Recenzja
W połowie 2025 roku ukazała się „Ruska miłość”, nowa dwutomowa powieść poetycka Stanisława Srokowskiego, wybitnego poety, pisarza, krytyka literackiego, tłumacza, wielkiego piewcy dziedzictwa Kresów.
Akcja powieści rozgrywa się w maju 1960 roku w Legnicy, która była wtedy siedzibą sztabu Północnej Grupy Wojsk Armii Sowieckiej w Polsce. To jednak nie Rosjanie są bohaterami utworu.
Głównym bohaterem jest Jakub Mejer, absolwent polonistyki Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. Jego osobowość nie mieściła się w ówczesnych schematach, nie tylko ideologicznych. Już od pierwszych stron utworu autor podkreśla, że jego bohater jest odmienny. Gdy innirobili kariery, „zapisywali się do partii i pięli po szczeblach do góry, on z miejsca odrzucił taki model życia”. Mejer był z innej „paczki”. Jego świat nie należał do tamtej epoki, a do zupełnie innej. Od pierwszej do ostatniej strony powieści czytelnik wkracza nie tylko w gąszcz metafor, niedopowiedzeń, „szczelin” pamięci, powagi, tragizmu, ale takżei groteski.
Mejer nie potrafił uzasadnić swojej inności, „ale czuł całym sobą”, że z ówczesną rzeczywistością nie mógł się identyfikować. Nie interesowała go „materialna strona życia”. Chciał zostać poetą, i to poetą „subtelnej frazy, intelektualnej głębi i głębokich uczuć”. Jego marzeniem było pisanie książek i nauczanie dzieci. Pisanie traktował jako powołanie porównywalne z kapłaństwem, stawianym na równi z „łaską i dramatem”.
Powiedzmy wprost, Mejer to alter ego autora. Trzeba także zaznaczyć, że tekst „Ruskiej miłości” ma wiele z gombrowiczowskiego postrzegania świata. Przy oryginalnym stylu Srokowskiego, nasyconym poszukiwaniami w przestrzeni języka poezji, czytelnik wprowadzany jest w intrygującą warstwę semantyczną, oddającą ducha epoki i pełną napięcia akcję powieści.
Z myślą o znalezieniu pracy 23 maja 1960 roku Mejer wsiadł w Krakowie do pociągu jadącego do Szczecina i znalazł się w Legnicy. Stał na peronie i rozglądał się. Patrząc na jedną z kobiet, przypomniał sobie wyjazd do Moskwy sprzed dwóch lat. Jego rodzina pochodziła z Kresów. W 1939 roku dziadek został wywieziony na Sybir, a po latach więzienia wskazano mu miejsce zamieszkania pod Moskwą. Po wojnie rodzina poszukiwała dziadka przez Polski Czerwony Krzyż, aż w 1958 roku przyszła wiadomość o jego losach. W imieniu rodziny Mejerów nasz bohater postanowił pojechać i odszukać grób dziadka. W przedziale pociągu „pędzącego” do Moskwy naprzeciwko niego siedziała młoda kobieta. W pewnym momencie rozpoczęli rozmowę. Była Rosjanką, żoną oficera stacjonującego w Legnicy. Na imię miała Lena. Uczyła rosyjskie dzieci plastyki, przekazywała im wiedzę o sztuce. Zauroczyła ją polska kultura, głównie literatura, muzyka, sztuki plastyczne.
Zafascynowana polską i europejską kulturą, przekazywała nabywaną wiedzę swoim uczniom. Nie mówiła o socrealizmie, a o impresjonizmie i kubizmie. I tym się naraziła sowieckiej władzy. Natychmiast została zwolniona z pracy, a jej męża przeniesiono do jednostki w Zgorzelcu. Zażądano od niej samokrytyki. Nie złożyła. Na granicy z Rosją Sowiecką została zabrana z przedziału przez oficera NKWD. WMoskwie podjęto decyzję o skierowaniu jej do szpitala psychiatrycznego. Przeżyła w nim koszmar. Dzięki staraniom męża po półtora roku została zwolniona. Wyczerpana powróciła do Legnicy. Męża nie zastała. Popełnił samobójstwo.
Po dwóch latach Mejer ponownie spotkał Lenę. Umówili się na rozmowę. Świadomie uwypuklamy wątek z Leną, by zwrócić uwagę na związki tekstu Srokowskiego z wielką literaturą rosyjską.
Po opuszczeniu peronu Mejer kupił w kiosku „Wiadomości Lokalne” i zauważył anons, który mówił, że zmarł legnicki pisarz, Ryszard Arłamów i że pogrzeb odbędzie się 25 maja o godzinie 12. Przypadek zdecydował, że stanął przed budynkiem Technikum Chemicznego. Z przyśpieszonym biciem serca wszedł do wnętrza. Natychmiast został dostrzeżony. Lotem błyskawicy po szkole rozniosła się informacja, że pojawił się ktoś obcy. Na wszystkichpadł blady strach. Nagle okazało się, że każdy czegoś nie dopełnił, że uczniowie w internacie spali na starych, brudnych materacach, w pomieszczeniach szkolnych był bałagan. W gabinecie dyrektora siedziało dwóch sekretarzy partii. W godzinach pracy pili alkohol.
Mejer opuścił szkołę i znalazł się w pobliżu sowieckich koszar. Zajrzał do księgarni i do pobliskiej restauracji. Wstąpił też do redakcji „Wiadomości Lokalnych”. Zagadnął o zmarłego poetę. Przeczytał też fragmenty jednego z opowiadań Arłamowa i był zachwycony tekstem. Zrozumiał, że zmarły pisarz przez władze nie był akceptowany, pisał bowiem o nadużyciach, o korupcji, o ludziach odrzuconych, żyjących w nędzy. Cenzor nie pozwalał na publikowanie jego prac. Zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach.
Obecność Mejera w różnych instytucjach do tego stopnia zaniepokoiła władze, że zaczęto go śledzić, a także przesłuchiwano osoby, z którymi się spotkał. Nawet najbardziej szczegółowa recenzja nie odda przekazu autora, jego konstatacji przekazanych za pomocą dialogu, często monologu.
Tę powieść koniecznie trzeba przeczytać. Wówczas uzmysłowimy sobie skalę zastraszenia i zdemoralizowania społeczeństwa okresu PRL, ówczesnego establishmentu (homo sovieticus). Nikt nie czuł się bezpieczny.
Mejer natknął się na moście na dwóch mężczyzn pijących za zdrowie Rycha, czyli zmarłego Arłamowa. Zabrali go do swojej speluny. Okazało się, że mieli władzę nad dzielnicą Zakaczawie, biedną, opuszczoną, przypominającą półświatek. I z tym półświatkiem zbratał się Arłamów.
Tymczasem trwały przesłuchaniakolejnych osób. Władze wyobrażały sobie, że nieznany przybysz jest rewizorem przybyłympo to, by sprawdzić skuteczność ich pracy. Sądziły, że jeżeli wszystkim się interesuje, to będzie również na pogrzebie Arłamowa. Muszą więc pokazać, że troszczą się o twórców. Nakazali, by w pogrzebie uczestniczyli pracownicy zakładów pracy z terenu miasta i powiatu.
Nawet Mejer nie przypuszczał, że „kumple” Arłamowa, zapewne z jego inicjatywy, przygotowali wydarzenie, które wstrząśnie Legnicą. Na uroczystości pogrzebowe na cmentarzu przybyły masy. Obecny był też miejscowy establishment. To jego przedstawiciele wygłaszali mowy pochwalne na cześćzmarłego. Gdy obrzędy zbliżały się ku końcowi, nagle, niczym z grobu, odezwał się głos Arłamowa. Przez głośnik oskarżał miejscowe władze, zarzucając hipokryzję, różne nadużycia. Takiego biegu wydarzeń, poza wtajemniczonymi, nikt się nie spodziewał. Arłamów, z bliskimi muosobami z Zakaczawia, postanowił zrobić „drakę”. Nikogo w to nie wtajemniczali, „tylko wydali odpowiednie dyspozycje w dniu pogrzebu swoim chłopakom”.
Czytelnik powinien jeszcze zwrócić uwagę na nauczycielkę Krystynę Rajską,którą pozbawiono pracyza niezależną postawę. To ona po powrocie Mejera do Krakowa napisała do niego list, w którym przekazywała, że następnego dnia „tajniacy” zabrali Arłamowa do szpitala psychiatrycznego. Natomiast polityczna „awantura”, wywołana podczas pogrzebu, „zmiotła ze stanowisk wszystkich sekretarzy partii”, dyrektorów. Napisała również, że Lena popełniła samobójstwo.
Obok „Ruskiej miłości” Srokowskiego nie można przejść obojętnie. Jest to literacki przekaz historii PRL, obraz ówczesnego zakłamania, komunistycznego zniewolenia, ale nie tylko. Kolejne strony książki zapraszają do refleksji nad strukturą egzystencjalną bytu ludzkiego, wpisującą się także w klasyczne rozważania o człowieku. Głębokie analizy antropologiczne stały się kontynuacją wcześniejszych poszukiwań autora, wskazując również na nowe poetyckie ujęcia.
Stajemy przed podstawowym pytaniem: Na ile trzeba być niezależnym, mieć odporność wewnętrzną, siłę intelektu, by nie ulec systemowi politycznemu i zachować swoją godność, podmiotowość? Powyższe zagadnienie sytuujemy w kontekście wysiłku ducha czytelników, którzy wychwycą wielowątkowe aluzje autora do doby dzisiejszej, do aktualnych znaków czasu.
Stanisław Srokowski, „Ruska miłość”, Arcana, Kraków 2025