Jacy jesteśmy dzisiaj My, Polacy? Jesteśmy narodem o pamięci głębokiej jak rzeka, która niesie w sobie i ból, i nadzieję. Każde pokolenie Polaków, począwszy od XVIII wieku, było naznaczone dramatycznym zmaganiem o swoje istnienie – o język, kulturę, tożsamość.
Przez ponad sto lat rozbiorów, kiedy Polski nie było na mapie, trwała w sercach. Nasi przodkowie uczyli się alfabetu z zakazanych książek, modlili się po polsku, i śnili o wolnej Polsce. Gdy w 1918 roku niepodległość została odzyskana, była ona wywalczona, a nie podarowana. Dwudziestolecie międzywojenne nie było sielanką, ale stanowiło dla Polaków pierwszy od dawna moment, by wziąć oddech i próbować budować normalność i swoją Ojczyznę. Budowano mosty, szkoły, porty, instytucje, ale też uczono się – często boleśnie – odpowiedzialności za własne państwo. A potem nadszedł kataklizm – II wojna światowa, rozpętana przez Niemców. Żaden inny naród nie poniósł takich strat, proporcjonalnie do liczby mieszkańców. Zginęły miliony obywateli, elity zostały wymordowane, miasta spalone, cały kraj zdemolowany i okradziony przez niemieckiego okupanta. Potem pozorne „wyzwolenie”, było kolejnym zniewoleniem. Komunizm i podporządkowanie Moskwie, miały wykorzenić polskiego ducha, zniszczyć rodzinę, religię, tradycję i poczucie narodowej wspólnoty.
Ale znowu im się nie udało. Bo Polacy (może nie wszyscy), mają w sobie jakąś trudną do zdefiniowania siłę trwania. Kiedy nie wolno było mówić – szeptali. Kiedy nie wolno było pisać – drukowali w podziemiu: gazety, ulotki, książki. Kiedy nie wolno było się organizować – zakładali związki zawodowe, dzięki którym rozpadł się blok komunistyczny w środkowej Europie.
Dziś, w XXI wieku, jesteśmy narodem wolnym – ale tylko formalnie, bo struktury Unii Europejskiej niebezpiecznie dryfują w stronę nowego totalitaryzmu. A wewnętrznie? To pytanie domaga się uczciwej odpowiedzi. Wciąż uczymy się odpowiedzialności za słowa i czyny, za wspólnotę, za państwo, za przyszłość. Zbyt często bezmyślnie dzielimy się na plemiona, jakby historia niczego nas nie nauczyła. Zbyt łatwo odrzucamy trudne rozmowy, zamykając się w skrajnych emocjach. Ale wciąż jeszcze potrafimy się zjednoczyć, gdy stawką jest coś większego – życie, godność, bezpieczeństwo, prawda.
Jacy więc jesteśmy dzisiaj? Jesteśmy zmęczeni, skłóceni ale wciąż niepokonani. Nieufni, ale szukający sensu wspólnoty. Widać to po obywatelskiej obronie granicy z Niemcami, gdzie państwo od roku nic z tym nie robiło a premier pozwalał na to, żeby nasz zachodni sąsiad w sposób bezprawny, arogancki wypychał do Polski najgorszy sort nielegalnych imigrantów. A my? W ocenie tego zjawiska jesteśmy pełni sprzeczności – jak zawsze. Ale w tych sprzecznościach wciąż tli się to, co najcenniejsze: wiara, że warto być sobą, wiernym naszym polskim wartościom, nawet wtedy gdy jest to trudne. Że warto pamiętać, nawet jeśli boli. Że warto budować, choćby od nowa.
Bo taka jest nasza historia – i takie jest nasze dziś.