Śp. Warcisław Martynowski 1945-2025
W drugiej połowie roku 1982, przy ulicy Murarskiej we Wrocławiu, gdzie mieszkaliśmy z żoną i trzyletnim synem, pojawił się Wartek po kolejną paczkę bibuły przeznaczoną na Kotlinę Kłodzką. Z reguły podziemną prasę odbierał z innej skrzynki, ale tym razem wpadł do nas, bo zdążyliśmy się już zaprzyjaźnić poprzez podziemne kontakty.
W kuchni dziecko siedziało na wysokim krzesełku przy stole. Naprzeciw stała wysoka lodówka. Na jej bocznej ścianie przykleiłem mapę polityczną Europy, żeby dzieciak uczył się od małego jak wygląda świat. Na mapie były dwa państwa niemieckie, jedna Czechosłowacja i jedna Jugosławia. Związek Radziecki był czerwony i zajmował połowę mapy. Polska była ciemnoróżowa i miała długą granicę z ZSRR – od Mierzei Wiślanej do Ustrzyk Dolnych.

Wartek usiadł w kuchni, dostał herbatę, rzucił okiem na mapę i zaklął. – Co ty, k…., chłopakowi pokazujesz – dobrodusznie obsztorcował mnie. – Tak nie będzie. Otworzył swoją torbę-monterkę i wyjął garść flamastrów. – Niemcy muszą być zjednoczone – zamalował jednym kolorem oba państwa niemieckie. – Czechy trzeba oddzielić od Słowacji – narysował nową granicę i pokolorował oba państwa różnymi barwami. – Tu będzie Estonia, Łotwa, Litwa – rysował granice i nadawał kolory nowym państwom – a tu Ukraina i Białoruś. – No, teraz k…. widać, że jesteśmy w centrum Europy – zakończył wykład.
Musiałem przyznać, że to wyznaczało zupełnie inną rolę i perspektywę dla Polski. – A z Kotliny Kłodzkiej musi być autostrada do Świnoujścia, do portu – dodał, rysując czarną linię omijającą Wrocław, jak dzisiejsza obwodnica. – Tam jest tylko mały port rybacki, po co autostrada? – próbowałem bagatelizować taką wizję. – Zbudujemy duży port żelbetu z wyburzonych bolszewickich blokowisk, z całego kraju trzeba będzie ten syf zwozić do konstrukcji nabrzeży – wyjaśnił.
Futurystyczną, jak na 1982 rok, mapkę zabrała Służba Bezpieczeństwa podczas najbliższej rewizji. Przy próbie przesłuchania próbowali się dowiedzieć skąd mam taką mapę? – Czy pan wie, że to godzi w sojusze PRL? Wiedziałem. Ale właśnie o to chodziło, by te sojusze nie były przymusowe. Koncepcja Wartka, że narody powinny mieć swoje państwa, bardzo mi odpowiadała. Dlatego przez szereg lat współpracowaliśmy właśnie w takim kierunku: obalenia w Polsce narzuconego nam z Moskwy systemu politycznego.
Wartek rozpoczynał walkę z komunistyczną administracją PRL od protestów w marcu i sierpniu 1968 roku, gdy był studentem geografii. Potem był flirt z Konfederacją Polski Niepodległej, ale gdy poznaliśmy się w stanie wojennym w jakiejś skrzynce kolportażowej przy Bardzkiej we Wrocławiu, szybko przystał do Solidarności Walczącej i złożył przysięgę.
Mieszkał z ojcem na obrzeżach Lądka Zdroju. Często tam rodzinnie bywaliśmy, szczególnie podczas wakacji. Był wrośnięty w Kotlinę Kłodzką, ta ziemia była prawdziwą ojczyzną Wartka, znał ją jak własną kieszeń. Późno się ożenił z twardą, zasadniczą i bardzo gościnną góralką, Anią, dziś cenionym i nietuzinkowym w Kotlinie Kłodzkiej lekarzem. Gdy pojawiły się dzieci, dom przy Brzozowej zmienił charakter z muzealno-spotkaniowego na rodzinny, choć interesujących spotkań nadal było tam bez liku.
Gdy znika spośród nas, żywych, ktoś taki jak Wartek, wydaje się, że nie tylko Kotlina Kłodzka traci dobrego ducha-opiekuna, ale zaczyna brakować punktu orientacyjnego, o który można się oprzeć, jak o pal wbity pośród mgieł w bagniste grunty.
Był Wartek zawsze dla mnie punktem odniesienia w wielu sprawach, o których nawet nie musiałem z nim rozmawiać. Wystarczyła refleksja: a co by Wartek na to powiedział? Przy swoim antykomunistycznym i radykalnym patriotyzmie, jego opinie o bieżących wydarzeniach społeczno-politycznych były jednak wyważone. Mówił językiem dobitnym, barwnym, nie przebierając w słowach, jasno formułując myśli, pokazując dalekosiężne cele.
Wierzę, że Dobry Bóg przygarnął Wartka na wieczny odpoczynek blisko Swojego Tronu.
Paweł Falicki, 11 grudzień 2025