Konferencja „Berlin w Warszawie”

Miałem wczoraj nieprzyjemność wysłuchać w całości drugiej edycji konferencji „Berlin w Warszawie” pod nazwą „Zadośćuczynienie, odszkodowania, reparacje: co jest realne, co jest symboliczne?”. Konferencja odbyła się 19 marca br. w Instytucje Pileckiego w Warszawie.

Przechodząc od razu do oceny merytorycznej strony konferencji chcę powiedzieć, że takiego natężenia bełkotu dawno nie słyszałem, a słyszałem niejedno. Mówię o stronie niemieckiej. Szczególnym okazem był tu Manuel Sarrazin, poseł do Bundestagu, historyk z wykształcenia. Bełkotał tak, że zacząłem się zastanawiać, czy bełkocze intencjonalnie, by nic nie powiedzieć, czy też może moje oczekiwania co do intelektu niemieckiego osobnika były zbyt wygórowane.

Kolejny, prof. Jan C. Behrends, historyk, z bezwstydem – i to jest miara niemieckiego przepracowania tematu zbrodni niemieckich – stwierdził, że jego ojciec jako zbrodniarz wojenny został rozstrzelany w Belgradzie. Po tym dzielnym wynurzeniu wstrzymał głos. Wyraźnie oczekiwał oklasków. Trzeci z nich, Thomas Urban, były korespondent w Polsce, stwierdził: Najmłodsze pokolenie Niemców odcięło się od swych przodków. W kwestii odszkodowań odpowiadają, że to oni, znaczy się, przodkowie popełnili zbrodnie, my jesteśmy niewinni, dlaczego zatem mamy płacić za zbrodnie tych od których się odcięliśmy?

Bardzo wygodne, bardzo. Ględził też o braku zainteresowania młodego pokolenia Europą Wschodnią i niewiedzy na temat zbrodni niemieckich w Polsce jako źródłach oporu w kwestiach wypłaty zadośćuczynienia. Ten chyba oczekiwał, że intencjonalna ignorancja młodego pokolenia wynikająca z niemieckiego fałszowania historii stosunków polsko-niemieckich, w tym okresu barbarii niemieckiej czasów II wojny światowej w Polsce, znajdzie pełne zrozumienie jako przyczyna dla haniebnego „Nein” w kwestii reparacji.

Wprowadził też jakąś dziwna figurę retoryczną „słoń w pokoju”. Nie zauważył, że w pomieszczeniu był nie słoń, a Auschwitz, Sobibór i setki innych miejsc kaźni. Żaden z trzech nie odniósł się do merytorycznych aspektów reparacji podnoszonych przez trójkę polskich panelistów uczestniczących w dyskusji. Nieważne, czy była mowa o kłamstwach Kohla, o rasistowskim traktowaniu Polaków, czy o wymierających, ostatnich świadkach zbrodni niemieckich. Trzech obywateli Niemiec i to jak zrozumiałem z grupy tych sprzyjających Polsce, odbyło dyskusję pod skrzętnie skrywanym hasłem „Dyskutujemy do ostatniego żywego świadka zbrodni niemieckich w Polsce”.

Wyszli ze spotkania zapewne w pełni zadowoleni. Raz jeszcze, w ich mniemaniu, udało się nabrać Polaczków na plewy i – byle tak dalej. Do trzech polskich panelistów mam kilka uwag ogólnych. Zdecydowanie zbyt poważnie potraktowali niemieckich uczestników dyskusji. Nie rozpoznali i to jest ich wina, podszytych złą wolą wysłanników państwa, które ulegnie w kwestii reparacji wyłącznie sile, a próba dyskusji to czysta, bo już 80-letnia, strata czasu.

Druga uwaga. W rozmowach dotyczących reparacji chodzi wyłącznie o pieniądze, a nie o godność, prawdę historyczną czy równe traktowanie Polaków. Niemcy to naród wyznający inne niż Polacy wartości wśród których pieniądz i wypływająca z nich siła należy do najważniejszych. Łaszą się do silniejszych – tu Mertz u Trumpa, traktując brutalnie słabszych, tu Niemcy względem Grecji. „Pieniądz, pieniądz, nade wszystko” – parafrazując pewien przedwojenny hymn.

Może dlatego żadnego wrażenia na niemieckich adwersarzach nie zrobiły słowa prof. Marka Cichockiego. – Jak się prześledzi stanowiska wszystkich niemieckich rządów, począwszy od rządu Adenauera w tej sprawie, to z polskiej perspektywy nie da się tego w żaden sposób zrozumieć w sensie pozytywnym. To jest od początku do końca odbierane jako wyraz absolutnie złej woli i niechęci do jakiegokolwiek rozwiązania tego problemu. Szukania przeróżnych możliwych kruczków prawnych, żeby ten problem przedawnić, żeby go zdjąć ze stołu negocjacji międzynarodowych.

Jeszcze kilka uwag natury formalno-estetycznej. Temat konferencji z gatunku najpoważniejszych, a tu wylewający się na pasek brzuch prof. Stanisława Żerko eksponowany w całej okazałości, idiotyczne białe podkolanówki pani redaktor Kai Puto, prowadzącej w stroju nadającym się wyłącznie na wieczorne zakupy w najbliższej Żabce. Strona niemiecka w formie nie lepszej. Tu przywołam obserwowane przeze mnie dyskusje akademickie na Oksfordzie, gdzie studenci występują, minimum, w garniturach i krawatach, a studentki w sukniach wieczorowych. Prelegenci często w smokingach i muchach. Obrazu całości dopełnił pies, który wszedł na scenę w momencie, gdy jego pani, Hanna Radziejowska, kierownik Oddziału Zamiejscowego Instytutu Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego w Berlinie, odpowiadała na zadane przez słuchaczy pytanie.

Na koniec ponownie Sarrazin. Uczestnik dyskusji siedział z nogą zadartą tak, że nieomal wsadzał but do ucha siedzącego obok drugiego Niemca. Eksponował publiczności podeszwę buta z gracją pijaka z Bierstuby po piątym piwie. Postawa osobnika mówiła więcej o jego stosunku do odszkodowań niż wszystko, co zdołał wybełkotać.

24.03.2026

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *