Rozszerzając katalog praw człowieka – nawet poza zdrowy rozsądek – o prawo do nielegalnej migracji, wyboru miejsca na ziemi, do 56 płci, obietnic wyborczych – politycy czynią to w swoim interesie, najrzadziej wspominając o prawie do prawdy.
W szumie medialnym wokół rotacyjnego marszałka sejmowego (poparcie – 4,99% elektoratu) już nawet nie wytyka się mu, że największa partia opozycyjna nie ma wicemarszałka, nie mówiąc o odpowiednim przedstawicielstwie w komisjach sejmowych – bo dominują domniemania o „zamachu stanu”. Dla jednych to „spekulacja intelektualna”, dla drugich – korupcja polityczna. Nikt jednak nie wie, z kim pertraktował marszałek, choć wydaje się, że elektorat ma prawo do takiej informacji.
Nieźle sobie poczynają organizacje broniące praw człowieka, dopominając się na wszelkie sposoby przywilejów dla nielegalnych migrantów. W czyim interesie to robią – brak konkretnych informacji. W każdym razie nie w interesie lokalnych społeczności, „ubogacanych” przybyszami, bo nie sposób zrozumieć, by islamiści mieli się jakoś asymilować w chrześcijańskiej cywilizacji. Tymczasem ngo’sy tak się rozwinęły i wyspecjalizowały, że funkcjonują jak partie polityczne. Nierzadko są finansowane z zewnątrz, co powinno być zabronione, bo nie wystarczy czytelność ich dochodów.
Obywatele-podatnicy mają prawo do informacji o działalności rządu, ale nie w epoce demokracji walczącej. Na ogłoszenie rekonstrukcji rządu – iwenty marketingowe – nie wpuszczono dziennikarzy największej stacji telewizyjnej, jakby rządzącym nie zależało na dotarciu do społeczeństwa. Tak więc, mniejsza o to, że w Katowicach działało fikcyjne ministerstwo przemysłu, bo przecież premier obiecał blokadę napływu stali spoza UE. Tymczasem nic z tego, bo wciąż dociera tania stal ze Wschodu, a z drugiej strony zielone szaleństwo (ETS) rujnuje polskie hutnictwo. I chociaż powołano urząd rzecznika rządu, to informacji o tej zagrożonej branży brakuje, tak jak o bezrobociu wśród młodych (w maju 2025 przekroczyło 30% rdr).
Jak na razie polityka historyczna premiera sprowadza się do absencji na uroczystościach rocznicowo-patriotycznych i na rezygnacji z reparacji niemieckich. Tymczasem z badań ankietowych wynika, że tylko 1% Niemców wskazuje na Polaków jako na ofiary II wojny światowej. To oczywiście ich nie usprawiedliwia, ale dla polskiego rządu to wyzwanie na miarę racji stanu. Poszukiwanie prawdy byłoby również formą pamięci o ofiarach, nie mówiąc o konsolidowaniu wspólnoty narodowej.
Budżet i transformacja
Minister finansów, który wsławił się rekordową dziurą budżetową i wstrzymaniem subwencji dla PiS, został doceniony – przejął resort rozwoju i finansów. Pomijając fakt, że trzeba cudotwórcy, by rozwijać się przy powiększającej się dziurze budżetowej, to elektorat pyta, kiedy subwencja zostanie przekazana, i kto będzie płacił odsetki za zwłokę, bo chyba nie podatnicy, gdy minister działa nieprawnie. Tymczasem zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spada w całym kraju (oprócz Małopolski i Wielkopolski) – podaje GUS. W dodatku pogłębiają się różnice w wynagrodzeniach między regionami – nawet o 3 tys. zł (na Mazowszu – 10,2 tys. zł, na Warmii i Mazurach – 7,3 tys. zł). Administracja 13 grudnia pogłębia nierówności społeczne, nie ma skutecznej polityki regionalnej. Powrót PO do rządów – powrót do Polski A i B.
Zarobki polskich pracowników wciąż pozostają kilka razy mniejsze, niż zachodnioeuropejskie. W innych krajach powstają globalne firmy (np. w Danii – 43) , a u nas PO-fachowcy dołują Orlen. W naszym kraju zagraniczne koncerny poczynają sobie, jak chcą, wysysając lokalny kapitał, transferując zyski do siebie i rajów podatkowych, wyzyskując pracowników, nie pozwalając im zrzeszać się, wreszcie tworząc spółki-córki, wykazujące się symbolicznym zyskiem (1-2%). W innych krajach – żeby zapobiec tej patologii – wprowadzono podatek cyfrowy (Francja, Wielka Brytania, Węgry). Dlaczego tak nie dzieje się w naszym kraju – opinia publiczna nie jest informowana. Niemniej obywatele nie są przeciwko inwestycjom – byle nie wyzyskiwały polskiego państwa i polskich pracowników.
Jak dotąd resort finansów nie wyjaśnił fenomenu nagłej dziury budżetowej (spadku dochodów państwa). Nie wiadomo też dlaczego „konkretny plan dla Śląska” ma polegać na likwidacji resortu przemysłu w Katowicach. A co ze spowalnianiem krajowej produkcji zbrojeniowej, gdy brukselokraci dawkują fundusze na zbrojenia „po uważaniu”. W końcu, czy ktoś odpowie, dlaczego TVP w likwidacji wciąż się rozwija, w dodatku zaniżając poziom debaty publicznej. Dla podatników nie są to pytania retoryczne.
Poza wiedzą „europejczyków” Komisja Europejska przekazała 7 mld euro ekologistom (ngo’som), które – pod szyldem ochrony środowiska – stymulowały lobby zielonego szaleństwa. Zanim sprawy wyjaśnią się, transformacja energetyczna postępuje w najlepsze. Lansowane zielone perspektywy to w naszym kraju obniżenie cen energii o kilkanaście złotych kosztem biliona złotych. Tymczasem zielony ład przyniósł wzrost cen energii, żywności, produkcji, osłabił konkurencyjność unijnej gospodarki. Tak jest zawsze, gdy ideologia przeważa nad realnością, gdy biurokracja dyktuje swoje pomysły społeczeństwu. Prawda o zielonym ładzie jest równie konieczna, jak referendum w sprawie zielonej transformacji. Tymczasem rządzący chcą podejść prezydenta, przedkładając mu antyspołeczną ustawę wiatrakową (500 metrów) za obietnicę zamrożenia cen energii na 3 miesiące.
Prawo i polityka
Do historii polskiej demokracji przeszła już ostatnia kampania prezydencka – totalna (wykorzystano cały aparat państwowy), brutalna i nieuczciwa, przy czym największą partię opozycyjną pozbawiono subwencji – a jednak zwycięska dla kandydata konserwatywnej prawicy. Jak na razie brak dociekań socjologów czy politologów nad tym fenomenem. Elektorat nie poznał też szczegółów nielegalnego (także z udziałem zagranicznych funduszy) finansowania kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego. Złożony w tej sprawie wniosek PKW do ABW pozostał bez odpowiedzi. Nie ma też rezultatu wniosku PiS do prokuratury w sprawie ujawnienia informacji z akt ABW, dotyczących Karola Nawrockiego. Do tej pory elektorat nie poznał również okoliczności kampanii „pro frekwencyjnej” Aleksandry Uznańskiej-Wiśniewskiej, w którą były zaangażowane fundacje Romana Giertycha i syna szefa MSZ.
Tymczasem nieporadność „bodnarowców” w przywracaniu praworządności bezprawiem (zajęcie mediów publicznych, KRS, „głodzenie” TK, więzienie opozycji, deprecjacja urzędu prezydenckiego) usiłuje przelicytować sędzia Żurek (zawiesza prezesów sądów powszechnych, kadrowe czystki polityczne, atak na Sąd Najwyższy, kwestionowanie urzędu sędziów powołanych przez ostatnie 10 lat). Argumentem ma być opinia instytucji unijnych, choć ingerencja UE w wymiar sprawiedliwości w krajach członkowskich jest całkowicie poza traktatowa. Sędzia Żurek, który dał się poznać jako polityk w todze, oświadczył, że jego misja rządowa to ochrona Polski przed PiS, który chce wprowadzić państwo autorytarne. Albo zreformujemy sądy, albo czeka nas emigracja, lub więzienie – zaznaczył. To jest wstyd, że ktoś, kto ma wykształcenie prawnicze, opowiada takie bzdury – powiedział Andrzej Duda. Przecież to Trybunał Konstytucyjny stwierdza, co jest zgodne z konstytucją, a nie reformatorzy sądowi.
Zastanawia zaciekłość z jaką dyskryminuje się tzw. neo-sędziów. Obywatele mają prawo znać przyczyny tej patologii, tym bardziej że rzutuje ona na sprawność działania wymiaru sprawiedliwości. Niezależnie od tego należy im się prawda o katastrofie smoleńskiej. Tymczasem ściga się posła Antoniego Macierewicza. Bez rozgłosu zlikwidowano komisję ds. rosyjskich i białoruskich wpływów, choć działalność agentury rozwija się (choćby podpalenia). Po co niepokoić obywateli o zagrażającym im niebezpieczeństwie, tym samym skrywając nieudolność odpowiednich służb.
Media i tożsamość
Poza zainteresowaniem politologów i socjologów pozostaje bezprecedensowe zjawisko, że w kraju, gdzie w mediach dominuje kapitał zagraniczny i orientacja lewicowo-liberalna – elektorat wybiera posłów bądź prezydentów o przekonaniach konserwatywnych, prawicowych, a nawet patriotycznych. Także wbrew resortowi kultury i jego mecenatowi artystycznemu. Tzw. ludzie kultury zawsze z lewicową, antypolska władzą. Kto odważy się wyjaśnić ten fenomen – zasługuje na nagrodę. Podatnicy chętnie zapłacą, bo przecież fundują też anty kulturę.
Tymczasem – w rezultacie tzw. reformy edukacji – rosną pokolenia ignorantów, nieznających historii swego kraju. Łatwo im wmówić bajki niemieckiej propagandy historycznej – jak to czyni Muzeum II Wojny Światowej. Także genderowe nowinki i majaczenia multi-kulti. Nie uwierzą w statystyki, notujące wzrost przestępczości w krajach przyjmujących migrantów. Totalna tolerancja to postęp i nowoczesność (cokolwiek by to miało znaczyć). Nowe społeczeństwo brukselskie to negacja odrębności (i wartości) narodowych. Otwartość wymaga rezygnacji z tożsamości kulturowej i etnicznej. Polskie szkoły muszą więc produkować „europejczyków”, i to poddanych pełzającej germanizacji. Jeżeli to odbija się na kondycji uczniów, mogą skorzystać z pomocy psychologa (już po ukończeniu 13 lat), bez porozumienia z rodzicami.
Administracja 13 grudnia konsekwentnie realizuje neomarksistowski marsz przez instytucje (nauka, kultura, edukacja, rodzina), z reguły prowadzony przez przedstawicieli marginalnych ugrupowań politycznych („tęczowa” lewica). Barbaria edukacyjna to nie tylko wyrzucenie ze szkół lektur, podstawowych dla obywateli naszego kraju. Resort zdrowia ogranicza konsumpcję mięsa w szkolnych stołówkach. Tak wygląda kształtowanie „nowego człowieka” brukselskiego. Co na to rodzice, którym odbiera się konstytucyjne prawo do wychowywania swoich dzieci, co na to miłośnicy praw człowieka i ngo’sy ?
Polityczna poprawność
Administracja 13 grudnia to egzotyczna koalicja, bazująca na marginalnych ugrupowaniach politycznych, której spoiwem jest anty-PiS (żeby nie powiedzieć osiem gwiazdek). Nie ma ona więc wiele wspólnego z demokracją (rządy większości), bo w ostatnich wyborach sejmowych zwyciężył PiS. Nie inaczej w sferze społecznej. To mniejszości etniczne, kulturowe, obyczajowe dyktują program debaty publicznej, a nierzadko postępowania administracji państwowej.
Nie wypada więc mówić, że różnorodność kulturowa nie jest faktorem cywilizacji, że migracja to wiele problemów społecznych, równie dotkliwych, jak fanaberia zielonego ładu. Jeżeli jednak nie wypada o tym mówić, to jak się porozumieć? Polityczna poprawność knebluje debatę publiczną, możliwość porozumiewania się. W imię wolności i tolerancji ludzkość pozbawiła się mowy. Kto przerwie tę postępową zmowę milczenia, może okazać się geniuszem.
Ludzie mają prawo nie tylko do komunikowania się, ale także do prawdy.