Tukidydes w swej „Wojnie peloponeskiej” opisywał atak Ateńczyków na wyspę Melos (dziś Milos), luźno powiązaną ze Spartą, co nastąpiło w roku 416 przed Chrystusem.
W dniu 9 stycznia 2026 osobny podcast tej historii poświęcił prof. Gościwit Malinowski, wrocławski filolog, patrz https://www.youtube.com/watch?v=a80RMA3VjuI. W szeroki oraz barwny sposób przedstawił on istotę oraz kontekst wydarzeń.

W dziele Tukidydesa znajduje się zapis negocjacji prowadzonych między zamkniętymi w murach swej stolicy Melijczykami a oblegającymi ich Ateńczykami. Nie jest to, rzecz jasna, ścisły stenogram z rozmów, lecz jedynie literackie ich ujęcie ze strony Tukidydesa, jednak wiadomo, że w rzeczywistości takie rozmowy się odbyły. Wiadomo też, że po wielomiesięcznym oblężeniu Ateńczycy osiągnęli sukces, a następnie wymordowali wszystkich mężczyzn Melijczyków, zaś kobiety i dzieci wywieźli jako niewolników. Po dziesięciu latach nastąpił zwrot w zmaganiach wojennych, kiedy to Spartanie odbili wyspę Melos i z powrotem sprowadzili tych z jej pierwotnych mieszkańców, których im się udało odnaleźć.
Profesor Malinowski przypomina mądry tekst Tukidydesa w czasie, gdy świat się zastanawia nad krokami podejmowanymi przez mocarstwa i realnie prowadzonymi naciskami oraz atakami na tych, którzy są słabszymi. W konkluzji zawartej w opisie podcastu prof. Malinowski pisze, że dla walczącej strony dysponującej odpowiednią siłą ważne są wyłącznie dominacja nad innym i płynące stąd korzyści oraz bezpieczeństwo dla siebie samych. To jest istota relacji międzypaństwowych. Silny bierze co chce, słaby ma wybór: niewola albo śmierć. Na sprawiedliwość i tym podobne frazesy jest miejsce tylko pomiędzy stronami o podobnej sile, nigdy między silnym a słabym.
Zapisane przez Tukidydesa argumenty obu negocjujących stron to jest tekst tak bogaty, że nigdy nie dający się zamknąć nawet najbardziej wnikliwymi komentarzami i konkluzjami, co zresztą nadal jest przedmiotem debat na wydziałach politologii oraz w akademiach wojskowych. Jak to trafnie zauważa prof. Malinowski, w trakcie negocjacji na wyspie Melos nikt nie sięgał po frazesy, i to jest ogromna wartość tego tekstu, tak odmiennego od pełnych hipokryzji narracji wypełniających dziś naszą infosferę. Od dawna widzimy, jak sięganie po wartości demokratyczne czy wartości europejskie w istocie jest jedynie zasłoną dymną maskującą brutalne forsowanie własnych egoistycznie rozumianych interesów oraz antydemokratyczne starania, by odbierać prawo głosu swym konkurentom. Stąd zastosowany przez prof. Malinowskiego tytuł jego podcastu: „Silniejsi osiągają swe cele, a słabsi ustępują”. Mi osobiście tutaj się przypominają pochodzące sprzed paru lat relacje między rządem Morawieckiego a Komisją Europejską, gdzie, nieco podobnie jak na wyspie Melos, negocjacje były trudne i w istocie bez żadnych szans na osiągnięcie sprawiedliwego rezultatu.

Choć w swoim czasie Melijczycy przegrali, jednak my nadal możemy prowadzić dyskusję inspirowaną słowami zapisanymi przez Tukidydesa, co jest w szczególny sposób uzasadnione w Polsce, a więc kraju znajdującym się na szerokich równinach wielokrotnie będących polem najazdów ze strony wielkich potęg. Czy słabszy zawsze musi ustępować? A jak się zachowywali starożytni Grecy w konfrontacji z dużo silniejszą potęgą Persów?
Całkiem niedawno ważne lekcje dla światowej myśli politologicznej dali Wietnamczycy i Afgańczycy. Wśród argumentów przedstawianych przez oblężonych Melijczyków warto wyczytać takie, które mają wieczną aktualność, a odnoszą się do strat wizerunkowych oraz pogorszenia własnej pozycji na innych frontach, co grozi silniejszemu wtedy, gdy w brutalny sposób zgnębi jednego słabszego. W perspektywie stuleci można by powiedzieć, że opłaciło się Melijczykom ponieść śmierć w obronie wolności, bo dzięki temu za pośrednictwem Tukidydesa przekazali komunikat dla wszystkich silniejszych naszej planety, iż gdy silniejszy da się zaślepić pychą, to gotuje sobie przyszły upadek. Dokładnie taki właśnie los spotkał Ateńczyków.
Bezpośrednią konsekwencją zbrodni na Melos było okrutne potraktowanie Ateńczyków dwa lata później przez Syrakuzan na Sycylii, po klęsce wyprawy Nikiasza, zaś długoletnie prowadzenie wojny ze Spartą ostatecznie doprowadziło do takiego osłabienia obydwu mocarstw, że gdy na arenę grecką wkroczył Filip Macedoński, to przejechał się po wszystkich jak po łysej kobyle. To jest istota tak zwanej pułapki Tukidydesa.
Filip oraz jego syn Aleksander nie uciekali się do tego typu działań, jakie Ateńczycy zastosowali na wyspie Melos, i dzięki temu utworzyli rozległe organizmy polityczne. Potrafili oni słuchać takich doradców, jak Arystoteles, który z pewnością nie tracił śliny ani czasu na prawienie frazesów, lecz przekazywał gruntowną wiedzę na temat sprawiedliwości. To jest lekcja, którą my dzisiaj powinniśmy wynosić, gdy zastanawiamy się nad współczesnymi wyzwaniami. Nie warto sięgać po tanie frazesy. Trzeba się uodpornić na medialne manipulowanie emocjami, należy też gruntownie rozumieć to, gdzie zderzają się jakie interesy oraz jakie są możliwości, by przeciwstawiać się szantażowi i przemocy ze strony silniejszego.
U Arystotelesa można wyczytać o dobru wspólnym, kiedy to każdy uzyskuje dla siebie trwałe korzyści, tak silniejszy, jak i słabszy. To jest realnie do zastosowania na naszej planecie, z korzyścią dla ludzkich społeczności, a nawet dla atmosfery planety, jednak najpierw trzeba się wyleczyć ze stosowania frazesów. Tutaj się przydaje lektura Tukidydesa, bo w negocjacjach na wyspie Melos nikt się we frazesy nie bawił.
Czy Melijczycy przegrali? Owszem, w swej epoce ich potomkowie już nigdy nie zdołali odbudować pierwotnie posiadanej pozycji. Nie jest jednak jasne, czy to musi być odczytywane jako klęska. Dzisiejsza Kambodża jest znacznie mniejsza niż w epoce wznoszenia Angkor Wat, jednak to wcale nie musi powodować, by dziś Khmerowie każdego dnia musieli z tego powodu topić swe smutki w alkoholu. Można być relatywnie słabym, ale zarazem dumnym ze świadectwa pozostawionego przez własnych przodków i dzięki temu głowę trzymać wysoko.
Dzisiaj mamy wokół siebie nadprodukcję frazesów, i to przeszkadza zarówno rozumieć świat, jak i budować trwałe konstrukcje. Jednym z przykładów na to są spory wokół Unii Europejskiej, gdzie frazesy znamionujące ślepy euroentuzjazm zderzają się z frazesami o Polexicie – rzekomo mającym przynieść uzdrowienie. Nie brakuje krajów spoza granic Unii, w których też mnożą się bezrozumne ideologie, a więc sam Polexit wcale nie gwarantuje Polsce lepszego losu.
O wiele lepszym byłoby otrząśnięcie się z frazesów i głęboki namysł nad tym, co jest słuszne i sprawiedliwe w poszczególnych dziedzinach gospodarki, spraw społecznych, prawa i polityki, aby nadać procesowi integracji europejskiej kierunek zgodny z prawem naturalnym oraz fundamentami, na których powstała Europa. I choć to perspektywa budząca odruch wstrętu, najlepszą drogą jest powrót do tego, co jakiś czas temu robił rząd Morawieckiego, to jest by prowadzić żmudne negocjacje, starając się sięgać do konkretnych argumentów oraz próbując budować sojusze wszędzie tam, gdzie to tylko może okazać się możliwe. Choć to trudne, jednak warto wszystkie strony przekonywać do realizowania dobra wspólnego, gdzie silny nie gnębi słabszego, lecz znajduje korzyści z owocnej współpracy ze słabszym. Takie były idee założycielskie procesu integracji europejskiej z czasów Roberta Schumana, Konrada Adenauera i Alcide de Gasperiego. Ten kierunek trzeba przywracać, zamiast tracić czas na przerzucanie się frazesami.
Warto też korzystać z mądrej lektury, a w tym sięgać do starannego rozważania argumentów przedstawianych w trakcie negocjacji na wyspie Melos, jak nam to zrelacjonował Tukidydes.