Kaukaska strategia Lecha Kaczyńskiego

Czy państwo, które tak chętnie mówi o suwerenności, ma odwagę zachować się jak suwerenne – i wrócić do strategii Lecha Kaczyńskiego na Kaukazie, zanim inni podzielą między siebie wpływy i szlaki energetyczne bez naszego udziału? Piszę te słowa w drodze powrotnej z Global Baku Forum, gdzie byli i obecni przywódcy Europy i świata rozmawiali o przyszłości bezpieczeństwa, energii i ładu międzynarodowego.

Na początku XXI wieku Polska miała poważny plan: wyjść z rosyjskiej klatki energetycznej. Lech Kaczyński widział w Azerbejdżanie kluczowego partnera w budowie korytarza surowcowego omijającego Rosję – ropociągów i gazociągów przez Ukrainę i Morze Czarne, które miały doprowadzić kaspijskie surowce do Polski. To była konkretna polityka: rozmowy w Baku, projekty infrastrukturalne, myślenie o bezpieczeństwie energetycznym w kategoriach realnych szlaków. Obecnie, po kryzysie 2022 roku, gdy Rosja zakręciła kurek Polsce i Bułgarii, ta strategia wraca jako pilna konieczność.

Dziś Kaukaz wygląda inaczej niż w czasach Kaczyńskiego. Konflikt o Górski Karabach zakończył się na korzyść Azerbejdżanu, Armenia zawiodła się na Rosji, a pokój zawarty pod auspicjami prezydenta Donalda Trumpa otworzył nowy geopolityczny korytarz – „drogę Trumpa” przez Lachin, łączącą Azerbejdżan z Turcją i dalej z Europą. To sygnał, że rosyjski monopol na układanie szlaków w regionie się kończy, a Stany Zjednoczone przejmują rolę głównego rozgrywającego. Armenia zaczyna szukać bezpieczeństwa na Zachodzie – ten zwrot osłabia rosyjskie wpływy i wzmacnia wagę całego korytarza kaspijskokaukaskiego.

Równocześnie świat wchodzi w czas permanentnego kryzysu energii. Ryzyko zablokowania cieśniny Ormuz, ataki na infrastrukturę na Bliskim Wschodzie i wykorzystywanie surowców jako broni sprawiają, że uzależnienie od jednego kierunku dostaw to polityczna naiwność. Każde zakłócenie dostaw ropy i gazu z Zatoki winduje ceny paliw i nawozów, uderzając w polskie rodziny, rolników i przemysł. Kaspijskie surowce – gaz i ropa z Azerbejdżanu oraz państw Azji Centralnej – stają się jednym z filarów bezpieczeństwa energetycznego naszego regionu.

Jeśli Polska poważnie traktuje swoją podmiotowość, musi przywrócić kaukaską strategię Kaczyńskiego. Po pierwsze, potrzebny jest ofensywny udział w rozbudowie Południowego Korytarza Gazowego przez Bułgarię, tak aby azerski gaz mógł fizycznie trafić do Polski – nie za dwie dekady, ale w perspektywie najbliższych lat. To wymaga inwestycji w infrastrukturę: interkonektory, magazyny, połączenia w ramach Trójmorza, korytarze łączące Morze Czarne z Bałtykiem. Po drugie, Warszawa powinna konsekwentnie budować relacje z całym pasem państw od Azerbejdżanu przez Kazachstan po Turkmenistan – traktując Baku jako naturalną bramę do Azji Centralnej.

To jest polityka, która odróżnia państwo poważne od klienta cudzych interesów. Rozmowy w Baku pokazują jasno: jeśli Polska nie znajdzie miejsca w nowej architekturze szlaków energetycznych, znajdą je za nas inni. Lech Kaczyński rozumiał, że bez dywersyfikacji źródeł i szlaków zawsze będziemy zakładnikiem decyzji podejmowanych w Moskwie czy Teheranie. Dziś mamy ostatnią szansę, by tę strategię podjąć na nowo – jako główną oś polityki bezpieczeństwa.

Pytanie brzmi: czy polskie elity polityczne będą miały odwagę wyciągnąć konsekwencje z lekcji, którą Kaczyński próbował nam dać na długo przed kolejnymi kryzysami?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *