Ogrodowo
Już wyłażą spod ziemi, na razie nieśmiało, ale wkrótce zaczną się panoszyć i podbierać innym roślinom – tym pielęgnowanym i hołubionym – życiodajne składniki. Podejmuję więc coroczną i niezupełnie skuteczną walkę z podagrycznikiem, bluszczykiem kurdybankiem, mniszkiem, które o tej porze roku rosną na wyścigi z wiosennymi kwiatami.
– Wyrywasz podagrycznik?! – huknęła na mnie znajoma, gdy ostatnio rozmawiałyśmy o wiosennych pracach w ogrodzie. – Przecież to bardzo pożyteczna roślina, ja młode listki daję do sałatek. A wiesz, jakie zalety ma bluszczyk kurdybanek?!
– Wiem, wiem, ale on się pcha na moje kwiatki, a nieznośny podagrycznik zagłusza byliny – próbowałam się bronić, lecz usłyszałam stanowcze i karcące: – Co tam kwiatki, zdrowie najważniejsze!
Po tej rozmowie zakopałam topór wojenny (ale płytko) i postanowiłam życzliwszym okiem spojrzeć na zwalczane rośliny. Sięgnęłam też do fachowej literatury, by lepiej poznać ich zalety.

Ekspansywny podagrycznik – jak nazwa wskazuje to lek na podagrę, czyli dnę moczanową – tak wrósł w moją języczkę o pięknych bordowych liściach (pięknych, dopóki ich ślimaki nie zwąchają i nie podziurawią), że zlikwidować go nie sposób. Odrasta nawet z malutkiego kawałka korzenia i zakłóca harmonię rabaty. Właśnie wypuścił świeże listki, które – jak się okazuje – można zerwać, wysuszyć i stosować jako przyprawę. Już w starożytności doceniano jego walory smakowe, a w średniowiecznej Polsce był sprzedawany jako warzywo. Liście i łodygi można dodawać do sałatek, zup, twarogu, może też zastąpić bazylię w pesto.
Napar z podagrycznika (jedną łyżkę suszonego ziela zalać szklanką wrzącej wody i odstawić na 15 minut) stosuje się w stanach zapalnych nerek i pęcherza moczowego oraz przy dnie moczanowej. Działa przeciwzapalnie, przeciwnowotworowo, uspokajająco. Ponoć samo noszenie przy sobie tego ziela chroni przed rwą kulszową i reumatyzmem. Tyle zalet, a ja ze złością wyrywałam łamliwe kłącza, ratując języczkę, zamiast wspierać własny organizm.
Urokliwy bluszczyk kurdybanek – nazwa od kurdybanów, garbowanych i barwionych skór zdobionych wytłoczonymi motywami roślinnymi – w przeciwieństwie do podagrycznika daje się łatwo wyrywać. Tworzy długie, ulistnione rozłogi, które ciągną się jak niteczki i płytko zakorzeniają. W kwietniu pojawiają się fioletowe drobne kwiatki. Ładna roślinka, niech się płoży, oby nie w nadmiarze. W tym roku zdążyłam już jej sporo powyrywać i teraz trochę żałuję, bo przeczytałam właśnie, że to chwast-cudotwórca, szanowany od starożytności, ceniony przez św. Hildegardę, zalecany przez nią przy bólach głowy.

Ma właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, przeciwalergiczne, przeciwcukrzycowe. Zapobiega tworzeniu się złogów cholesterolowych, wzmacnia układ odpornościowy. W lecznictwie ludowym stosowany w postaci naparu (dwie łyżeczki suszu zalać szklanką wrzątku, odstawić na 15 minut) przy nieżytach dróg oddechowych, astmie, bólach żołądka, kamicy nerkowej. Należy jednak pić ten napar z umiarem i nie za długo, ponieważ może podrażnić układ pokarmowy. Zewnętrznie stosowany do przemywania ran. A w kuchni, dzięki korzennemu zapachowi i smakowi mile widziany jest jako dodatek do sałatek, zup, pierogów z serem, sosów, jajecznicy. Wśród karpackich górali był niegdyś powszechnie używany do różnych zup zamiast pietruszki. I krowom służył, dopóki po łąkach chodziły, bo zwiększał ich mleczność. Cud nie roślina, a ja tak bestialsko wyrzucałam ją do kompostu.
Tu i ówdzie żółci się już mniszek lekarski, zwany dmuchawcem, męską niestałością lub błędnie mleczem. Błędnie, bo mlecz to zupełnie inna roślina, różniąca się od mniszka lekarskiego tym, że zakwita dopiero w czerwcu, ma kilka kwiatów na jednej łodyżce (mniszek ma jeden na bezlistnej łodydze), inne ząbki na liściach i płytszy korzeń (mniszek ma mocny, palowy). Nazwę mniszka wyjaśnił już w XVI wieku Marcin z Urzędowa, botanik, lekarz, ksiądz, autor dzieła „Herbarz Polski to jest o przyrodzeniu ziół i drzew rozmaitych, i innych rzeczy do lekarstw należących”. Zwrócił uwagę na podobieństwo do mnisiej tonsury: „kwiat żółty, a potym kosmata główka, które kosmaciny gdy obwieie wiatr, tedy goła iako u mnicha głowa, dla tego ie też zową Mnichem”.
Wiosną wszędzie go pełno, zakwita na łąkach, polach, trawnikach, w ogrodach. Niby ładny, ale rozsiewa się po całej okolicy, więc zwalczany jest z całą stanowczością. Nic sobie z tego nie robi, ulatuje w rytm piosenki: dmuchawce, latawce, wiatr…. Francuzi i Niemcy robią z jego liści surówki, dodając sos winegret, pieprz, sól i śmietanę. U nas raczej się nie przyjęło. Mniszek z naszego ogrodu wzbogaca jedynie dietę królika sąsiadów, Karmelka, któremu dostarczam listki i kwiaty tego chwastu, gdy robię porządek na rabatkach. Aż mu się uszy trzęsą z radości.
Mniszek bogaty w witaminy i minerały jest dobrym lekiem na niedomagania przemiany materii, pobudza trawienie, zabezpiecza przed anemią, zawiera substancje krwiotwórcze, ma działanie moczopędne i żółciopędne, obniża poziom złego cholesterolu. Właściwości lecznicze ma cała roślina, ale na suszenie i przechowywanie najlepiej zbierać korzenie, ponieważ zawierają najwięcej ciał czynnych. Wykopuje się je jesienią i suszy w temperaturze pokojowej.
Na to mamy jeszcze czas, teraz można pomyśleć o syropie: około kilograma kwiatów (300 sztuk) zalewa się jednym litrem wody, następnego dnia gotuje ok. 15 minut, po 24 godzinach odcedza, do wywaru dodaje kilogram cukru i sok z trzech cytryn, po czym gotuje na małym ogniu aż do uzyskania konsystencji miodu, wtedy przelewa się do słoiczków. Zalecana dawka: 2-3 łyżki syropu dziennie. Działa przeciwkaszlowo, przeciwmiażdżycowo, poprawia krążenie, pobudza pracę mózgu, oczyszcza z toksyn i złogów. Trzebaż więcej, by się zachwycić tą rośliną i przestać ją tępić?
Bliższe poznanie uciążliwych chwastów uświadamia, że nie trzeba z góry przekreślać wszystkiego, co wydaje się zbędne lub wrogie. Można i dobro z tego wyprowadzić.