Prezydent Karol Nawrocki. Inauguracja. 6 sierpnia 2025
Szanowny Panie Prezydencie Rzeczpospolitej Polskiej wraz z małżonką.
Jak słyszeliśmy, przeżywamy dzisiaj w liturgii Kościoła jedno z najradośniejszych świąt chrześcijańskich, upamiętniających dopiero co usłyszaną Ewangelię. Miało to miejsce na górze przemienienia, którą starożytna tradycja identyfikuje z Górą Tabor w dzisiejszym Izraelu.
Bóg z Boga, światłość ze światłości. Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Bracia i siostry, nasze codzienne życie rozgrywa się pomiędzy tymi dwiema górami.
Pomiędzy Taborem i Kalwarią. Doświadczamy na przemian śmiechu i łez, pocieszenia i strapienia, radości i smutku. Mamy siniaki i cekiny, jak śpiewa jedna ze współczesnych artystek polskiej sceny. Nie ma na świecie nikogo, kogo życie byłoby tylko samą euforią. I nie ma nikogo, kogo życie byłoby samą tylko tragedią. Zawsze jest wesele i pogrzeb, szczęście i nieszczęście, z górki i pod górkę, posiadanie i strata.
Góra Kalwaria i Góra Tabor
I chodzi o to, byśmy jako wierzący mieli pewność, że we wszystkim jest z nami Chrystus. Przeżywając szczęście, byśmy nie popadli w pychę, a przeżywając nieszczęście, byśmy nie popadli w rozpacz. Będąc na Taborze naszego życia, mamy się wzmacniać tą chwilą i nią cieszyć, jak Piotr. A gdy znajdziemy się na naszej życiowej Kalwarii, mamy pamiętać, że to nie jest koniec, że na pewno przyjdzie odmiana, przyjdzie przemienienie, bo nie ma takiego Wielkiego Piątku, po którym nie byłoby Wielkanocy. Tak jest i tak będzie również w życiu Pana Prezydenta. Także Pan doświadczy prawa falowania, tego, że będzie i tak, i siak.
Oby w ciągu najbliższych pięciu lat intensywność tych gór nie rozłożyła się w Pana życiu, w Pana posługiwaniu i w życiu Pana rodziny po połowie, a tym bardziej, oby nie zdominowało to, co trudne i ciężkie. Ale nie jesteśmy naiwni. Wiecznego Taboru na pewno nie będzie. Pięć usłanych różami lat nie nadejdzie. Aby w radości nie stracić głowy, a w strapieniu serca, potrzeba nie tylko osobistych przymiotów, inteligencji, kompetencji komunikacyjnych, decyzyjności, pracowitości, wytrwałości, odwagi, a jednocześnie pokory, zgody na kompromis i prostej dobroci. Potrzeba także dobrego zespołu, złożonego z ludzi lojalnych, uczciwych, rzetelnych, krytycznych, a nie krytykanckich. I oczywiście nie lizusów. Lizusi są najgorsi.
Jeśli Pan domu nie zbuduje
Do tego wszystkiego potrzeba jednak przede wszystkim łaski Bożej. Dlatego o nią teraz się modlimy. Proszę o nią modlić się także samemu. Jeśli Pan domu nie zbuduje, powie psalmista, na próżno trudzą się ci, którzy go wznoszą. Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże, strażnik czuwa nadaremno. Pięknym przykładem władcy, który prosi Boga o pomoc niezbędną w sprawowaniu rządów, jest biblijny król Salomon. Jego modlitwa o mądrość jest arcydziełem, które dobrze, aby znalazło się w osobistym modlitewniku każdego rządzącego. – Boże przodków i Panie miłosierdzia – modli się król Salomon – któryś wszystko uczynił swoim słowem i w mądrości swojej stworzyłeś człowieka, by panował nad stworzeniami, które z Ciebie się stały, by władał światem w świętości i sprawiedliwości i w prawości serca rządy sprawował. Dajże mi mądrość, co dzieli tron z Tobą i nie wyłączaj mnie z liczby swych dzieci, bom sługa Twój, syn Twej służebnicy, człowiek niemocny i krótkowieczny, zbyt słaby, by pojąć sprawiedliwość i prawa.
Los wspólnoty narodowej
Prawo falowania ma jednak swoje odniesienie nie tylko do losów pojedynczego człowieka, ale także do losów wspólnoty, w tym wspólnoty narodowej. Z pewnością w trakcie sprawowania swej prezydentury będzie pan, panie prezydencie, świadkiem wielu szczęść polskiego narodu, które pana jako pierwszego z nas napełnią słusznym uczuciem dumy. Będą to szczęścia spektakularne, jak choćby te, które kryją się w znanych dziś wszystkim imionach Iga i Sławosz, ale będą także szczęścia mniej powszechnie znane, ale nie mniej ważne. Za którymi będzie stał wysiłek milionów Polek i Polaków. Oby mógł się pan nimi jak najczęściej, jak najwięcej i jak najdłużej cieszyć.
Ale niestety będzie pan uczestnikiem także tego, co dla społeczeństwa jest trudne, niepokojące i złe. Dziś jest to szczególnie niestabilna sytuacja na świecie, zwłaszcza w Europie i podział wewnątrz polskiego społeczeństwa. Tocząca się od przeszło trzech lat wojna na Ukrainie, presja migracyjna na wschodniej i zachodniej granicy, przeobrażenia w Unii Europejskiej, kryzys liberalnej demokracji, kryzys antropologiczny, to znaczy zatracenie wiedzy na temat natury człowieka, coraz większy rozziew między prawem pozytywnym a prawem naturalnym – to tylko niektóre z niepokojów przychodzących z zewnątrz.
Apeluję o jedność i przestrzeganie prawa
I mamy jedno niezwykle trudne wyzwanie wewnętrzne, to trwający od lat konflikt polityczny, który dramatycznie rozbija nasz naród na wrogie sobie plemiona. W tej katedrze nasi przodkowie dziękowali Bogu za to, że potrafili się wznieść ponad narodowe podziały i uchwalić pierwszą w nowożytnej Europie konstytucję. W preambule ustawy rządowej z 3 maja 1791 roku czytamy: uznając, iż los nas wszystkich od ugruntowania i wydoskonalenia konstytucji narodowej jedynie zawisł, długim doświadczeniem poznawszy zadawnione rządu naszego wady, a chcąc korzystać z pory, w jakiej się Europa znajduje i z tej dogorywającej chwili, która nas samych sobie wróciła, wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów, ceniąc drożej nad życie, nad szczęśliwość osobistą, egzystencję polityczną, niepodległość zewnętrzną i wolność wewnętrzną narodu, którego los w ręce nasze jest powierzony, chcąc na błogosławieństwo, na wdzięczność współczesnych i przyszłych pokoleń zasłużyć, mimo przeszkód, które w nas namiętności sprawować mogą, dla dobra powszechnego, dla ugruntowania wolności, dla ocalenia ojczyzny naszej i jej granic, z największą stałością ducha niniejszą konstytucję uchwalamy i tę całkowicie za świętą, za niewzruszoną deklarujemy, dopóki by naród w czasie prawem przepisanym, wyraźną wolą swoją nie uznał potrzeby odmienienia w niej jakiego artykułu.
To piękne i ważne słowa, a zawarte tam odwołanie do zadawnionych naszych wad narodowych oraz przypomnienie, że możliwe jest właściwe wykorzystanie pory, w jakiej się Europa znajduje, są ważne i dla nas. Ksiądz Piotr Skarga mówił: proszę, nie dzielcie się tymi trzemy dziedzictw, religią, królem i ojczyzną miłą, ale ich wspólnie i w zgodzie używajcie, bo skoro się dzielić tym poczniecie, wszystko wam zginie. Ja z nim trzymam, a ja nie trzymam, ja tego chcę, a ja drugiego. Gotowa jest wtedy Rzeczpospolitej zguba, gdy się wiele w niej królów zacznie, bo ojczyzna też rozdziałów jako jedno ciało nie cierpi.
Symbol narodowej jedności
Urząd Prezydenta powinien nas wszystkich jednoczyć, ponieważ prezydent jest symbolem narodowej jedności, a także dlatego, że takie zostało mu powierzone zadanie – być prezydentem wszystkich Polaków ponad jakimikolwiek podziałami. Bardzo byśmy chcieli, by taka była pana prezydentura, oby nie miał pan względu na osoby, ale przewodził nam wszystkim ze spokojem i mądrością, przestrzegając prawa i ucząc nas je przestrzegać.
Prawa bowiem – to raz jeszcze ksiądz Piotr Skarga – nie mają żadnych namiętności i uwieść się krzywo nie dadzą. Nie mają w sobie gniewu ani popędliwości, o dary nie dbają, namówić się do złego i oszukać nie mogą. Co się w ludziach znajdować zawsze, we wszystkich nie może. Przeto u Mojżesza i na króla i na sądzie prawo jest napisane, aby tacy byli i wedle napisanych ustaw panowali i sądzili.
Siostry i bracia, powróćmy jeszcze raz do kazania świętego Leona Wielkiego, w którym wyjaśnia on sens dzisiejszego święta. Powiedziałem, że wspomina tam o dwóch jego powodach. Tym drugim jest ukazanie nam celu naszego życia. Święty Leon pisze tak: Pan swoim przemienieniem podbudował nadzieję kościoła świętego, aby wszystkie jego członki mogły się spodziewać udziału w tej chwale, która wcześniej, którą wcześniej rozbłysła głowa.
Cel życia i służby publicznej
Tak, to dzisiejsze święto mówi nam pięknie o celu naszego życia, którym jest wieczne przebywanie z Chrystusem, niebo i zbawienie. Gdy ten cel osiągniemy, gdy po ziemskiej wędrówce wyjdziemy kiedyś na szczyt wiecznego Taboru, nie trzeba będzie już donikąd schodzić. Będziemy mogli wówczas powiedzieć jak Piotr: Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy.
Bracia i siostry, każdy z nas ma jakieś cele na pewien okres w swoim życiu. Uczeń, by skończyć szkołę i zacząć studia. Student, by otrzymać dyplom i mieć pracę.
Pracownik, by dobrze zarabiać. Dziecko, by dorosnąć. Narzeczony, by się ożenić. Chory, by zostać wyleczonym. Cele na jakiś czas, ale musi być też cel ostateczny. Musi być odpowiedź na pytanie, po co to wszystko? Po co ja w ogóle żyję na tej ziemi? I to dzisiejsze święto przypomina nam podstawową odpowiedź Chrystusa i Kościoła. Żyję po to, by po dobrej i pożytecznej doczesności wiecznie przebywać z Bogiem, widzieć Go twarzą w twarz i cieszyć się wspólnotą zbawionych. Nigdy nam nie wolno o tym zapomnieć, bo to uderzyłoby w fundamenty naszej wiary i bardzo utrudniło życie codzienne.
Jeśli statek nie wie, do którego portu płynie, powie Seneka, wtedy każdy wiatr jest mu przeciwny. Jeśli nie wiem, jaki jest cel mojego życia, wtedy wszystko jest trudniejsze. Wszystko będzie jakby przeciwko mnie. Szanowny panie prezydencie, na pewno ma pan już wyznaczone cele na pierwsze dni swojej prezydentury, na pierwsze sto dni i na pierwszy rok, a może i na pięć lat. To dobrze. To ustrzeże i pana i nas przed chaosem. Proszę jednak jako osoba wierząca, nie stracić nigdy owego ostatecznego celu życia, jakim jest wieczność z Bogiem, przed którym każdy będzie musiał zdać sprawę ze swoich dokonań i ze swoich zaniedbań.
Sens i transcendencja
Gdy mamy to przed oczyma i w sercu, łatwiej ustrzec się wielu błędów i wielu grzechów, zwłaszcza grzechu pychy. Podczas niedawnego, ponownego otwarcia paryskiej katedry Notre Dame prezydent Francji wypowiedział słowa, które dały mi do myślenia. Katedra ta – mówił – stała się szczęśliwą metaforą tego, czym jest naród i czym powinien być świat. Nasza katedra przypomina nam, że jesteśmy spadkobiercami przeszłości większej od nas samych, która każdego dnia może zniknąć. Jesteśmy uczestnikami epoki, którą musimy przekazać następnym pokoleniom. Nasza katedra pokazuje nam, jak bardzo sens i transcendencja pomagają nam żyć w tym świecie, przekazywać i mieć nadzieję.
Oby Pan, Panie Prezydencie pokazywał nam wierzącym i niewierzącym, jak bardzo sens i transcendencja pomagają nam żyć w tym świecie, przekazywać i mieć nadzieję. Szanowny Panie Prezydencie jako wspólnota wierzących Polaków gratulujemy Panu wyboru na zaszczytny urząd Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Otaczamy dziś Pana naszą obecnością i naszą życzliwością. Modlimy się za Pana, za Pańską rodzinę i za naszą ukochaną Ojczyznę, na czele której Pan staje. Teraz czynimy to słowami znanej modlitwy, cytowanego już dziś kilkukrotnie księdza Piotra Skargi.
Boże, Rządco i Panie Narodów, z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać, a za przyczyną Najświętszej Panny, Królowej Naszej, Błogosław Ojczyźnie Naszej, by Tobie zawsze wierna chwałę przynosiła imieniu Twemu, a syny swe wiodła ku szczęśliwości. Wszechmogący Wieczny Boże, spuść nam szeroką i głęboką miłość ku braciom i najmilszej Matce, Ojczyźnie Naszej, byśmy jej i ludowi Twemu, swoich pożytków zapomniawszy, mogli służyć uczciwie. Ześlij Ducha Świętego na sługi Twoje rządy kraju naszego sprawujące, by wedle woli Twojej ludem sobie powierzonym mądrze i sprawiedliwie zdołali kierować. Prosimy Cię o to przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.