Bogactwo skoncentrowane w rękach nielicznych

Papież Leon XIV w swym przemówieniu do polityków z dnia 21 czerwca 2025 wezwał do pracy „na rzecz przezwyciężenia niedopuszczalnej dysproporcji między ogromnym bogactwem skoncentrowanym w rękach nielicznych a ubogimi w świecie”. Istotnie statystyki dowodzą, że względnie nieliczna grupa najbogatszych ma w swym posiadaniu większość światowego majątku i dysproporcja w podziale majątku stale się zwiększa.

O jednym ze skutków takiego stanu rzeczy podczas zajęć Powszechnego Uniwersytetu Nauczania Chrześcijańsko – Społecznego mówił w dniu 28 czerwca 2025 ekonomista prof. Zbigniew Krysiak, założyciel Instytutu Myśli Schumana. Wyraził swoje przekonanie, że wielcy globalni gracze gospodarczy w ukryty sposób wpływają na polityków, aby wprowadzali jak najwięcej regulacji, utrudniając tym samym życie drobnym przedsiębiorcom, a więc ich konkurencji. Ci dzisiejsi miliarderzy osiągnęli swoje fortuny w sytuacji, kiedy nie było tylu regulacji. Prowadzenie biznesu nie nastręczało tylu trudności. Natomiast obecnie, gdy potentaci operują na bardzo wysokim pułapie organizacyjno-finansowym, łatwiej im sprostać drobiazgowym wymogom. Dlatego zdaniem prof. Krysiaka wywierają oni dziś wpływ na mnożenie regulacji, po to, żeby obarczyć nimi tych, którzy by mogli z nimi konkurować, czyli małe i średnie przedsiębiorstwa. Profesor zauważył, że jest zadziwiające, jak mało się o tym mówi.

Jeżeli przekonania Zbigniewa Krysiaka są trafne, to wypadałoby zwracać uwagę drobnym przedsiębiorcom, by ci w istotny sposób korygowali swe własne opinie. Polscy przedsiębiorcy uważają bowiem, że mają swego największego wroga w postaci własnego państwa. Podobne przekonanie przeważa też i poza granicami Polski. Tymczasem w istocie prześladuje ich zamaskowany cień ich kolegów po fachu z najbogatszych globalnych organizacji gospodarczych.

W nowym świetle wprawdzie politycy nadal nie będą zasługiwali na dobre oceny, jednak już nie jako ci, którzy rzekomo kierują się niczym innym jak tylko destrukcyjną i złośliwą chęcią psucia gospodarek, lecz jako ci, którzy dają się korumpować globalnym podmiotom gospodarczym. Nawiasem mówiąc, takie korumpowanie jest możliwe tam, gdzie szerokie rzesze obywateli zachowują bierność i nie włączają się w życie polityczne, tym samym nie domagając się wdrażania konkretnych rozwiązań dobrze służących dobru wspólnemu. Inna okoliczność ułatwiająca owo korumpowanie to ustrój Unii Europejskiej, gdzie rządzą urzędnicy i politycy nie weryfikowani żadnymi mechanizmami demokracji. To by też wyjaśniało, dlaczego Unia Europejska jest światowym liderem w bezrozumności własnego ustawodawstwa oraz niszczeniu rodzimych przedsiębiorców.

Gdyby to umiejętnie uświadamiać społeczeństwom, mogłyby się pojawiać warunki dla podejmowania działań w obronie zagrożonego dobra wspólnego, a w ramach tego dla organizowania się drobnych przedsiębiorców i w rezultacie prowadzenia do wyższej produktywności, skuteczności całych gospodarek. I tym samym wracamy do tematu podniesionego przez Leona XIV w jego cytowanym wyżej przemówieniu. Nie możemy bezczynnie patrzeć na niesprawiedliwości tworzone przez rzekomo niezawodnie działającą „niewidzialną rękę rynku”. Brak naszego zaangażowania na rzecz sprawiedliwości niszczy nasze gospodarki.

Pomóżmy naszym politykom, by zachowywali się w sposób godny, dyskretnie ich ku temu popychając i nigdy nie zadowalając się własną biernością. Jedni mawiają, że sfera polityki jest z natury grzeszna, a inni, że taką jest właśnie sfera biznesu. Taki stan rzeczy najzwyczajniej mamy zmieniać. Leon XIV w cytowanym przemówieniu, zresztą powtarzając słowa Piusa XI, powiedział, że polityka to najwznioślejsza forma miłosierdzia, jako służba pełniona wobec społeczeństwa i dobra wspólnego, zwłaszcza w obronie osób słabych i marginalizowanych.

Właśnie w epoce Piusa XI Robert Schuman, późniejszy premier Francji, rozpoczynał swą służbę jako parlamentarzysta i warto, by dziś, gdy tak często myśli się o politykach jako o kłamcach i złodziejach, przypominać, iż każdy polityk jest powołany do świętości. Trwa proces beatyfikacyjny Schumana. Warto przypominać słowa Leona XIV z cytowanego tu przemówienia o służbie, jaką życie polityczne pełni wobec społeczeństwa i dobra wspólnego.

Gdy dziś widzimy starania, by całe środowiska czy ugrupowania wykluczać lub blokować za pomocą kordonów sanitarnych albo murów ogniowych, to nam przypomina, iż zanika możliwość używania pojęcia „dobro wspólne”. Gdzie ktokolwiek jest wykluczany, tam nie uczestniczy on w dobru i tam w ogóle nie ma dobra wspólnego, a co najwyżej dobra pewnych grup trzymających władzę. Zupełnie o coś innego chodzi w polityce – tej prawdziwej polityce, będącej rozumną służbą dobru wspólnemu.

Jesteśmy oczarowani tym, jak Leon XIV z lekkością sięga do myśli starożytnej, i tak w cytowanym przemówieniu przytacza długi ustęp z Cycerona. Te słowa brzmią dziś zdumiewająco ożywczo: „Prawo to zatem prawdziwa roztropność, zgodna z naturą, odwieczna i obecna w każdym człowieku, która jest władczym głosem obowiązku i stanowczym ostrzeżeniem przed zbrodnią… Wspomnianego prawa nie godzi się zmieniać, zastąpić jego postanowień innymi lub całkiem znieść; senat, ani ogół obywateli nie zwolnią nas z jego przestrzegania”. Co dla papieża Leona XIV naturalne, jako zakonnik augustianin odnosi się też do św. Augustyna, wzywającego do „budowania civitas Dei, społeczeństwa, którego podstawowym prawem jest miłość”. Każdy katolik ma wedle własnych talentów i możliwości angażować się w to budowanie, i nie godzi się, by uważał politykę za strefę przeznaczoną tylko dla kłamców i złodziei. Politycy mają być święci, albo nie zasługują na zaszczytne miano polityków.

Karol Nawrocki w wieczór wyborczy 1 czerwca 2025 swoją wypowiedź rozpoczął od cytatu z Biblii: „Jeśli upokorzy się mój lud, nad którym zostało wezwane moje Imię, i będą błagać, i będą szukać mego imienia, i odwrócą się od swoich złych dróg, ja im wybaczę, a kraj ich ocalę” (2 Krn 7, 14). Ten cytat nadzwyczaj trafnie dotyka istotnej różnicy między dwoma alternatywnymi stylami uprawiania polityki.

Dla liberałów godność musi być zagwarantowana czynnikami zewnętrznymi z tytułu praw przysługujących człowiekowi, zdejmując z samego człowieka trud osiągania tej godności. A już zupełnie dla liberałów niedopuszczalne jest to, by cały lud miał się upokarzać. Skoro Bóg słowami Biblii domaga się, by się przed nim upokarzać, to dla liberałów Bóg jest tyranem którego trzeba obalić, ewentualnie zneutralizować drogą wmawiania chrześcijanom, że religia dotyczy wyłącznie prywatnego światopoglądu i nie może w żaden sposób dotykać gospodarki, spraw społecznych czy też polityki.

Idąc drogą solidarności wszystko zaczyna się od pochylenia głowy – najpierw po to, by dostrzec innego człowieka potrzebującego mojej pomocy i by mu posłużyć tą pomocą. I tutaj nie chodzi o to, by drugiego człowieka tylko obsługiwać, ale naprawdę mu służyć, w niczym się ponad niego nie wywyższając, a wręcz samemu być gotowym na upokorzenia nieodłącznie związane z tym, że się otworzy swe serce i nie będzie się tego serca chroniło pancerzem przed zranieniami. Chrześcijanin w twarzy drugiego człowieka widzi twarz Jezusa Chrystusa, wedle słów z 25 rozdziału Ewangelii Mateusza, stąd następuje integralne upokorzenie tak przed człowiekiem, jak i przed samym Bogiem. Przy tym wszystkim w naturalny sposób następuje odwracanie się od złych dróg, bo solidarność szerzyć mogą tylko ludzie sumienia. Co to takiego solidarność? Jan Paweł II zdefiniował ją jako mocną i trwałą wolę angażowania się na rzecz dobra wspólnego (Sollicitudo rei socialis 38). Ponad swe własne dobro indywidualne należy stawiać dobro wspólne, z którego nikt nie jest odgórnie wykluczany. Myślenie solidarnościowe prowadzi rachunek zysków i strat długoterminowo i wie, że wykluczanie kogokolwiek prędzej czy później się zemści i to na wszystkich. W myśleniu solidarnościowym działa się nie jako suma indywidualistów, lecz jako wspólnota, co daje niepomiernie większą siłę.

Wedle myślenia liberalnego człowiek jest zwolniony z obowiązku trudu rozwojowego, bo też, w dużym uproszczeniu, dla jednych wszystko za człowieka załatwi sam tylko wolny rynek, zaś dla innych tu się dobrze przysłużą instytucje ścigające przemoc wobec mniejszości. A jak praktycznie działa „niewidzialna ręka” oraz unijne instytucje, widzimy w opisanej wyżej sprawie regulacji. Wedle myślenia solidarnościowego trzeba więc zakasywać rękawy i brać we własne ręce odpowiedzialność za własne dobro.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *