Wyśniona mama

Wielce szanowny Panie Prezydencie, wielce szanowny Panie Prezesie, wielce szanowna Pani Marszałek, wielce szanowna Pani Prezes z małżonkiem. Panowie premierzy, ministrowie, parlamentarzyści. Moja kochana rodzino, wszyscy drodzy przyjaciele, poczty sztandarowe, tak licznie tutaj zgromadzone. Dziękuję za waszą obecność na uroczystości ostatniego pożegnania mojej mamy.

Mama, mamusia, mamuś, kochana, tak się do niej zwracaliśmy.

A ona do nas zawsze w najczulszych zdrobnieniach: Antosiu, Ignasiu, Uleńko, Stasiu, Stasiuniu, Martusiu, Marysiu. Niełatwo teraz zebrać słowa, nie dlatego, że nie ma wspomnień, wręcz przeciwnie, tych myśli, tych wspomnień, które cisną się do głowy są tysiące i są bardzo żywe. Ale dlatego przede wszystkim, że ja także chciałbym wszystko zebrać w jednym słowie, w słowie wdzięczność i w tych kilku minutach powiem z wdzięcznością kilka refleksji o mojej mamie, a to, czego nie jestem w stanie wyrazić słowami, niech w ciszy pozostanie i niech każdy, kto ją znał, również o niej pomyśli.

Dom to ściany, podłogi, okna, tak by się wydawało, ale generalnie tak nie jest, to mama tworzy dom, dom to jest mama, sądzę, że każdy, kto ma kochaną mamę, może to potwierdzić. Teraz, kiedy jej nie ma, ściany runęły, sufit spadł nam na głowę, podłoga usuwa się spod nóg – ale ona trwa, bo zbudowała taki dom.

Mama potrafi kochać wszystkie swoje dzieci najmocniej, najbardziej, każde w wyjątkowy sposób, ale zarazem każde po równo. Nie wiem, kto ma jeszcze taką umiejętność, pewnie wszystkie mamy doskonale to czują, ja nie wiem, jak mamy to robią, ale moja mama dokładnie taka była. Mama repatriantka ze Wschodu mówiła nam i uczyła nas, że Polskę nie zapisuje się tylko na mapie, że Polskę zapisuje się głównie w naszych sercach, że to tam mamy jej szukać, że ważna jest tożsamość, którą niesiemy przez pokolenia, że ważne jest to, jacy jesteśmy, bo Polska będzie taka, jacy będą Polacy. Ale i w drugą stronę to działa, odwrotnie. I my będziemy tacy, jaka będzie Polska, więc warto tym bardziej o naszą Ojczyznę się starać i to zawsze moja mama podkreślała.

Mówiła także o tych zbliżających się czasach, że to czasy trudne, pewnie czuła pod skórą, że łatwiejsze dekady są już za nami. I tego spojrzenia pokolenia, które odchodzi dzisiaj bardzo, bardzo potrzebujemy. Mama doskonale rozumiała wszystkie zależności, w które Polska wpadła, w te sidła powojenne, i starała się do końca rozumieć i rozpoznawać tę rzeczywistość, w której dzisiaj jesteśmy.

Ale także mówiła, że dzisiejsze czasy potrzebują coraz twardszych ludzi, coraz mądrzejszych ludzi. I rzeczywiście miała na pewno rację, bo to tamto pokolenie, pokolenie ludzi twardych, silnych, dobrych, mądrych, pokolenie przede mną – dało nam Polskę, dało nam dobre czasy. Ale dobre czasy bardzo często powodują, że ludziom słabną charaktery, że hart ducha trochę jest przyćmiony i w związku z tym może trudniej wtedy o siłę naszej ojczyzny, naszego otoczenia.

I to mama podskórnie czuła, więc i taką myślą chciałem się podzielić z państwem, bo pewnie te dobre czasy rzeczywiście są za nami, a przed nami trochę trudniejsze czasy. Więc jeśli ktoś by szukał wzorca z Sèvres pogody ducha, to to jest moja mama, nasza mama, naprawdę pełna zawsze spokoju, stoickiego spokoju – pomimo bolesnych ciosów, które na nią spadały, pomimo trudnych czasów, w których przyszło jej życie, jej osobiście doświadczać bardzo wielu klęsk, wielu porażek – zawsze miała pogodę ducha, ciszę, spokój, uśmiech, optymizm. Nie urzędowy optymizm, taki autentyczny, wrażliwy optymizm i zaraźliwy, zarażała tym innych. Miała w sobie taki łagodny nastrój, usposobienie, głęboką mądrość również przez to przyciągała, przyciągała jak magnes.

Mama bardzo ufała Bogu, ufała w dobro, wiedziała i wierzyła, że chociaż Bóg jest niedotykalny, nieosiągalny, nieogarnialny naszą myślą, to jednak poprzez ludzkie działania, ludzkie losy da się też go odszukać wśród nas, wśród ludzi. W to bardzo głęboko wierzyła. Wierzyła też, że ludzka nadzieja nie powinna być ograniczona tylko horyzontem naszego życia i nawet nie naszych dzieci, że jest szersza wspólnota, która powinna wytyczać ramy naszego myślenia – dobro wspólne powinno wytyczać ramy naszego myślenia, bardzo głęboko w to wierzyła. Wierzyła także za Wielkim Papieżem, że Boże Królestwo to nie są jakieś wyimaginowane zaświaty, które gdzieś w jakiejś przyszłości nadejdą tylko, że przede wszystkim Boże Królestwo jest tam, gdzie jego miłość dociera, gdzie On jest kochany, On przez duże O, jest kochany.

I poszukiwała tego sensu wiary, sensu życia, sensu cierpienia i umierania. Mama była bardzo wielkoduszna, każdy kto ją chociaż przez chwilę poznał wie, że była oddana, wielkoduszna i nie kalkulowała, nie oszczędzała się, poświęcała się innym, współpracowała, potrafiła współpracować niemalże z każdym.

Amor est diffusivum sui. Miłość jest sama z siebie rozlewająca się i rzeczywiście miłość, którą moja mama rozsiewała wokół siebie szczodrze, naprawdę szczodrze, wydała już teraz wiele owoców i jestem pewien, że wyda także wiele owoców w przyszłości, bardzo wiele owoców. Słyszałem, że jest taka nagroda przyznawana, nie wiem do końca przez jakie gremium, ale jest dla tych, którzy budują mosty, pontifice. Myślę, że to jakieś przeoczenie tej kapituły, bo ten laur najbardziej by się należał właśnie mojej mamie.

Ona mimo wyrazistych poglądów, mimo tego, że kochała Polskę taką bezgraniczną miłością, potrafiła budować mosty i potrafiła nie palić za sobą mostów na te inne brzegi. Budowała jedność wokół siebie, taką jedność, której i dzisiaj myślę w naszej ojczyźnie bardzo potrzebujemy.

Pewnie wielu z nas zastanawiało się kiedyś w życiu, co bym zrobił, co bym zrobiła w sytuacji granicznej. Mama była w wielu sytuacjach granicznych w czasie swojego życia i w życiu osobistym, kiedy jej życie wisiało na włosku, ale także wtedy, kiedy uciekała wraz ze swoją mamą, moją babcią z pociągu do lasu i niemieccy piloci nurkujący strzelali z karabinów maszynowych do uciekających ludzi. I mama wtedy przeżyła. A także jak Marta przed chwilą wspomniała, kiedy w Stanisławowie wymordowano w szkole jej nauczycielki, ale także i później, parę dekad później, kiedy esbecy próbowali ją zabić odkręcając jej wszystkie śruby w samochodzie, kiedy uległa wypadkowi przy ulicy Kamiennej, cudem uniknęła śmierci. Tak, mama miała momenty krytyczne, absolutnie ekstremalne i zawsze zachowywała spokój ducha.

Wypróbował Ciebie, mamo, Pan Bóg, jak złoto w tyglu i wziął twoją ofiarę. Zawsze stawałaś na wysokości zadania. Byliśmy bardzo szczęśliwi, ja byłem bardzo szczęśliwy, bo miałem przekochaną mamę, wspaniałą, naprawdę najwspanialszą.

Pracowała wychowując czwórkę dzieci na dwa etaty i na nocną zmianę. Każda mama czwórki dzieci, piątki, czwórki, trójki dzieci, myślę, że może to powiedzieć. Dziś taki szczególny dzień, kiedy odprowadzimy ją w ostatnim pożegnaniu, ale dziękuję wszystkim Państwu, w szczególności za waszą obecność tutaj, wszystkim księżom, za piękną koncelebrę.

I na koniec mogę powiedzieć, że byłaś dla nas wyśnioną mamą. Płaczemy po tobie, płaczą jeziora, po których żeglowałaś, płaczą lasy, po których wędrowałaś, naprawdę nieznośna ciężkość bytu. Płaczemy my, ale wiemy, że domagasz się od nas też i będziesz domagała do końca naszych dni wierności, śmiałego patrzenia w przyszłość.

Panie Zielonooki, Boże jedyny spraw, by Ona, ta nasza jasna gwiazda, była w nas i pośród nas, teraz i w przyszłych pokoleniach, na pożytek naszej Ojczyźnie i na chwałę Bogu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *