Wieża Babel czy matematyka ducha

W poszukiwaniu protokołu dla człowieczeństwa

Od lat obserwujemy paradoks, choć technologia połączyła nas jednym kablem, nasze narody i kultury wydają się coraz bardziej od siebie odległe. Dlaczego globalizacja, zamiast przynieść porozumienie, wywołała powrót do radykalnych nacjonalizmów i lęku przed obcym? Odpowiedź może być prostsza i zarazem bardziej przerażająca, niż sądzimy – nie posiadamy wspólnego języka, by opisać to, co w nas najgłębsze.

Pułapka „anglosaskiej matrycy”.

Obecny model współpracy międzynarodowej opiera się na dominacji jednej kultury i jednego języka. Nie chodzi tu jednak o samą lingwistykę, lecz o „presję pojęciową”. Kiedy używamy globalnego języka handlu i dyplomacji, nieświadomie przyjmujemy siatkę pojęciową jego twórców. Subtelne, narodowe różnice w rozumieniu wolności, solidarności czy godności, wypracowane przez wieki w literaturze ojczystej, zostają spłaszczone do rynkowych sloganów.

W tym kontekście warto wrócić do myśli Friedricha Lista, XIX-wiecznego ekonomisty, który przestrzegał przed „wybijaniem drabiny” narodom rozwijającym się. Dziś to „wybijanie drabiny” odbywa się w sferze ducha. Narody tracą swoje „siły wytwórcze” rozumiane jako unikalne, kulturowe sposoby realizacji człowieczeństwa, na rzecz ujednoliconego, konsumpcyjnego modelu bycia.

Algorytmy bez duszy

Wielu pokładało nadzieję w technologii. Jednak współczesne translatory, oparte na statystyce i architekturze sieci neuronowych, są ślepe na kontekst egzystencjalny. One nie tłumaczą znaczeń, one jedynie przewidują prawdopodobieństwo wystąpienia słów. To droga donikąd.

Algorytm nigdy nie zrozumie polskiej „tęsknoty”, japońskiego „ikigai” czy perskiej gościnności, bo te pojęcia nie są wektorami matematycznymi, lecz destylatem narodowych doświadczeń.

Projekt: język globalny

Rozwiązaniem nie jest narzucenie kolejnego języka narodowego, lecz stworzenie neutralnej platformy komunikacyjnej. Musimy wypracować język globalny, który nie będzie własnością żadnego mocarstwa. Jego fundamentem powinna być synteza najpiękniejszych i najbardziej głębokich pojęć z istniejących literatur narodowych. To w literaturze narody zdeponowały swoje najcenniejsze odkrycia na temat tego, kim jest człowiek. Należy te pojęcia wydobyć i opisać z iście matematyczną logiką. Matematyka w strukturze tego języka służyłaby jako bezpiecznik, uniemożliwiałaby wieloznaczność i manipulację, na której opiera się dzisiejsza dyplomacja.

Budynek TVP nazywany niekiedy wieżą Babel proj. Czesław Bielecki fot. Adrian Grycuk

Strach przed prawdą. Dlaczego taki projekt nie został jeszcze zrealizowany?

Odpowiedź brzmi: strach. Precyzyjny język, w którym „równanie człowieczeństwa” musiałoby się zgadzać, obnażyłby kłamstwa, na których opiera się dzisiejszy porządek świata. W świecie precyzyjnych znaczeń nie dałoby się ukryć eksploatacji pod płaszczem „pomocy” ani agresji pod hasłem „szerzenia demokracji”. Kłamstwo w takim języku byłoby po prostu błędem logicznym, widocznym dla każdego.

Wniosek: czas na mądrość.

Postulujemy zatem powołanie niezależnej, międzynarodowej instytucji składającego się z najwybitniejszych lingwistów, literaturoznawców i logików. Ich zadaniem nie byłaby polityka, lecz stworzenie „encyklopedii pojęć fundamentalnych”. Taka encyklopedia stałaby się punktem odniesienia dla świata. Byłaby „kodem źródłowym” dla nowych, precyzyjnych translatorów i fundamentem edukacji globalnej.

Dopiero mając wspólne pojęcie człowieczeństwa, będziemy mogli budować unifikację gospodarczą i polityczną, która nie będzie opresją, lecz harmonijną współpracą wolnych narodów.

Zanim zaczniemy handlować towarami, musimy nauczyć się rozmawiać o wartościach. Bez tego każda kolejna wieża Babel, którą zbudujemy, musi runąć.

Człowiek z ulicy. Adam Anuszkiewicz

Refleksje nad artykułem „Pokażemy światu na co nas stać”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *