Dwadzieścia pięć lat temu na wrocławskich Kuźnikach poświęcony został kościół pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli. A erygowanie parafii z tak zacnym patronem nastąpiło osiem lat wcześniej, czyli w 1992 roku.
Jeszcze za życia budowniczego kościoła oraz pierwszego proboszcza, ks. prałata Bolesława Szczęcha (1992–2019), z inicjatywy parafian rozpoczęto odprawianie comiesięcznych mszy świętych za Ojczyznę. Nawiązując do święta patronalnego i odpustu, który ma miejsce 16 maja, wszystkie kolejne msze za Polskę do dziś dnia odbywają się 16. każdego miesiąca.

Jednak w ostatnią niedzielę 16 listopada 2025 roku msza za Ojczyznę miała wyjątkowy charakter. Liturgii towarzyszyło sprowadzenie do świątyni relikwii błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. Współczesny nam święty męczennik przyszedł do patrona Polski, męczennika za wiarę z XVII wieku. Piękna, podniosła, wzruszająca uroczystość.
Miejscowi oraz przyjezdni gościa wypełnili szczelnie świątynię, liczne poczty sztandarowe dodały uroczystości splendoru, a jeden z oddanych parafian ufundował relikwiarz. Liturgii przewodniczył ksiądz Andrzej Dziełak, kolega księdza Jerzego z czasów odbywania zasadniczej służby wojskowej. Obaj byli w latach 1966-1968 klerykami alumnami powołanymi do wojska w Bartoszycach, jednostce położonej na północnym wschodzie Polski, w pobliżu granicy sowieckiej. Już w tamtym czasie z powodu nieskrywanej religijności spadały na księdza Jerzego prześladowania, które poważnie nadszarpnęły Mu zdrowie.

Jak głosił w kazaniu ks. Andrzej Dziełak – spośród polskich męczenników ci dwaj kapłani, św. Andrzej i bł. Jerzy, stali się ofiarami najbardziej okrutnej, wyrafinowanej śmierci. Nie zna historia naszej Ojczyzny bardziej okrutnego męczeństwa. Andrzej zamęczony przez kozaków, księdza Jerzego zamordowali jego rodacy, Polacy.
Czytania na ten dzień nie zostały specjalnie wybrane, tym bardziej poruszające były słowa Ewangelii wg św. Łukasza z rozdziału 21: …przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa.

Dalej mówił ksiądz Dziełak: To zło, prześladowanie, pozbawianie godności, to kłamstwo, które się rozlewa w przestrzeni publicznej nad naszą polską ziemią – tego boleśnie doświadczamy. Cierpienia tylu, tylu ludzi, to zło, moi drodzy, nie może nas przerazić. Jezus mówi – będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Nie bójcie się!
Św. Andrzej Bobola, jezuita, duszochwat, kaznodzieja, spowiednik, misjonarz Polesia. Doświadczył niewyobrażalnego cierpienia. W 300. rocznicę jego męczeńskiej śmierci, w 1957 roku, ukazała się jedyna w Kościele katolickim encyklika poświęcona jednemu świętemu – „Invicti Atletae Christi” (Niezwyciężony Szermierz Chrystusa). Papież Pius XII pisał w niej o św. Andrzeju Boboli:
Został pochwycony w okolicy Janowa przez wrogów katolickiego imienia. (…) Wzdryga się dusza na wspomnienie wszystkich tych mąk, które bohater Chrystusowy z niezłomnym męstwem i nieugiętą wiarą przecierpiał. Po obiciu kijami i dotkliwych policzkach, przywiązany sznurem do konia, ciągniony był przez jeźdźca na powrozie męczącą i krwawą drogą aż do Janowa, gdzie czekała go ostatnia katusza. (…) Powtórnie obity biczami, na wzór Chrystusa uwieńczony został dotkliwym spowiciem głowy, policzkami straszliwie sponiewierany i zakrzywioną szablą zraniony, upadł. Niebawem wyrwano mu prawe oko, w różnych miejscach zdarto mu skórę, okrutnie przypiekając rany ogniem i nacierając je szorstką plecionką. I na tym nie koniec: obcięto mu uszy, nos i wargi, a język wyrwano przez otwór zrobiony w karku, ostrym szydłem ugodzono go w serce. (…) dobity cięciem miecza doszedł do palmy męczeńskiej, zostawiając wspaniały obraz chrześcijańskiego męstwa.

Na księdzu Jerzym w październiku 1984 roku dokonano podobnie bestialskiego mordu. Wbrew sfingowanym ustaleniom procesu toruńskiego kaźń jego trwała kilka dni. Niestety nie znamy ani zleceniodawców – choć się domyślamy, ani realizatorów bestialstwa. Poprzez tę śmierć chciano zastraszyć naród, kneblując na zawsze usta Kapelana Solidarności.
Najwyraźniej nie do zniesienia dla zarządców PRL i ich moskiewskich mocodawców były słowa pełne wiary, mocy i prawdy, które ks. Jerzy co miesiąc głosił. W listopadzie 1983 roku wierni usłyszeli:
O cierpieniach Narodu od 13 grudnia 1981 roku mówiliśmy już wiele razy podczas naszych comiesięcznych Mszy świętych na Ojczyznę. Wspomnijmy więc dzisiaj tylko o niewinnej śmierci braci naszych, górników z kopalni „Wujek”, o śmierci braci z Lubina, Nowej Huty i innych miejscowości, o okrucieństwie zbrodni dokonanej na Grzesiu Przemyku. Wspomnijmy o tylu bitych i poniewieranych w godności ludzkiej siostrach i braciach. O obozach internowania rozsianych po niemal całej polskiej ziemi. O łzach matek, ojców, dzieci, żon i mężów. O więzionych bez wyroków. (…) Może jeszcze do skuteczności ofiarnego kielicha Narodu potrzeba więcej naszego osobistego zaangażowania. Może jeszcze za mało naszych dobrowolnych wyrzeczeń, za mało czysto ludzkiej solidarności. Za mało odwagi do demaskowania złą, za mało troski o cierpiących, krzywdzonych i więzionych. Może ciągle za dużo w nas egoizmu, zalęknienia, za dużo pijaństwa, za dużo ludzi sprzedajnych, bez własnego zdania, chcących wygrywać własne interesy kosztem innych. Może ciągle jeszcze za mało tych, którzy są wierni ideałom, za które bracia nasi przelewali krew?
Niedawno w Warszawie pod hasłem “Prawda jest nieśmiertelna” obchodzono już 41. rocznicę śmierci ks. Jerzego. Ksiądz Karol Oparcik, kustosz Sanktuarium Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki mówił wówczas: Dla księdza Jerzego prawda zawsze była na pierwszym miejscu, bo prawdą jest sam Bóg. Za tę prawdę oddał życie i ta prawda jest nieśmiertelna i aktualna, zwłaszcza w dobie manipulacji.
Heroiczni nasi patroni, święty Andrzeju Bobolo i błogosławiony księże Jerzy Popiełuszko – módlcie się za nami w tych na powrót trudnych czasach!
Zdjęcia Tomasz Białaszczyk