Tłumaczył: Stanisław Srokowski
ARETEOS BEZANIS

Areteos Bezanis urodził się w 1999 roku. Studiował teatrologię oraz zarządzanie. Jego utwory znalazły się w Wielkiej Encyklopedii Literatury Greckiej Nowożytnej i w kilku innych antologiach oraz zostały przetłumaczone na język angielski, francuski i hiszpański. Brał udział w międzynarodowych wydarzeniach i festiwalach literackich (Granada, Nikozja, Patras itp.). Analitycy powiadają, że tematami jego wierszy są: „(samo)konsumpcja, strata, oszustwo, przyjemność i ból miłości. Wszystkie zmysły stopniowo prowadzą do erotycznej przyjemności. Granicą miłości jest nieskończoność (…). A my dodajmy, żewyobraźnia Bezanisa jest niezwykle drapieżna, szczególnie przy prezentacji wątków erotycznych, czasami agresywna, choć niekiedy, jakby dla równowagi, niezwykle delikatna i czuła, zaś jego liryka poszukuje motywów niebanalnych, oryginalnych, czasami brutalnych i dla odmiany, subtelnych. Poeta wielu znaczeń z odcieniem filozoficznym. Prezentowane wiersze pochodzą z dwu tomików: „Jasnobrązowe motyle” (2021) i „Nietolerancja laktozy” (2024).
Kasztanowoskrzydłe motyle
W moich snach widzę
kasztanowoskrzydłe motyle
Tam nie mogą mi zrobić nic złego
W snach motyle nie ranią.
OJCIEC
Dlaczego mnie nie kochasz?
kocham cię
[chyba]
kochałem cię
kiedy ty mnie kochałeś
[chyba]
pewnego dnia przestałeś mnie kochać
pewnego dnia czytałem poezję
mężczyźni nie czytają poezji powiedziałeś
potem wyjechałeś na Atlantydę
byłeś daleko a ja za tobą nie tęskniłem
potem wróciłeś do domu
byłeś blisko a ja za tobą tęskniłem
siedziałeś w fotelu naprzeciwko
spałeś w pokoju naprzeciwko
jadłeś w restauracji naprzeciwko
z + naprzeciwko
zawsze naprzeciwko
brakowało ci syna
ale nie mnie
a mnie
brakowało ojca
ale nie ciebie
syn który nie istnieje
ojciec który nie istnieje
wybacz tato
nadal czytam poezję
przepraszam tato
wydaje mi się
że nawet już piszę
Pragnę życia
Nie wychodzę z domu.
Jestem uwiązany
do okularów
Jeśli się stłuką
zranię się
Jeśli nie stłuką
umrę
Pragnę życia
Pragnę miłości
Pragnę sztuki
Jestem żywym trupem
Moja samotność się zwielokrotnia
Pięty moich stóp stąpają po gwoździach
Nie ma ratunku
Żadna jaskółka nie czyni
wiosny
Wszystko co istnieje
to czarna sowa na dachu
Ktoś umrze tej nocy.
Spyros Goulas

Urodził się w 1991 roku w Atenach. W zwierzeniach literackich powiedział: „W poezji najbardziej lubię redefinicję, którą narzuca wiersz, subwersję i reinterpretację. Subwersja i rekorelacja, to obejście tego, co oczekiwane, sprytna zmiana perspektywy, zagęszczenie semantyczne i językowa reinterpretacja. Cenię nuty czarnego humoru, sarkazmu i autosarkazmu, odwrócenie obrazów i pewników (…). Bawisz się słowami, przecinasz je na pół, tworzysz podwójne znaczenia. Gra słowami ma na celu pokazanie innej perspektywy. Zdecydowanie chcę, żeby czytelnik był współodpowiedzialny”. Wiersze tu prezentowane pochodzą z dwu tomików: „Wiersze z zeszłego roku spoczywają w grobie” oraz „Zjawiska ostateczne”.
CZŁOWIEK
Pewnego dnia padnę na kolana,
bo jestem człowiekiem.
Będę zmęczony i z bólu będę bardzo cierpiał,
aż zabraknie mi sił.
Wtedy będziesz zmuszony
pogłaskać mnie po głowie,
uśmiechnąć się do mnie
i podnieść z kolan, byśmy mogli odejść.
A w drodze powrotnej będziesz się śmiał
i wciąż będziesz ściskał moją dłoń,
mówiąc, że wszystko sknociłeś,
ale teraz wracamy do domu
jak ludzie.
Septum
Miłość
mówisz
nie jest planem na papierze.
Miłość
mówisz
jest szczytem śmierci.
Miłość
mówisz
jest koroną męczennika.
Miłość
mówisz
nawet gdy zwycięża, zawsze traci.
Miłość
mówisz
kiedy odchodzi nie przemija.
Miłość
mówisz
teraz istnieje jest wystarczająca.
Miłość
mówisz
jest ale nie zbierasz żniw.
Miłość
mówisz
ale jej nie dotykasz.
Bezlitosna pamięć
Nadchodzi taki czas
kiedy szyja wplątuje się w ciernie
a jeleń w druty
est poranek, nieubłagane światło
ujawnia tragedię
(Dom obejmuje ciało jak grobowiec
kolory ścian niedopasowane i to błąd)
Nadchodzi czas
jeźdźca i trędowatego
uderza w usta rózgami
Jest południe drzewa oliwne w Getsemani
zasłaniają słońce
(płótno stało się całunem
kolczyki skruszyła rdza)
Nadchodzi kiedyś czas
Łazarz zapiera się światła
jest noc
przygniata cię ciężar życia
Stavroula Papadaki

Stavrula Papadaki urodziła się w 1991 roku w Atenach. Studiowała filologię na Uniwersytecie Ateńskim, poezję grecką i europejską w Fundacji Sinopoulos oraz stworzyła internetowy magazyn o mowie i sztuce LYKOS, w ramach którego współpracowała z ponad 150 artystami (…). Jej prace były prezentowane na najważniejszych festiwalach filmowych na świecie. W jednym z wywiadów powiedziała: „Dla mnie poszukiwanie prawdy wymaga pokory”. I dalej: „Znalazłam więc odwagę, by wyrazić swoje zdanie poprzez poezję, poprzez wolność i możliwość zabawy, jakie oferuje nam twórczość i sztuka (…). To mnie oczyściło (…). Poczułam, jak powoli tworzy się dystans między tym, co pisałam wcześniej, a tym, co piszę teraz”. I właśnie to teraz nas szczególnie zainteresowało. To zmaganie wyobraźni z językiem i wrażliwości z pięknem. W liście do tłumacza poetka dodaje: „Dzielę się z Państwem wierszami z mojego tomiku „I co powie świat?”, za który (…) odebrałam nagrodę państwową dla autora debiutującego w 2024 r. A swoje liryki publikuję w wydawnictwie (Κάπα Εκδοτική) Kapa Publishing”.
NIE WYSTARCZA MI TO
Nigdy tutaj nie
zostaję
zawsze idę za
świetlikami przyszłości
lub gubię się
w przeszłości
lamp oliwnych
w każdych okolicznościach
światło tutaj
nie wystarcza mi
a teraz słońce
uparcie ociera się
o moje nogi
przypomina mi
że teraźniejszość
pali i karze
każdego
kto go nie dostrzega
W TEN SPOSÓB
Są takie dni
cichsze niż inne
kiedy nie dzwonią telefony
i nie biją dzwony
i nie pulsują nasze żyły dla istnienia
w takie dni jestem szczególnie czujna
liczę w kółko co mam
depczę po cienkich nitkach chwili
wstrzymuję oddech
i mówię do mojego strachu
jeśli to nadejdzie
jakoś to będzie
tak będzie wyglądał spacer mojej śmierci
w głębokiej ciszy
by ptaki ułożyły się do snu
a ja już popadnę w obojętność
ŻYCZENIE
Przejdźmy się
pewnego dnia
między ludźmi
przyjmując
że wszyscy
cierpimy tak samo
wtedy może
zmieścimy się
pod wielkim skrzydłem
jakiegoś boga