Konstytucyjnym obowiązkiem obywatela polskiego jest przestrzeganie praw Rzeczpospolitej. Administracja 13 grudnia wydaje się być zwolniona z tych powinności.
Można zablokować prezydenta w Belwederze, można wtargnąć do Pałacu Prezydenckiego, aresztując gości gospodarza miejsca, pod jego nieobecność. Można działać bezprawnie w imię przywracania bliżej nieokreślonej praworządności. Generalnie stosować prawo tak, jak je rozumie władza wykonawcza, decydująca co jest prawem, choć to nie jej kompetencje, gdyż stanowienie prawa należy do władzy ustawodawczej. Zresztą te anomalie występują też na forum międzynarodowym, gdzie wpływ na kształtowanie prawa mają ngo’sy, finansowane przez Fundację Społeczeństwa Otwartego. Ulegają im nawet sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Minister sprawiedliwości zapowiada powrót na drogę praworządności, choć nie działa legalnie powołany prokurator krajowy. Deklaruje uparcie przywrócenie owej praworządności, nielegalnie odwołując prezesów sądów powszechnych. Bazując na bezprawiu, tworzy prawo równoległe. Powołuje się na trybunały europejskie, gdy organizacja wymiaru sprawiedliwości należy do kompetencji państw członkowskich UE.
Premier gubi się w kłamstwach, populistycznych matactwach, martwych obietnicach czy prostackiej demagogii. Trudno w tej sytuacji mówić o honorze czy odpowiedzialności polityka. Zresztą wyraźnie mu nie idzie, choć poczyna sobie jak kanclerz, którym pewnie chciałby być. Zapowiada wiatraki „rozporządzeniowe” (prezydent zawetował ustawę), gdy inne kraje odchodzą od OZE – byle uratować słabnącego Siemensa, także zamówieniami na pociągi dużych prędkości.
Podległa premierowi administracja 13 grudnia łamie porządek prawny, przejmując konstytucyjne instytucje i organy ścigania, żeby realizować interesy partii władzy. Urzędnicy państwowi poczynają sobie jak zorganizowana grupa przestępcza. Zbigniew Ziobro i Jan Kanthak złożyli zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez premiera i ministra sprawiedliwości.
Tymczasem włoskie sądy wymusiły na brukselokratach, by z KPO były spłacane roszczenia Włochów, związane z II wojną światową. Dla niemieckich brukselokratów to korzystne rozwiązanie, bo sprzyja centralizacji UE (wiadomo – nic tak nie łączy, jak długi). Poza tym na KPO płacą wszyscy „unijczycy”, więc także Polacy, których administracja nie domaga się reparacji. Tak kształtuje się brukselskie prawo – albo raczej kuglarstwo czy matactwo, za pieniądze podatników, uwiedzionych „Odą do radości”.
Ustrój
Wszelkie majsterkowanie władzy wykonawczej przy interpretacji prawa dewaluuje jego istotę i funkcje w demokratycznym państwie prawnym. Jeżeli prawo ma być prawem, to zgodnie z nim powinny działać państwowe instytucje kontrolne. Tymczasem NIK deklarował PO dostarczanie materiałów, obciążających PiS w kampanii wyborczej. Tym samym zaprzeczył swej niezależności.
Rzecznik praw obywatelskich, czuwając nad przestrzeganiem praw obywatelskich i wolności, zapisanych w konstytucji i ustawach, nie zauważa szykanowania wolontariuszy, broniących granic, nie reaguje na poza-konkordatowe usuwanie religii ze szkół. Przecież to rodzice mają prawo do wychowywania swych dzieci, a nie resort edukacji – ale rzecznik ich nie broni.
KRRiT tak kształtuje ład medialny, że w eterze dominuje opcja lewicowo-liberalna, a mediami polskojęzycznymi dysponuje kapitał zagraniczny. Nie jest w stanie przywołać do porządku TVN, mataczącemu w swej strukturze właścicielskiej.
To wszystko jednak nic, gdy administracja 13 grudnia pozwala sobie nie uznawać Trybunału Konstytucyjnego (TK) i nie wypłacać sędziom wynagrodzenia. Tak szanuje się prawo w demokratycznym państwie prawnym, opanowanym przez zbrodniczą grupę przestępczą – jak potocznie nazywa się rządzących – niestety bez żadnych dla nich konsekwencji.
Większość umów reprywatyzacyjnych z czasów tzw. transformacji gospodarczej, nie jest w pełni realizowana, ale Prokuratoria Generalna, która ma chronić interesy skarbu państwa – nie podejmuje skutecznych działań. A przecież można by odzyskać wiele firm, wyprzedanych podczas patologicznej reprywatyzacji. Tymczasem dziura budżetowa pogłębia się, minister finansów pozwala sobie blokować subwencje dla największej partii opozycyjnej – i nikt nie ponosi odpowiedzialności. Tylko podatnicy narzekają na drożyznę.
Zatrudnieni mają prawo do zrzeszania się, zakładania związków zawodowych. Jednak one nie powstają, po co mają dbać o interes pracowników. Pracodawca wie, jak wyzyskiwać zatrudnionych. Stąd niskie uzwiązkowienie pracowników w naszym kraju, choć to właśnie związkowcy obalili system komunistyczny. Natomiast obywatele-podatnicy, którzy chcą korzystać z konstytucyjnych uprawnień, gwarantujących dostęp do informacji o działalności władz publicznych (choćby w sprawie centrów dla cudzoziemców), są wyrzucani z sal obrad samorządów przez policję i służby miejskie.
Anarchia
Mimo orzeczenia TK, premier wstrzymuje 200 tys. emerytom wypłatę świadczeń, które zostały zaniżone. Nie publikując orzeczenia, stawia się ponad prawem, ponad konstytucją, przekonując, że ono nie obowiązuje. Tymczasem orzeczenia TK mają moc obowiązującą od chwili ogłoszenia na sali rozpraw. Tak więc, nie dość, że premier pozwala sobie decydować o ważności orzeczeń TK, to jeszcze poszkodowanym przez niego emerytom ZUS sugeruje, by sprawę kierowali do sądów. I nie pomogła nawet interwencja rzecznika praw obywatelskich. Natomiast administracja 13 grudnia nie ustępuje. Przedłożyła ustawę o TK, kwestionującą status sędziów, którą TK uznał jako niekonstytucyjną. Anarchizowanie państwa trwa.
Na dobrą sprawę administracja 13 grudnia to sprzysiężenie zamachowców stanu – siłowe przejęcie mediów publicznych, prokuratury, sądów, więzienie opozycji. Ich ambicją było „rozliczenie PiS”, ale nieporadność i bezzasadność tych działań każe wątpić o ich skuteczności. Przygotowali nawet specjalną ustawę o bezkarności, gdyby przejęli Pałac Prezydencki i domknęli system. Na szczęście dla wspólnoty narodowej, elektorat wybrał inaczej. Pozostało im nękanie adwokatów, broniących ofiar systemu. Nie respektują nawet tajemnicy obrończej. Gdy okazało się, że uchylenie immunitetu sędzi Małgorzacie Manowskiej nie da się tak łatwo przeprowadzić, gdyż prokuratura doprowadziła do paraliżu Trybunał Stanu – powiało nadzieją.
Tymczasem białostocki sąd przyznał trzem afgańskim migrantom po 5 tysięcy złotych za „niesłuszne zatrzymanie” po nielegalnym przekroczeniu granicy polsko-białoruskiej. Migranci korzystają z brukselskich kruczków prawnych. Wystarczy, że migrant zgłosi chęć uzyskania ochrony międzynarodowej, a nie można go wycofać, czy wydalić przed rozpatrzeniem tego wniosku. Ideologizacja wymiaru sprawiedliwości i aktywiści ngo’sów zagrażają suwerenności państwa.
Zatrucie
Stało się już praktyką, że ustawa sobie, a rozporządzenie ministerialne sobie. Tak popularyzuje się tzw. antykoncepcję awaryjną, tak wdraża się tzw. edukację zdrowotną, czyli demoralizowanie dzieci zamiast dotychczasowego wychowania do życia w rodzinie. Wobec ogólnoświatowego trendu powrotu do tradycyjnych wartości, do myślenia zdroworozsądkowego, agonalne podrygi resortu edukacji przypominają UB-ecką nadgorliwość po śmierci Stalina. Niemniej zatruć młode serca i umysły to ostatnia szansa neomarksistów na rząd dusz, na przygotowanie nowego „proletariatu”, o który będzie można walczyć z klerykalną ciemnotą, nacjonalistycznymi zabobonami, prawicowym hetero normatywnym patriarchatem.
Jak na razie ambitna minister edukacji „hurtowo” zapisała wszystkie dzieci na lekcje genderyzmu i seksualizmu. Teraz rodzice będą musieli je wypisywać. Już to przedmiotowe traktowanie młodych obywateli dyskwalifikuje resortowe przedsięwzięcie czyli poza-prawne lewaczenie polskiej szkoły. Nic dziwnego, że 61% ankietowanych negatywnie ocenia „edukację zdrowotną” (obawa przed seksualizacją dzieci, rozkładem tradycyjnej rodziny, demoralizacją, ideologizacją). W ten sposób neomarksistowska rewolucja realizuje się poza-ustawowo, poza-konstytucyjnie – wystarczy ministerialne rozporządzenie. Niestety środowiska akademickie nie reagują, prawnicy nie demaskują podstępów seks-edukatorów.
Jeżeli młode pokolenie ma być ofiarą wojny kulturowej, prymitywnej propagandy, nienawiści wobec tradycyjnych wartości – to będzie ono stracone. Czy reformatorzy edukacji biorą to pod uwagę – pytanie retoryczne. W każdym razie niektórzy rodzice i władze lokalne już reagują w przypadku ograniczania lekcji religii. Po prostu samorządy wykupują usunięte lekcje. Pomysł dobry, a resort edukacji zapowiada ściganie samorządów. Natomiast rodzice mogą przecież pozywać premiera, minister edukacji czy kierownika Rządowego Centrum Legislacji (nie publikuje orzeczeń TK). Są przecież obywatelami demokratycznego państwa prawnego.
Przywileje
Chcą rozliczać PiS, a nie rozliczyli komunistycznych zbrodniarzy. Ci zaś nie próżnują, by odzyskać swe uprzywilejowane pozycje. Już 27 tys. funkcjonariuszy SB wniosło sprawy do sądu o przywrócenie uprzywilejowanych emerytur. Co tam ustawa dezubekizacyjna, kiedy sądy miłosierne, a resort spraw wewnętrznych nie protestuje (nie składa apelacji od wyroków). Od 13 grudnia 2023 do 31 lipca 2025 uwzględniono roszczenia 6,6 tys. esbeków na kwotę 1,2 mld zł. PO-stkomuniści hucznie obchodzili 45-lecie „Solidarności”, ale prześladowcom związkowców płacą uprzywilejowane świadczenia. Przekleństwo grubej kreski w całej rozciągłości trwa.
Przez lata europejskie organizacje lewicowo-liberalne były obficie finansowane przez amerykańskie fundusze. Gdy ich zabrakło, Komisja Europejska przejęła rolę Dziadka Mroza. Na program „AgoraEU” chce przeznaczyć 9,6 mld euro. To swoista korupcja polityczna, pozwalająca lewakom i liberałom na utrzymanie większości w Parlamencie Europejskim. Nie mająca nic wspólnego z potrzebami społeczeństwa brukselskiego. Za to finansuje organizacje zwalczające cywilizację chrześcijańską, propagujące „obywatelski aktywizm”, czyli osłabianie państw narodowych, rozbijanie tradycyjnej rodziny, demontaż tożsamości płciowej. Podatnicy brukselscy finansują neomarksistowską rewolucję, utrzymując pasożytniczych aktywistów. Nie inaczej z Krajowym Planem Odbudowy, przeznaczonym dla instytucji kultury (102 mln zł dla swoich), żeby promowały antykulturę.
Gdy bezprawie stało się prawem – wszystko jest możliwe. Pytanie – kto przywróci prawdziwe prawo, prawdziwą praworządność.