Polemika
Michał Siekierka w artykule pt. „Wrocławskie obchody 11 lipca – pamięć, która jednoczony” zamieszczonym w dwutygodniku PJC (nr 67 z 25 lipca 2025) rozprawia się z tym, czego nie ma. Inaczej mówiąc, rozprawia się z tym, czego nie napisałem w moim felietonie. Bo w moim felietonie nie ma ani słowa z tego, z czym polemizuje mój zacny interlokutor. A z czym on polemizuje? Ja opowiadam krótko o przebiegu konferencji i marszu pamięci poświęconym ofiarom ukraińskiego ludobójstwa w latach 1939-1947, a nie o działalności Siekierki. A Michał Siekierka przypisuje mi rzeczy, o których mnie się nawet nie śniło, bo ogłasza: „Stanisław Srokowski (…) podejmuje próbę wartościującego rozróżnienia pomiędzy dwiema formami obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OU i UPA: oficjalną oraz społeczną. Autor wyraźnie akcentuje swoją sympatię wobec tej drugiej, podkreślając: „Wrocław społeczny! Nie ten urzędowy, biurokratyczny” – sugerując tym samym, iż ja napisałem, że „oddolna inicjatywa obywatelska stanowi formę bardziej autentyczną, głębiej zakorzenioną w emocjach i historycznej świadomości zbiorowej”.
Otóż ja nic takiego nie napisałem, choć zapewne Siekierka ma rację – działania społeczne z całą pewnością rzeczywiście są głębiej zakorzenione w emocjach i historycznej świadomości zbiorowej niż oficjalne uroczystości państwowe, które, rzecz jasna, mają swoje uzasadnienie, ale jak każdy wie, przebiegają w pewnych schematach i nie wywołują większych emocji. I tak to jest. Tyle tylko, że ja – jak wspomniałem – nic takiego nie napisałem. I nie podejmowałem, jak sugeruje autor, próby „wartościującego rozróżnienia pomiędzy dwiema formami obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA; oficjalną oraz społeczną”. Nie podejmowałem takiej próby, choć – być może – miałaby ona sens.
Natomiast mój wstęp wyraźnie i jednoznacznie opowiada o dwóch wizerunkach Wrocławia, a nie działań Michała Siekierki. I nie ma w nim cienia krytycyzmu wobec uroczystości państwowych. Ba, w ogóle do nich się nie odnoszę. Szanuję to, co robi Siekierka i jego środowisko. I uważam to za naturalne.
Natomiast podnoszę wagę działań społecznych, które gromadzą setki uczestników i powodują szersze i głębsze poruszenie opinii publicznej. I tymi działaniami się zajmuję, akcentując, jak Siekierka zauważył, we wspomnianej nocie: „Wrocław potrafi! Wrocław społeczny! Nie ten urzędowy, biurokratyczny, który ostatnio przywraca niemieckie nazwy w mieście i germanizuje nam stolicę Dolnego Śląska. Nie o tym Wrocławiu piszę. Piszę o Wrocławiu społecznym, o ludziach wrażliwych, czujących, rozumiejących polskie dzieje. Właśnie oni zjawili się gremialnie w dużej sali przy pl. Staszica 2a. Zjawili się, by uczcić pamięć ofiar ukraińskiego ludobójstwa z lat 1939-1947. Właśnie 11 lipca minęła symboliczna 82. rocznica ukraińskich zbrodni ludobójczych na Kresach. Bandy ukraińskie wymordowały wtedy ok. 200 tys. Polaków. I na konferencji czciliśmy ich pamięć”.
Powtarzam, nie ma tu ani cienia aluzji do działań Siekierki. Jest natomiast krytyczna opinia o działaniach oficjalnych wrocławskich władz i ich różnych agend, które prowadzą do germanizacji miasta, z czym się zgodzić nie można. A germanizację tę widać w Auli Leopoldina, z której znika polski orzeł, a pojawia się portret króla Prus Fryderyka II Wielkiego, widać ją w zmianie nazwy Hali Ludowej i w zamiarze przywrócenia napisu niemieckiej nazwy Mostu Grunwaldzkiego… Mało?
To jest właśnie ten drugi, urzędowy Wrocław, a nie działania Michała Siekierki, bo Siekierka też działa społecznie i działa pożytecznie.
Inna sprawa to szczególna myśl, którą zawiera we wspomnianym artykule Siekierka. A myśl ta brzmi następująco: „W tym roku w obchodach oraz we Mszy Świętej uczestniczył Pan Yurii Tokar, Konsul Generalny Ukrainy. Oceniam to jako znaczący i symboliczny sukces. Przedstawiciel państwa ukraińskiego miał możliwość bezpośredniego kontaktu ze świadkami wydarzeń z lat 1939-1947 oraz osobistego zetknięcia się z naszą wrażliwością, pamięcią i tożsamością historyczną. To właśnie w takich spotkaniach – nieprzypadkowych, nieprzygotowanych wyłącznie na potrzeby protokołu dyplomatycznego – rodzi się autentyczne porozumienie.”
Panie Michale – zwracam się do dr Michała Siekierki – na Boga! I pan wierzy w te androny. W to, że przy pomniku rodzi się polsko-ukraińskie porozumienie?! I ocenia Pan to jako sukces?! Że stanął tam ukraiński konsul?! A czy ten konsul przeprosił Polaków za straszliwe ukraińskie ludobójcze zbrodnie? Czy odciął się od Bandery? Czy potępił banderyzację Ukrainy? I muzea Bandery i Szuchewycza? Czy odciął się od pomników Bandery na całej Ukrainie? Odciął się od tego? Nie?! Jeśli nie, to o jakim sukcesie Pan mówi. Rozumiem polityczne gesty, ale odróżniajmy je od brutalnej rzeczywistości. Odróżniajmy je od realnych faktów.
Szukajmy prawdziwej wiedzy. Bo prawdziwa wiedza to wolność. Tej wiedzy wciąż nam brakuje. A więc i brakuje nam wolności, choć pozornie wydaje się, że mamy jej pod dostatkiem. Jednak kiedy zadajemy sobie pytania:
Dlaczego wciąż nie ma pełnej ekshumacji ofiar na Kresach? Dlaczego nie ma ustawy o karaniu zbrodniarzy? Dlaczego tolerujemy banderowskie hasła w Polsce? Dlaczego nie mamy nowoczesnego, wielkiego Muzeum Kresowego? Dlaczego nie doczekaliśmy się poważnych Instytutów Kresowych na Uniwersytetach? Dlaczego w programach szkolnych nie mamy lektur o ukraińskim ludobójstwie? Dlaczego w teatrach nie ma sztuk kresowych? Dlaczego nie ma wielkich filmów poza Smarzowskim o Kresach?
Kiedy zadajemy takie pytania, a dobrej odpowiedzi nie ma, to znaczy, że i wolności nie ma. Bo gdyby była pełna wolność, byłoby już dawno Muzeum Kresowe, trwałyby w całej pełni ekshumacje ofiar ukraińskiego ludobójstwa, działałaby ustawa penalizująca ukraińskie zbrodnie, w szkołach dzieci czytałyby lektury poświęcone najnowszej historii kresowej, a studenci uczyliby się w Instytutach Kresowych. A tego wszystkiego nie ma. Oto problemy współczesnej Polski, a nie pozorne sprawy. I o tym dyskutujmy, a nie o wyimaginowanych kwestiach.
www.stanislawsrokowski.pl