Wojciech Doleżał

Został wyróżniony w konkursie literackim PJC w dziedzinie poezji. Uczeń Liceum Ogólnokształcącego nr III im. Adama Mickiewicza we Wrocławiu.

Anioł

Kobieta, inny świat Ona prowadzi mnie przez Niego za rękę
Chroni mnie, skazanego na mękę
Obluzowuje płyty zbroi, zabiera tarcze
Bym mógł spokojnie przejść te wszystkie marsze
Lata dookoła mnie ta Wrona
Z góry widać, że to ona
Przykrywa skrzydłami słońce, wżerające się w mą skórę
Ale po co patrzeć na nią z w górę
Płoszy ją błysk odbitego piękna w mych oczach
Może doceni to dopiero, gdy wyniosą mnie na śmierci noszach
Muza, muzyka dla skrwawionych grzechem rąk
Dla tego legionu samobójców
Dla tego samotności wybranka, skazańca
Ona tylko na pewien czas zsyła swoje czarne pióra ku ziemi
By potem porzucić i znaleźć następnego podróżnika
Lecz tym razem tego wypisanego na jej nocnym niebie,
tego lepszego ode mnie z od poprzedniego

Niewola

Między prętami, między kratami, między wierszami
Między wszystkim siedzisz jak kanarek w klatce
Możesz rozwinąć tylko struny głosowe
Skrzydła noszą zbyt wielki ciężar
Zbroja ma zbyt wiele warstw
Łatwiej teraz podążać za stadem
Nie myśleć, ufać niemyślącym
Oni w ogień, ty w ogień
Zaburzają biologiczny sens życia
Jedyny sens życia
Zielone światło, wolność
Sen, ale nie każdy ma sny
A gdy już to chyba na porannym haju
Koszmary śnisz całe życie, głównie na jawie
Nie chcąc, a jednak chcąc
Nadwyrężasz siły wronich skrzydeł
Drążąc te imiona w nieskalanej skale

Jeździec

Musisz być kimś innym, by zagrać główną rolę
Gdy inni zejdą ze sceny, ty wciąż graj
Pomóż, bo tak ci kazano
Zabij, bo musisz, nie chcesz
Nie jesteś bohaterem, jesteś koniecznością
Albo i żartem, porażką autora
Proch trzepocze skrzydłami, ty dosiadasz rozpacz
W dłoniach dzierżysz ból, a w pochwach nosisz koniec
Jeden z czterech, ostatni, ocalały
Władca ludzkiego strachu
Ten wchodzący głębiej, gdy inni się cofają
Towarzysz wszystkich swych braci
Cień tnący mgłę
Łza żrąca skórę
Żniwiarz pośród ludzi

Puste myśli

Kruk, majestat tnący białe niebo
Łączący chmury czarnymi piórami, atramentowymi plamami
Osamotnione pióro, piszące przyszły deszcz
Czarna ciecz spadnie na ziemię
Wchłoną ją nasze serca, chociaż niektórym różnicy to nie zrobi
Może wtedy połączą kropki, jak dziecko będą cieszyć się z krwawej kolorowanki
Zakreśloną kulą przebijającą głowy
Samotność jest jak matka, kocha cię i pragnie Twojej obecności
Ty chcesz się jej wyrwać, znaleźć ludzką duszę
Jak ten kruk pragniesz wolności
Pragniesz włożyć zbroję i walczyć w jej imię
Niestety głupcze za późno na rycerski kodeks, za wcześnie na cyberpunkowe życie
Teraz jesteś nikim, dążysz od kropki do kropki
Szukasz odpowiedzi
Ale po co ci ona skoro prawda nie istnieje na tym świecie
Jest zerem, jak fałsz
Przebite strzałą serce ma właśnie takie myśli
Rozdrapuje stare rany, aby stworzyć większe blizny
By kruk miał gdzie włożyć dziób
Wężowa skóra owiła mi się wokół języka i syczy
Rozmowa z wężami to chyba jedyne co mi zostało
Bo kto inny zasyczy dla mnie w taki sposób
Jak one, jak te złączone łuskami kropki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *