Spotkanie z prof. Janem Majchrowskim we wrocławskim Klubie Gazety Polskiej 5 marca 2026
(fragmenty wystąpienia)
Wolny człowiek nie może się zgodzić na to, by być niewolnikiem. A tu się szykuje system niewolniczy w każdym wymiarze. To wszystko służy likwidacji państwa polskiego. Likwidacji państwa we wszystkich możliwych objawach. Mówię to z całą odpowiedzialnością. Jestem o tym całkowicie przekonany.
Po pierwsze, chodzi o likwidację instytucjonalną. Pójście drogą nowych traktatów europejskich jest likwidacją suwerenności państwa, ponieważ najwyższa władza zostaje przesunięta na zewnątrz państwa. Wtedy nie ma suwerenności. A państwa nie ma, jeśli nie jest suwerenne. Suwerenność jest immanentną cechą państwa. Jeśli oddajemy suwerenność, czyli przekazujemy najwyższą władzę wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą na zewnątrz, wtedy stajemy się częścią innego organizmu. Jesteśmy częścią czegoś.
To może być oczywiście federacja, może być też państwo scentralizowane. To jest kwestia instytucjonalna, ale jest też kwestia gospodarcza. Proszę zwrócić uwagę. Polska codziennie się zadłuża. Zadłuża się ponad milion złotych każdego dnia. Więc to jest upadek gospodarczy. To nie przypadek, że te elektrownie atomowe zatrzymano, to nie przypadek, że przyjmujemy całe mnóstwo reguł pseudoekologicznych, które mają uratować płonącą planetę, a tak naprawdę zniszczyć gospodarkę i każde gospodarstwo domowe.
Gdzie byśmy nie spojrzeli, tam jest działanie, które naprawdę trudno potraktować jako przypadkowe. To nie może być idiotyzm, to musi być działanie celowe. Trzeba zaciągnąć gigantyczne pożyczki. Ten dług: na nas i na dzieci nasze. Do entego pokolenia. I nieważne, jak się władza zmieni, bo ci, którzy będą wierzycielami, wyciągną do każdego łapę. Powiedzą: płaćcie, a jeśli nie potraficie płacić, to znaczy nie potraficie się rządzić, więc my wam pomożemy. Przejmiemy wasze długi i odpowiedzialność za długi i w ogóle odpowiedzialność za was.
Czytałem kiedyś książkę o tym, jak Maroko stało się kolonią francuską. Tam nie było podboju, nie przyjechała armia. Tam były pewne machinacje finansowe, które nagle spowodowały, że sułtan okazało się, że jest bankrutem, że jego państwo jest bankrutem. A więc nie ma innej drogi, jak tylko oddać się Francuzom. Załatwiliście nas, właściwie nie wiemy, kiedy. Wszystko to bez jednego wystrzału. Więc to jest ta droga. Ale jest jeszcze jedna, najgorsza.
Powiedziałem o kwestii instytucjonalnej, powiedziałem o kwestii gospodarczej. Ale najgorsza jest kwestia społeczno-kulturalna, czyli kwestia ducha narodu. Otóż, żeby taki naród nigdy nie powstał, nigdy nie upomniał się o swoje i nie powiedział: nie będziemy płacić waszych długów, sami je sobie płacicie, bo sami je w oszukańczy sposób zaciągaliście. Nie będziemy płacić pożyczek i sum bajońskich.
Taki naród musi mieć skutecznie przetrącony kręgosłup. Po pierwsze ma go nie być, ma być nieliczny. Po co wam dzieci? A jak już będą miały to nieszczęście się urodzić, to niech sobie poszukają lepszej ojczyzny. Prawda? Po co mają taki polski garb nosić? Przecież polskość to historia. Polskość to nienormalność. Trzeba się z niej wyzwolić. Więc mały naród, mały problem. Ale ten mały naród jeszcze musi być mały duchem. Musi gnać za pieniądzem – tak, człowiek jest tyle wart, jaką bryką jeździ. Zabrać, co mają, spowodować, by nagle jakiś podatek katastralny wprowadzić. No to kredyt, a gdzie się go bierze? W bankach. A banki tak po prostu dają? Nie, na hipotekę dają.
I jest jeszcze wymiar duchowy. W co my mamy wierzyć? Czasami człowiek jest słaby, fizycznie zmaltretowany – utrzymuje godność. Ma punkt odniesienia. Twardy, niezmienny. I myśli sobie, czy mam czy nie, ale ostateczna sprawiedliwość, prawda, dobro, piękno – są gdzie indziej. Ja wiem, gdzie są. I dlatego się nie ugnę. Ludziom to trzeba zabrać. Wiarę trzeba zniszczyć. Wtedy człowiek zostanie sam.
Znacie państwo wszyscy powieść Rok 1984 Orwella? Pamiętacie może tę rozmowę – przesłuchanie. Pytany, ile jest palców, odpowiedział, zgodnie z prawdą – dwa. Traktowany prądem, torturowany, mówi dwa, no, nie wiem, może trzy. Dalej torturowany, trzy, nie wiem. Ile ma być? Ten człowiek przegrał. Dlaczego? Bo nie wierzył w Boga. Prawda była całkowicie kwestią subiektywną. Nie było tego punktu oparcia, który musi być poza naszym światem, poza nami, żeby się można było na nim oprzeć. Dajcie mi punkt oparcia, a podniosę ziemię.
Ten metafizyczny punkt oparcia jest siłą człowieka w ogóle, przez całe jego życie. I przez całą historię ludzkiego bytowania na ziemi. Jeżeli się go człowiekowi zabierze, to człowiek nie przetrwa. I na końcu skończy tak, jak w tej wizji Orwella w Roku 1984, kiedy ten totalitaryzm osiągnął wszystko. Kiedy ten nieszczęsny człowiek patrzy na portret, już po tych wszystkich torturach, kiedy zdradził swoją narzeczoną, kiedy powiedział, zróbcie to nie mnie, tylko jej, kiedy sam się zeszmacił. I wtedy został wypuszczony. Siedzi nad butelką ginu, zwycięstwo i patrzy w knajpie na portret wielkiego wodza i zaczyna płakać z miłości do niego. I wtedy wiadomo, że jest koniec. Teraz będą mogli go zabić. Bo najpierw trzeba zabić duszę człowieka, a dopiero potem jego ciało.
Pamiętacie Państwo te słowa? Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało... My mamy nie mieć duszy, nie mieć pamięci. Mamy nie wiedzieć, co to była Konstytucja Trzeciego Maja, co to była Konfederacja Warszawska, co to była konstytucja Nihil Novi. Mamy nie wiedzieć o Pawle Włodkowicu – a celowo to wymieniam, bo to są punkty, które ustawiają Naród Polski absolutnie w awangardzie światowej. W 1505 roku, ponad pół tysiąca lat temu, stworzyliśmy państwo prawne, bo nasze prawo, uchwalone na Sejmie w Radomiu, stanowiło, że nie ma żadnego prawa, które by kogoś wiązało, jeśli nie jest powszechnie znane, opublikowane. To zasada promulgacji. Nie ma tajnego prawa. To wtedy powiedziano, że wolni ludzie, wówczas szlachta, może być spętana tylko tym prawem, które sama na siebie przyjęła. Nie będzie żadnych podatków, żadnych obciążeń, które nie byłyby uchwalone za zgodą trzech stanów: Izby Poselskiej, Senatu i króla. Demokracji, arystokracji i monarchy. Triada Arystotelesowska. Kto wówczas miał takie państwo? Konfederacja Warszawska! W czasie, kiedy innowierców w Paryżu tłuczono i mordowano? U nas kazano przysięgać na te prawa Henrykowi de Valois (Walezjuszowi). Na to, że innowiercy w naszym katolickim kraju będą mieli prawo wyznawać swoją wiarę. Nigdy nie toczyliśmy wojen religijnych. Nigdy! Czy wszyscy w Europie mogą to o sobie powiedzieć?!
Uchwaliliśmy pierwszą w Europie pisaną konstytucję, Konstytucję 3 Maja. Wybitny francuski myśliciel, którego wszyscy znamy, baron de La Brède et de Montesquieu, czyli Monteskiusz, wymyślił trójpodział władzy na ustawodawczo-wykonawczo-sądowniczą. Tylko co z tego? Bo on to tylko wymyślił, ale nie mógł tego wprowadzić w życie, bo żył w monarchii absolutnej. A nasza Konstytucja Trzeciego Maja to zrealizowała. Natomiast podział władzy był wcześniej. Dlaczego? Bo jesteśmy wolnymi ludźmi. Bo Polacy to są wolni ludzie. A to jest bardzo rzadkie w dzisiejszym świecie. Bardzo rzadkie.
Przywołany Włodkowic, mój Boże, cóż to był za umysł. To człowiek średniowiecza, wspaniałej epoki, którą Wolter nazywał średniowieczem przez swoje ograniczenie. Mówił, że to fatalna epoka – średnie wieki. Nie, proszę Państwa, to epoka katedr. A jeśli ktoś nie wierzy, to niech we Wrocławiu pójdzie do katedry. Wiele jest katedr. W Opolu jest bardzo ładna katedra. Proszę Państwa, Włodkowic w sporze z zakonem krzyżackim prowadził i przeforsował intelektualnie wobec papieża zasady o tym, że siłą nie wolno nawracać, że człowiek ma prawa. To jest tak naprawdę początek praw człowieka. Że zakon krzyżacki, prowadząc swoją politykę, narusza reguły chrześcijańskie. To nie ten, kto ma krzyż na piersiach, tylko kto ma krzyż wewnątrz siebie – jest prawdziwym chrześcijaninem. A z zakonu krzyżackiego wyrosło prusactwo, wyrosło najgorsze, co mogło wyrosnąć. Bezwzględne posłuszeństwo, militaryzm i coś co dziś nazwalibyśmy nacjonalizmem skierowanym przeciwko poganom, z którymi można wszystko zrobić, bo są tylko poganami. My jesteśmy ci lepsi. To w całym świecie pokutuje. Jesteśmy lepsi, bo jesteśmy silniejsi. A w związku z tym słabszych można zmiażdżyć, mordować ich tysiącami. Tak!
Proszę Państwa, wszyscy ludzie są braćmi. Nie dlatego, że tak zadekretowała rewolucja francuska. Jesteśmy braćmi, bo mamy jednego Ojca. Kto się nie zgadza z tym, że mamy jednego Ojca, to niech od tego odstąpi. Ale jeżeli uważa, że Ojcem całej ludzkości jest Bóg, to musi uznać braterstwo wszystkich ludzi. Nie ma ludzi gorszych i lepszych. To tylko człowiek może czuć się gorszy, jeśli z tej drogi zejdzie sam, ale ten drugi człowiek nie może mu tego zrobić. Bo jesteśmy wolni, sami decydujemy o sobie. To jest nauka Polski, która poszła w świat. Myśmy byli natchnieniem dla bardzo wielu ludzi. Był taki czas, że byliśmy natchnieniem dla samych siebie.
Był taki czas, byli tacy wieszczowie, tacy prorocy polskości, w wieku XIX, kiedy państwa zabrakło. Taki Mickiewicz, Słowacki, którzy tę duszę polską potrafili w genialny sposób, jako twórcy, wyłuskać i nam przedstawić. Żebyśmy zrozumieli, że jesteśmy wielkim narodem, ale nie wielkim do gnębienia kogoś innego. To nie na tym wielkość Polski polega. Ta wielkość geograficzna Polski, tej Pierwszej Rzeczypospolitej, ogromnej – jednego z największych państw ówczesnej Europy. Ono nie powstało z podboju. Myśmy nie poszli podbijać Litwy, Rusi, w tamtych czasach. Oni przyszli do nas. Unia Lubelska powstała dlatego, że bojarzy litewscy chcieli więcej wolności, a za wzór służył im polski szlachcic. Oni chcieli do Polski, bo chcieli się wyzwolić spod absolutnej władzy swoich możnowładców, różnych Radziwiłłów, którzy tej unii nie chcieli.
I to dlatego wielki książę litewski i jednocześnie król polski, przekazał całą Ruś za jednym zamachem Koronie. I dlatego Kijowszczyzna, czyli dzisiejsza Ukraina, stała się częścią Polski, Polskiej Korony. Bo tu była wolność. Oczywiście taka, jak na owe czasy mogła ona być.
Myśmy w tym duchu wzrastali. Chciałbym, żeby ten duch szlachecki, czyli duch wolnościowy, był udziałem każdego Polaka dziś. Dlaczego? Dlatego, że myśmy dokonali nieprawdopodobnego równania w górę, tworząc współczesny Naród Polski w wieku XIX, kiedy państwa nie było. Tak, my wszyscy do siebie mówimy, „pan, pani”, a nie „ty”. Możemy przejść na „ty”, to jest akt pewnej bliskości. Ale na początku jest szacunek, bo my się szanujemy, bo dokonaliśmy równania w górę. Bo cały naród jest szlachta – jak mówiła uchwała rządu narodowego z 1863 roku z Powstania Styczniowego. To dlatego nasz naród nikogo nie powinien pytać, skąd pochodzi, ale dokąd zmierza! Ten naród mógł zwyciężyć nad bolszewikami w XX wieku, bo polski robotnik i chłop nie uległ propagandzie bolszewickiej o jaśniepanach. Nie uległ. Gdyby uległ, Polski by nie było.
Wszyscy jesteśmy herbowi, każdy z nas ma ten sam herb – to jest orzeł biały. To jest nasz herb. Mamy wolność i godność. Godny człowiek może wszystko stracić, ale nie może zaprzedać się w niewolę. Dlatego my nie możemy tak się porozumieć z tą Unią Europejską, bo tam panuje inny duch. Bo oni wzrastali w duchu absolutyzmu – francuskiego, pruskiego, austriackiego. Bo cesarz Józef przecież decydował w sprawach religijnych. A król pruski rozsądzał spory między kościołami. A nasz król mówił: nie jestem panem waszych słów.
Jesteśmy wolnym narodem. Jesteśmy wolnymi ludźmi. I takimi pozostaniemy. Bo polski chłop, Wincenty Witos, trzykrotny premier, powiedział słowa, które wykuto na jego pomniku w Warszawie:
A Polska winna trwać wiecznie.
I tak będzie.