Budapeszt 2026

Trump ante portas

Wzmocnienie się stosunkowo nowej, dotychczas pozaparlamentarnej partii sprawia, że zaplanowane na kwiecień 2026 roku wybory niemal na pewno przyniosą na Węgrzech zmiany, choć niekoniecznie zmianę rządu. Natomiast z dużym prawdopodobieństwem zakończy się dotychczasowa oś sporu politycznego opartego na podziale na prawicę i lewicę. Jej miejsce zajmie rywalizacja między ugrupowaniami odwołującymi się do różnych odcieni prawicowości. Nowa formacja nie atakuje bowiem władz z pozycji ideologicznych, lecz kwestionuje autentyczność głoszonych przez rząd wartości.

Nazwa nowego opozycyjnego ugrupowania TISZA pochodzi od połączenia skrótów węgierskich słów „szacunek” i „wolność”, będąc zarazem nazwą drugiej co do wielkości rzeki w kraju – Cisy (węg. Tisza). Nieprzypadkowo narracja tej partii w wielu aspektach przypomina retorykę Fideszu. Jej lider, Péter Magyar, był wcześniej mężem ówczesnej minister sprawiedliwości z ramienia Fideszu, Judity Vargi. Po rozpadzie małżeństwa ujawnił swoje tajne nagrania, na których Varga, jeszcze jako jego żona, prywatnie i poufnie opowiadała mu o kontrowersjach w rządzie. Jednocześnie eksmąż ogłosił powstanie nowej formacji obiecującej odsunięcie rządu od władzy.

Bezpośrednim impulsem do mobilizacji stał się skandal wokół jednej z placówek opiekuńczo-wychowawczych na początku 2024 roku. W jego kontekście Magyar – świeżo po rozstaniu z matką swoich dzieci – ogłosił, że prorodzinna narracja Fideszu, jak też inne wartości narodowe i modernizacyjne głoszone przez rządzących, są jedynie zasłoną dla wzbogacania się elit związanych z władzą. Przekaz ten trafił na podatny grunt w kręgach wyborców od dawna poszukujących realnej alternatywy wobec Orbána. Fakt, że przez ponad dekadę sam Magyar korzystał z przywilejów systemu, nie zniechęcił ich.

Partia TISZA, choć deklaratywnie posługuje się narracją prawicową i prounijną, okresowo wysyła także sygnały pod adresem wyborców lewicowych. Programowy cel zahamowania spadku demograficznego współistnieje w jej retoryce z zapowiedzią polityki „nie prorodzinnej, lecz pro-ludzkiej”. Podobna ambiwalencja cechuje stosunek ugrupowania do Ukrainy. Deklaruje jednoznaczne poparcie dla Kijowa, a jednocześnie sugeruje istnienie narodowego konsensusu z Fideszem w sprawie pokoju, w czasie, gdy przekaz Fideszu sugeruje, że Ukraina jest co najmniej współodpowiedzialna za wojnę. W ten sposób Magyar skonsolidował większość elektoratu opozycyjnego, marginalizując dotychczas dominującą opozycję lewicowo-liberalną.

Już trzy miesiące po powstaniu partia TISZA (Cisa) zdobyła w wyborach europejskich niemal jedną trzecią głosów, ustępując jedynie Fideszowi. Jej zwolennicy ukuli nawet metaforę, że „Cisa wylewa”, sugerując, iż fala poparcia będzie się nadal podnosić. I tak też się stało. Choć partie lewicowe w desperacji próbowały prześcignąć TISZĘ w antyfideszowskiej retoryce, w 2025 roku sondaże zaczęły pokazywać, że dużą literą pisaną „Opozycją” na Węgrzech stała się właśnie TISZA (Cisa) – z poparciem dorównującym partii rządzącej lub ją nawet przewyższającym.

Tymczasem Viktor Orbán w 2025 roku nie był w najlepszej formie politycznej. Zapowiadany przez niego po porozumieniach z Chinami w 2024 roku dynamiczny wzrost gospodarczy nie nastąpił, a stagnacja utrzymała się kolejny rok. Prognozowany przez Orbána szybki pokój na Ukrainie – oparty na zwycięstwie Donalda Trumpa i wycofaniu amerykańskiego wsparcia – również nie doszedł do skutku: wojna uległa dalszej eskalacji.

Coraz wyraźniej widać, że przyjęta przez Fidesz analiza zdarzeń – przypominająca rosyjską propagandę – jest błędna. Opiera się ona na założeniu o upadku Zachodu i dynamicznym rozwoju Wschodu. Tymczasem zarówno potęgi wschodnie, jak i Zachód zmagają się z głębokimi problemami wewnętrznymi, a współpraca z Chinami czy Rosją nie stanowi uniwersalnego lekarstwa na strukturalne słabości węgierskiej gospodarki.

Co prawda, krótkoterminowo do tej pory ta polityka potrafiła przynieść pewne korzyści: rząd łata deficyt i finansuje realizację prorodzinnej polityki dzięki taniej rosyjskiej ropie, sprzedawanej z dużą marżą na rynku krajowym. Model ten jest jednak długoterminowo nie do utrzymania, co coraz wyraźniej pokazują rosnące ceny, fatalny stan dróg, albo pociągi kursujące z rosnącymi opóźnieniami, a czasami nawet wykolejające się z powodu stanu infrastruktury kolejowej.

Rzeczywisty stan kraju wchodzi w coraz ostrzejszą sprzeczność z rządową propagandą sukcesu. Mimo to znaczna część społeczeństwa – zwłaszcza starsze pokolenia – nadal niemal z religijną wiarą ufa w skuteczność polityki Orbána, pamiętając stabilizację po głębokim kryzysie spowodowanym polityką poprzednich rządów lewicowych przed 2010 rokiem. Zwolennicy Orbána oczekują od niego powtórzenie tego cudu w obecnych warunkach.

Jedyną względnie realistyczną podstawą tych nadziei mogą być bardzo dobre osobiste relacje Orbána z prezydentem USA Donaldem Trumpem, który wysoko ceni fakt, że węgierski premier stał przy nim nawet wtedy, gdy nikt inny tego nie robił. Żaden urzędujący premier węgierski nie cieszył się w Waszyngtonie takim uznaniem, jak Orbán teraz. Konserwatywne kręgi Partii Republikańskiej postrzegają Budapeszt jako symbol obrony wartości chrześcijańskich i polityki prorodzinnej.

Gdyby Orbán potrafił przełożyć ten prestiż na odczuwalny amerykański wkład w rozwój gospodarki Węgier, mógłby zapisać się w historii jako wybitny przywódca – mimo jednoznacznych błędów ostatnich czterech lat.

Jego listopadowa wizyta w Waszyngtonie przyniosła zapowiedzi współpracy technologicznej, zbrojeniowej i energetycznej, w tym wejście USA na węgierski rynek nuklearny. W zamian Trump obiecał zwolnienie Węgier z sankcji na rosyjską ropę – według Orbána na zawsze, według Amerykanów na rok. Jawne nieporozumienie w sprawie tego jedynego szczegółu przyćmiło wizerunek dobrze udanej wizyty. Na początku nowego roku natomiast opublikowany został list Trumpa do Orbána, w którym prezydent USA zapowiada swoją osobistą wizytę na Węgrzech.

Dopuszczenie Amerykanów do sektora atomowego, do tej pory dominowanego przez Rosję, zmusiło Orbána do tłumaczeń przed Putinem. Tuż przed wyborami szczególnie potrzebujący tanią rosyjską ropę premier węgierski poleciał do Moskwy po „łaskę” (czyli po ropę), którą w końcu Putin obiecał – ale za cenę. Mniejsza rzecz, że węgierski premier musiał z nim negocjować dłużej niż z amerykańskim prezydentem. Gorzej wypadło, że ze względu na jego moskiewską podróż, polski Prezydent Karol Nawrocki, przybywając w grudniu na szczyt V4 na Węgry, odwołał spotkania bilateralne zarówno z premierem Orbánem, jak i z prezydentem Tamásem Sulyokiem.

Dla Orbána było to szczególnie bolesne, gdyż prezydent Nawrocki cieszy się dużym autorytetem wśród wyborców Fideszu. Poza tym Péter Magyar konsekwentnie buduje wizerunek nowego chorążego przyjaźni polsko-węgierskiej, choć raczej tej z rządem Tuska niż z prezydentem. Mimo że wcześniej relacje z Polską nie odgrywały w jego działalności centralnej roli, wypowiedzi z 2025 roku w tematyce polsko-węgierskiej przyjaźni cechował wysoki poziom merytoryczny – co sugeruje obecność dobrze przygotowanych „polonofilów” w jego otoczeniu.

Nie jest to zaskoczeniem, skoro Orbán – mimo znanego przywiązania do przyjaźni obu narodów, demonstrowanego między innymi w formie udzielenia statusu uchodźca polskim politykom prawicowym, uciekającym przed represjami rządu Tuska – wielokrotnie ranił wrażliwość „polonofilów”, czyli tych Węgrów, którzy Polskę szczególnie cenią. Na przykład regularnie nazywał państwa wspierające Ukrainę „wojennymi podżegaczami”. Możliwe, że część „polonofilów” właśnie dlatego przeniosła swoje sympatie polityczne do obozu Cisy.

Paradoksalnie zaletą tej sytuacji może się okazać, że dziś „polonofile” obecni są po obu stronach węgierskiej sceny politycznej. W świecie głębokich podziałów niewiele może łączyć obie strony parlamentu nad Dunajem, lecz w najlepszym wypadku przyjaźń z Polską może stać się jednym z nielicznych wspólnych mianowników. Jeśli tak się stanie, Polacy będą mogli powiedzieć, że stali się depozytariuszami węgierskiej jedności narodowej. W ten sposób udało mi się napisać także coś optymistycznego, choćby na zakończenie mojej analizy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *