kwestie obyczajowe z prawodawstwa unijnego.

Dywersja ideologiczna

Kłodzka afera pedofilsko-zoofilska nie zachwiała koalicją rządzącą, bo „zaprzyjaźnione” i rządowe media solidarnie ją przemilczały. A jak wiadomo z czasów PRL – czego nie było w telewizji, tego nie było wcale. Teraz to tym bardziej skuteczne, bo zwolennicy „uśmiechniętej Polski” żyją w swojej bańce, która niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Im taka cenzura nie przeszkadza, dlatego PO-litycy mogą liczyć na wyrozumiałość (i bezkarność). Co więcej, podający się za oświeconych, postępowych, w końcu „europejczyków”, nie zauważają, że udział kapitału zagranicznego w polskich mediach przekracza unijne standardy, a przecież kapitał ma narodowość, a więc przekaz medialny od niego zależy. Tak więc, wizja naszego kraju w polskojęzycznych mediach daleka jest od rzeczywistości, ale PO-zwolennicy jakoś się w niej odnajdują.

Prezydencki projekt wsparcia obronności kraju nie uzyskał aprobaty administracji 13 grudnia. Widać dla niej brukselski kredyt lepszy i nieważne, że brukselokraci przygotowują w ten sposób unijną centralizację. Natomiast zadłużenie społeczeństwa – poza konstytucyjne, poza ustawowe – też nie wywołuje powszechnego oburzenia. Prorządowa propaganda mediów „zaprzyjaźnionych” robi swoje. Elektoratowi można wmówić dowolną bzdurę, a nawet sto konkretów w sto dni.

Tresura medialna kształtuje świadomość społeczną, choćby w przypadku rodziny i dzietności, które nie mają dobrej prasy. Dziecko to kłopot, a poza tym trzeba mieć odpowiednią sytuację finansową. Tymczasem największy przyrost naturalny notuje się w najbiedniejszym kraju unijnym – w Bułgarii. W mediach polskojęzycznych obraz rodziny jest negatywny, jest ona toksyczna, a więc niska dzietność jest zjawiskiem kulturowym. Rodzina utrudnia karierę, przeszkadza w samorealizacji. Zresztą przemiany w świadomości społecznej – dzięki przemysłowi pogardy i pedagogice wstydu – zaszły już tak daleko, że ludzie nie domagają się upamiętnień świetnych zwycięstw oręża polskiego. Łuk triumfalny z okazji 100-lecia Bitwy Warszawskiej do tej pory nie powstał. Natomiast z uporem godnym lepszej sprawy genderyzuje się dziatwę szkolną, ogranicza lekcje historii i języka polskiego, ruguje klasyczne lektury.

Biała księga

Po blisko trzech latach Tusko-kracji nie ma już wątpliwości, że bezprawie przekroczyło wszelkie cywilizowane granice. Przejęcie mediów publicznych, prokuratury, wtargnięcie do KRS, podchody pod TK (niepublikowanie orzeczeń, hurtowe powoływanie kandydatów na sędziów), bezpodstawne aresztowania, ściganie opozycji pod dowolnymi zarzutami – to przewinienia, które nie mogą pozostać nieukarane. I jeszcze zapaść gospodarcza i zadłużanie państwa. To wyczyny niebywałe we współczesnej historii. A jeszcze upowszechnianie aborcji na podstawie tzw. przesłanki psychiatrycznej i propagowanie oraz finansowanie in vitro (selekcja i mrożenie zarodków).

Przewinień aż nadto, by wypełnić niejedną białą księgę. I wreszcie sprawiedliwe osądzić dokonania tych urzędników, którzy porwali się na swoje państwo, na swoich rodaków. Byłoby to ostatnie – a właściwie pierwsze! – rozliczenie aż do grubej kreski, bo gdyby jej nie było, nie byłoby patologicznego państwa.

Ostatnie wybory sejmowe ukazały żywotność komuny. Zło nieukarane odradza się, staje się bezczelne i cyniczne. Dochodzi do takich absurdów, jak powołanie komisji do wyjaśnienia „mechanizmów represji wobec organizacji społeczeństwa obywatelskiego oraz działaczy społecznych w latach 2015-2023”. To reakcja na próby ujawnienia finansowania organizacji pozarządowych, także z zagranicy, które wpływały nie tylko na przebieg debaty publicznej i kampanie wyborcze, ale także na rozwiązania gospodarcze (nierzadko w interesie zagranicznych fundatorów).

To jeszcze jeden argument za ostatecznym rozliczeniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *